Kurs ropy Brent osiągnął najwyższy poziom od lutego i błyskawicznie zmierza w stronę 120 dolarów za baryłkę. To skutek doniesień o planowanym amerykańskim ataku na Syrię.
Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania są coraz bliższe zbrojnej interwencji w ogarniętej wojną domową Syrii. W przeciwieństwie do Libii, w której wojska NATO interweniowały wiosną 2011 roku, znaczenie Syrii na rynku naftowym jest znacznie mniejsze. Syria wydobywa ok. 330 tys. baryłek ropy dziennie, co ją na 33. miejscu na świecie. Według amerykańskiej Energy Information Administration syryjskie rezerwy ropy naftowej wynoszą 2,5 mld baryłek (31. na świecie).
Choć znaczenie Syrii w sektorze naftowym jest stosunkowo niewielkie, rynek panicznie reaguje na jakiekolwiek wojenne doniesienia z Bliskiego Wschodu, skąd pochodzi 35% światowych dostaw ropy. Jeszcze w poniedziałek baryłka ropy Brent kosztowała ok. 111 USD. W środę rano trzeba było za nią zapłacić już prawie 117 dolarów. Co więcej, wzrost cen nastąpił przy rosnącej aktywności handlujących – we wtorek obroty na nowojorskiej giełdzie towarowej (NYMEX) były o 340% wyższe od stu sesyjnej średniej.
A zdaniem analityków to jeszcze nie koniec wzrostu cen czarnego złota. Eksperci francuskiego banku Societe Generale uważają, że w razie rozprzestrzenienia się syryjskiego konfliktu na inne kraje Bliskiego Wschodu, cena ropy Brent może błyskawicznie podskoczyć do 150 dolarów za baryłkę. Według analityków Societe Generale amerykański atak na Syrię jest możliwy już w przyszłym tygodniu.

K.K.





























































