REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Trump ogłosił, że jest wybrańcem. "Przywrócę pokój na świecie za pomocą kilku telefonów"

2024-08-22 00:58, akt.2024-08-22 09:08
publikacja
2024-08-22 00:58
aktualizacja
2024-08-22 09:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Przywrócę pokój na świecie za pomocą kilku telefonów i groźby wprowadzenia zaporowych ceł - zapowiedział w środę były prezydent Donald Trump podczas wiecu w Asheboro, w Karolinie Północnej. Trump obiecał też, że szybko doprowadzi do zakończenia wojny w Ukrainie - o ile Demokraci nie dopuszczą się oszustw wyborczych.

Trump ogłosił, że jest wybrańcem. "Przywrócę pokój na świecie za pomocą kilku telefonów"
Trump ogłosił, że jest wybrańcem. "Przywrócę pokój na świecie za pomocą kilku telefonów"
fot. Carol Guzy / /  Zuma Press / Forum

"Jak tylko podniosę rękę z Biblii, przywrócę światowy pokój i zrobię to głównie za pomocą kilku telefonów (...) Nie musimy nawet wysyłać żołnierzy, mogę zrobić to za pomocą rozmowy telefonicznej: +jeśli będziecie toczyć wojnę przeciwko krajowi, który jest dla nas przyjazny - a nawet nieprzyjazny - nie będziecie mogli prowadzić interesów ze Stanami Zjednoczonymi, nałożymy na was 100 proc. cła" - opisywał swój plan Trump podczas wiecu w Asheboro, w pierwszym wystąpieniu na otwartym powietrzu od czasu zamachu na jego życie w Pensylwanii. "I nagle, prezydent, premier, dyktator, czy cholera wie kto rządzi tym krajem, powie mi: proszę pana, nie będziemy prowadzić wojny" - dodał.

W przemówieniu poświęconym głównie bezpieczeństwu i polityce zagranicznej Trump przekonywał, że przez "głupotę" rządzących Demokratów, których nazwał "idiotami", świat stoi na krawędzi III wojny światowej i wyrażał przekonanie, że Chiny zamierzają napaść na Tajwan. Zapowiedział też - jak robił to już wcześniej - że doprowadzi do "szybkiego końca wojny” w Ukrainie, jeszcze zanim formalnie obejmie władzę.

"Spójrzcie na Ukrainę, te miasta są po prostu zmiecione z powierzchni ziemi. Poza Kijowem i kilkoma innymi, po prostu są zmiecione. Jest o wiele więcej zabitych ludzi, niż nam mówią. Te wielkie budynki walą się, uderzane rakietami - to tak absurdalne, nic z nich nie zostaje. To takie absurdalne" - mówił Trump.

W swoim wystąpieniu kandydat Republikanów twierdził - tak jak robił to w 2020 r. - że "ma wystarczającą ilość głosów", by wygrać wybory i może je przegrać tylko jeśli Demokraci dopuszczą się oszustw wyborczych.

Wakacje na giełdzie

"Naszym głównym celem nie jest zachęcenie do głosowania, lecz upewnienie się, by oni nie oszukiwali" - dodał.

Trump ogłosi, że jest "wybrańcem". Wyborcy ewangelikalni podzielą tę opinię

Wayne Allyn Root, komentator telewizyjny i radiowy, który sam nazywa się "ewangelistą" - cytowany przez Bloomberga - powiedział, że Trump to "drugie przyjście Boga".

Brytyjski tygodnik podkreśla, że wzrost liczby i znaczenia ewangelikałów prowadzi do coraz głębszej polaryzacji Ameryki. "Washington Post" przypomina, że jest to grupa społeczna bardzo wrogo usposobiona do tych, których uważa za swych przeciwników; oskarża ich o sprzyjanie demonicznym siłom, a ewangelikalna kongresmenka Marjorie Taylor Greene ujęła to w ten sposób: "Kościół (katolicki) jest kontrolowany przez szatana!".

Komentatorzy są podzieleni w ocenie pobudek tego bardzo konserwatywnego elektoratu; część z nich uważa, że są to względy pragmatyczne, inni - że autentyczna wiara w posłannictwo Trumpa.

Bratanek prezydenta Kennedy’ego planuje wycofać się z wyścigu o Biały Dom i poprzeć Trumpa

Robert F. Kennedy Jr. ,uczestniczący w wyścigu o najwyższy urząd w USA jako niezależny kandydat, zamierza zakończyć kampanię wyborczą. Ma poprzeć kandydata republikanów Donalda Trumpa. O planach, wcześniejszego zgodnie z tradycją rodzinną Demokraty, poinformowała w środę telewizja NBC News.

Nie mogąc uzyskać poparcia Partii Demokratycznej w rywalizacji z Joe Bidenem, bratanek b. prezydenta J.F. Kennedy’ego, postanowił startować do Białego Domu jako kandydat niezależny. Ma jednak w kampanii wyborczej poważne problemy finansowe. Ponadto była opiekunka rodziny wysunęła przeciwko niemu zarzuty o molestowanie seksualne. Kennedy nie zaprzeczał; powiedział jedynie, że „nie był ministrantem i miał burzliwą młodość”.

Kandydat Trumpa na wiceprezydenta, JD Vance, powiedział NBC, że zespół ich kampanii wyborczej kontaktował się z współpracownikami Kennedyego. Jak powiedział Trump, “byłby otwarty” na dołączenie Kennedy’ego do swojej administracji.

Z kolei Nicole Shanahan, kandydatka Kennedy’ego. na wiceprezydenta, mówiła o rozważaniu dwóch opcji. Jedna to kontynuowanie wyścigu o Biały Dom i „ryzykowanie” prezydentury Harris-Walz oraz druga – „połączenie sił z Trumpem”.

Według NBC przekonanie Kennedy'ego do wsparcia Trumpa było dziełem syna Trumpa, Donalda Jr., byłego dziennikarza Fox News Tuckera Carlsona i zamożnego darczyńcy Omeeda Malika.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Za tą drugą oceną przemawiają takie inicjatywy jak sfinansowanie przez ewangelikalne organizacje i prywatną uczelnię Liberty University filmu "The Trump Prophecy" (Proroctwo Trumpa), w którym pojawia się wyraźna sugestia, że nowojorski miliarder ma zostać prezydentem z woli bożej. Szef wydziału filmowego Liberty University powiedział, że "The Trump Prophecy" jest "świadectwem, że modlitwy mają wartość (...), która pozwala na to, by został wybrany taki prezydent jak Donald Trump" - relacjonuje "New York Times".

Telewizyjna kaznodziejka Paula White oznajmiła w dzienniku online The Christian Post, że "Chrześcijanie, którzy głosują przeciw Trumpowi będą musieli odpowiedzieć przed Bogiem". W swych telewizyjnych kazaniach White głosi, że Trump został "wywyższony przez Boga" - pisze "Guardian".

White jest jedną z bardzo wielu pastorów, liderów i aktywistów ewangelikalnych, którzy głoszą podobne poglądy; niektórzy z nich, jak Lance Wallnau, twierdzą, że "Pan przemówił do nich" w 2016 roku, by wskazać Trumpa jako swego kandydata na prezydenta.

Wallnau należy do tych ewangelikalnych kaznodziejów, którzy uważają się za proroków. Pojawienie się w życiu publicznym wielu takich postaci, jak i tych, którzy przedstawiają się jako "apostołowie" wynika z wielu przesłanek - wyjaśnia "Washington Post". Ale szczególnie ważny jest wzrost liczby i wpływów charyzmatycznych ruchów ewangelikalnych i "ich medialnych ekosystemów oraz prezydentura Trumpa, która przyciągnęła ze (społecznych) peryferii postaci (...) długo odrzucane przez polityczny i ewangelikalny establishment".

Historyk religii z Uniwersytetu Stanu Waszyngton, Matthew Sutton, powiedział w wywiadzie dla "WP", że część ewangelikalnych Amerykanów sięga ponownie po termin "prorok" i nadaje mu nowe znaczenie, co w "Stanach Zjednoczonych jest nową taktyką w wojnie kulturowej".

Gdy przed wyborami w 2016 roku Wallnau zamieścił w sieci wideo pt. "Słowo proroka o Donaldzie Trumpie" obejrzało je 4 mln ludzi. Autorka książek o roli chrześcijańskiej prawicy w polityce USA, Sarah Posner, wyjaśniła w wywiadzie dla "WP", że rosnące wpływy takich "przywódców ewangelikalnych" wynikają również ze strategii Trumpa, który dał im status celebrytów, gości jego politycznych happeningów, a czasem doradców lub nawet członków gabinetu.

Komentator "Washington Post", Michael Gerson, który sam jest ewangelikałem, napisał w 2018 roku w okładkowym artykule magazynu "Atlantic", że entuzjastyczne poparcie tej grupy dla Trumpa, skądinąd "najmniej tradycyjnie religijnego prezydenta w żywej pamięci", wynika z założenia, że zrealizuje on ich konserwatywne postulaty i poprze walkę z liberalną Ameryką. Ale jest też inny powód - zakorzeniona w tej społeczności niechęć do "elit", związana z poczuciem, że jest przez nie traktowana z wyższością. Ma to w pewnej mierze związek z tym, że "w swej ogólnej orientacji stała się ona przeciwna nauce".

Katherine Stewart, autorka książki "The Power Worshippers"(Czciciele władzy) idzie dalej: uważa, że ewangelikałowie i popularne w tej społeczności ruchy, jak chrześcijaństwo nacjonalistyczne, to "ruch polityczny", który zmierza do zdobycia władzy i narzucenia wszystkim Amerykanom swej wizji świata oraz "zjednoczenia narodu wokół jednej denominacji religijnej".

Zdaniem Stewart, ewangelikałowie walnie przyczynili się do wybrania Trumpa na prezydenta, a teraz "determinują przyszłość Partii Republikańskiej". Rozwijają i umacniają swe wpływy polityczne poprzez "gęstą sieć think tanków, stowarzyszeń, organizacji pastorów" oraz mediów, które nie są sterowane przez scentralizowane kierownictwo, lecz zjednoczone przez "wspólną, antydemokratyczną wizję i wolę pozyskania władzy".

Gerson podkreśla, że Trump umiejętnie i regularnie przedstawia się jako obrońca ewangelikałów, twierdzi, że "chrześcijaństwo jest w stanie oblężenia" i składa obietnice. Reuters przytacza jego wypowiedź z lipca, kiedy to Trump obiecał tej grupie, że jeśli zagłosuje na niego w listopadzie to "załatwimy wszystko tak dobrze, że nie będziecie musieli już nigdy głosować".

"Economist" zwraca jednak uwagę, że pewna część ewangelikałów uważa, iż Trump bynajmniej nie przysłużył się ich wspólnocie. Pastor Południowej Konwencji Baptystycznej, Russell Moore, powiedział w wywiadzie dla tygodnika, że w pewnym stopniu w powszechnej percepcji pojęcie "ewangelikalny odnosi się do osobistej relacji z Donaldem Trumpem, zamiast z Jezusem Chrystusem".

Tymczasem ruchy społeczne, które rodzą się we wspólnocie ewangelikalnej, zabiegają o wpływ nie tylko na politykę wewnętrzną USA, ale również na politykę zagraniczną. Autor książki "American Theocracy" (Amerykańska teokracja), Kevin Phillips, pisze, że zaabsorbowanie Ameryki Bliskim Wschodem i poparcie dla Izraela ma również wymiar religijny: jest to wola pozyskania poparcia ewangelikalnych "wyznawców końca świata, dla których ziemia święta jest polem bitwy z woli chrześcijańskiego przeznaczenia".

Wiele milionów Amerykanów wierzy - pisze Phillips - że Armagedon nadejdzie już wkrótce, a chaos na Bliskim Wschodzie nie jest zagrożeniem, lecz zapowiedzią drugiego nadejścia Chrystusa, którego warunkiem jest odrodzenie się Izraela w jego biblijnych granicach. Większość ewangelikalnych protestantów uważa współczesne państwo żydowskie za spełnienie biblijnego proroctwa, toteż cała ta społeczność poparła np. inwazję na Irak.

Zwycięscy wyborów prezydenckich w Ameryce muszą po swej inauguracji spłacać dług wdzięczności wobec donatorów, grup interesów, przemysłowych lobby i ważnych grup wyborców. Jeśli wygra Trump, ważny dług wdzięczności będzie musiał spłacić ewangelikalnym protestantom.

Z Chicago Oskar Górzyński (PAP)

osk/ jm/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (13)

dodaj komentarz
_freak_666
Tak jest wybrańcem Boga, tylko jak stał w kolejce po rozum to się nie doczekał! xD
grab
D. Trump, niech najpierw zaprowadzi pokój ze swoją obecną żoną, a potem niech opowiada bajki!
pogo0
To jest bardzo poważna deklaracja przyszłego "najpotężniejszego człowieka na świecie". Zdecydowanie powinien już dostać pokojowego Nobla!
secundus
alternatywą są ludzie rozdający tampony chłopcom, tak jakby przypadkiem dostali miesiączki, co gorsza, tacy wariaci mają poparcie zbliżone do Trumpa!!!

S.
159120br
Ludzie stojący za Harris to frakcje Rockefellera i Sorosa z mafii. Ta grupa kontroluje duże firmy farmaceutyczne, dużą część wielkiej ropy, Google, Meta, Microsoft i ONZ, a także WHO. Ta grupa ma nadzieję utrzymać się u władzy, agresywnie podlizując się Chinom w zamian za pieniądze (już zaoferowali oddanie Tajwanu i Japonii) i zamieniając Ludzie stojący za Harris to frakcje Rockefellera i Sorosa z mafii. Ta grupa kontroluje duże firmy farmaceutyczne, dużą część wielkiej ropy, Google, Meta, Microsoft i ONZ, a także WHO. Ta grupa ma nadzieję utrzymać się u władzy, agresywnie podlizując się Chinom w zamian za pieniądze (już zaoferowali oddanie Tajwanu i Japonii) i zamieniając USA w komunistyczną dyktaturę. Mają nadzieję oszukać społeczeństwo, aby poparło ich ofertami rządowych jałmużny. Ludzie stojący za Trumpem to Rothschildowie. Kontrolują duże banki, dużo ropy, a także wiele dużych korporacji przemysłu zbrojeniowego. Są sprzymierzeni z Elonem Muskiem używają X, TikToka i Telegrama. Jednak zarówno Trump, jak i Harris pojawiający się publicznie są awatarami kontrolowanymi przez te frakcje. W czasach cyfrowego fałszerstwa i chirurgicznie zmienionych sobowtórów, każda frakcja jest w stanie zaprezentować publiczności fałszywą wersję awatara swojego przeciwnika. Dotyczy to zwłaszcza Trumpa. Trump pojawiający się publicznie przed tłumem nigdy nie pojawia się z Melanią, ponieważ ma tylko 170 cm wzrostu, podczas gdy Melania ma 180 cm. Prawdziwy Trump ma 190 cm. Ten awatar Trumpa działa dla prawdziwego Trumpa, który znajduje się w bazie wojskowej Mt. Cheyenne w Kolorado. Frakcja Rockefellera paraduje swoją własną złą wersją Trumpa, który przechwala się szczepionkami, popiera ludobójstwo w Strefie Gazy itp. i pojawia się w mediach kontrolowanych przez Rockefellera. Czyli, nie MAGA, ale MIGA, czyli Make Israel Great Again.
mesten
Widać znowu nie dali ci tabletki rano
estepan
Możesz podrzucić namiary na dilera?
klimaciarz
Twój wpis, ma sugerować walkę, pomiędzy dwoma potężnymi rodami banksterskimi? czy może sugerujesz, że dogadane rodzinki, specjalnie stworzyły sztuczny podział, wg. dialektyki heglowskiej, w celu kontroli mas?
I jeżeli możesz, to zdradź, skąd pochodzi ta "tajemna" wiedza ;)
samsza
Najogólniej rzecz biorąc ewangelikalizm to ruch wewnątrz protestantyzmu charakteryzujący się określonymi poglądami (m. in. naciskiem na nieomylność Pisma Świętego oraz nawrócenie) oraz pobożnością mającą swoje źródła w pietyzmie i ruchach przebudzeniowych. Ewangelikalizm nie jest wyznaniem (konfesją) czyli wyodrębnioną tradycją ze Najogólniej rzecz biorąc ewangelikalizm to ruch wewnątrz protestantyzmu charakteryzujący się określonymi poglądami (m. in. naciskiem na nieomylność Pisma Świętego oraz nawrócenie) oraz pobożnością mającą swoje źródła w pietyzmie i ruchach przebudzeniowych. Ewangelikalizm nie jest wyznaniem (konfesją) czyli wyodrębnioną tradycją ze względu na zestaw czynników teologicznych.
langdon25
I tylko grzesio kubik z Cejrowskim wierzą w te slogany

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki