Po umiarkowanych wzrostach Dow Jones, S&P500 i Nasdaq znalazły się tuż poniżej ustanowionych w grudniu historycznych rekordów. Pędu na północ nie zatrzymały doniesienia z Fedu, którego kierownictwo wydaje się gotowe do kolejnej podwyżki stóp.


Gwoździem środowego programu na Wall Street była publikacja protokołu z grudniowego posiedzenia FOMC, na którym kierownictwo Rezerwy Federalnej zdecydowało się na drugą w ciągu dekadę podwyżkę stóp procentowych. Fedowskie „minutki” brzmiały dość „jastrzębio”.
„Mniej więcej połowa uczestników wniosła do swoich prognoz założenie bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej” - czytamy w grudniowych „minutkach”. Co więcej, „prawie wszyscy” członkowie FOMC wskazywali na ryzyko przekroczenia prognoz makroekonomicznych. Tłumacząc na polski: była to aluzja, że stopy procentowe w USA mogą znów pójść w górę.
Na razie wielu nie bierze tych „jastrzębich” pohukiwań Fedu zbyt poważnie. Rynek terminowy wycenia szanse na podwyżkę stóp w lutym na 2%, w marcu na 19%, a w maju na 35%. Dopiero w czerwcu prawdopodobieństwo podniesienia stopy funduszy federalnych sięga 70% - wynika z obliczeń FedWatch Tool. Do końca 2017 roku oczekiwane są dwie lub trzy podwyżki po 25 pb. każda.
Być może to brak wiary w determinację Fedu sprawia, że Wall Street wydaje się niewrażliwa na perspektywę podwyżek stóp procentowych. A to właśnie niemal darmowy kredyt i kolejne fale QE sprawiły, że w latach 2009-16 indeks S&P500 potroił się i osiągnął nominalne rekordy wszech czasów.

W środę S&P500 zyskał 0,57% i zakończył sesję na poziomie 2.270,75 punktów. To tylko siedem punktów poniżej rekordu. Dow Jones poszedł w górę o 0,30% i do 20.000 pkt. zabrakło mu ponad 50 pkt. Nasdaq po zwyżce o 0,88% do poprawienia rekordu zabrakło nieco ponad 0,6%.
Jak dotąd mało kto zdaje się martwić faktem, że amerykańskie akcje są już bardzo, bardzo drogie. Indeks S&P500 jest obecnie wyceniany na blisko 11,3-krotność przypadającego nań EBITDA (zysku operacyjnego bez uwzględnienia podatków, odsetek i amortyzacji). Ostatni raz wskaźnik ten był wyżej na początku 2000 roku – czyli w szczycie bańki internetowej.
Krzysztof Kolany



























































