Z drugiej strony podatnicy niezwiązani z sektorem budżetowym mogą mieć uzasadnione pretensje do architektów systemu administracyjnego w Polsce, którzy stworzyli patologiczne zasady wynagradzania premiujące również urzędników, którzy swoją pracą nie zasłużyli na żadną nagrodę. I nie chodzi tutaj o konkretne urzędy, ale o konkretne osoby, które nie wykonują swoich obowiązków w sposób należyty.
Naturalnie obywatel może nie darzyć sympatią urzędnika skarbowego i uważać, że nie zasłużył on na premię. Jednak ten musi wykonywać swoją pracę zgodnie z literą prawa i obowiązującym w urzędzie regulaminem, co niestety czasami pociąga za sobą konieczność podjęcia niepopularnych społecznie decyzji. I w tym wypadku nie jest winny pracownik skarbówki, ale ustawodawca, który nie przewidział, że taka decyzja może być podjęta. Stąd należy odróżnić pracowników leniwych od tych, którzy pracują tak jak życzy sobie tego rząd.
Druga sprawa to zasady premiowania. Szefowie urzędów wydają pieniądze, które im zostały w funduszu płac, bo boją się, że w przyszłym roku dostaną mniej. Żeby takich sytuacji uniknąć powinno się wprowadzić powszechne systemy transparentnej formalnej oceny pracowników, a ich ewentualne premie wynikające z dobrze wykonywanych obowiązków, winny być gwarantowane niezależnie od zasobności funduszu płac konkretnego urzędu.
Gdyby takie rozwiązanie istniało, rząd mógłby, np. w czasie kryzysu finansów publicznych zastrzec sobie ustawowo prawo do zawieszenia prawa do wypłaty nagród wszystkim pracownikom administracji publicznej. Wówczas uniknęłoby się sytuacji wydawania środków z funduszu płac niezależnie od potrzeb, a nagrody (w tym trzynastki) miałyby bardziej przewidywalny charakter. Takie rozwiązanie prawdopodobnie byłoby tańsze i korzystne dla wszystkich zainteresowanych.
Tekst jest komentarzem do artykułu Dobrze jest być urzędnikiem państwowym




























































