REKLAMA
ZAPRASZAMY

8 tys. w ogłoszeniu, 7 zł za kurs. Sprawdziła, jak naprawdę zarabiają kurierzy

Katarzyna Wiązowska2026-10-01 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-10-01 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Kilka tysięcy złotych na rower, własny telefon i czas oczekiwania, za który nikt nie płaci. Za obietnicami elastyczności i atrakcyjnych zarobków kryją się koszty ponoszone przez dostawców jedzenia. O tym, jak naprawdę wygląda praca kurierów rozmawiamy z Katarzyną Dudą, autorką książki „Uberyzacja. O warunkach pracy kurierów”.

8 tys. w ogłoszeniu, 7 zł za kurs. Sprawdziła, jak naprawdę zarabiają kurierzy
8 tys. w ogłoszeniu, 7 zł za kurs. Sprawdziła, jak naprawdę zarabiają kurierzy
fot. Adam Chelstowski / / Forum

Katarzyna Wiązowska: Co skłoniło panią do zajęcia się pracą kurierów?

Katarzyna Duda: Pomysł narodził się w czasie pandemii. Zastanawiałam się nad sytuacją ludzi, którzy nie mogli pozwolić sobie na luksus pracy zdalnej i musieli ryzykować zdrowiem, wykonując swoje obowiązki. To były osoby sprzątające, pracujące w szpitalach, ale też kurierzy dostarczający jedzenie. Dużo mówiło się wtedy o restauracjach, które nie mogły przyjmować gości. Rynek dostaw żywności mocno się rozwinął, a kurierzy stali się ważną grupą. Jednocześnie docierały informacje o warunkach ich pracy, protestach i strajkach. To były sygnały, że coś jest nie tak. Chciałam przyjrzeć się temu bliżej.

Sama została pani kurierką. Co okazało się najtrudniejsze na początku tej pracy?

Konieczność zainwestowania we wszystko, co było mi potrzebne do pracy. Rower trzeba kupić albo wynająć. Zdecydowałam się na zakup elektrycznego, a to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Do tego kask, torba, ładowanie i korzystanie z własnego telefonu. To były dotkliwe koszty i świadomość, że najpierw trzeba będzie je odpracować. Można oczywiście jeździć na zwykłym rowerze, ale wymaga to większego wysiłku. Rower elektryczny odciąża kuriera i przyspiesza dostawy.

Scammingout
fot. Jakub Szafrański / Wydawnictwo Krytyki Politycznej

A kiedy już ruszyła pani z dostawami, co najbardziej panią zaskoczyło?

Czas oczekiwania. Najpierw na przyjęcie zlecenia, a później, w restauracji, na wydanie posiłku. W modelu rozliczenia od zamówienia, którego doświadczyłam, nie płacono mi za cały czas poświęcony pracy. Mogłam przez dziesięć minut jechać do restauracji, a następnie czekać, nie wiedząc, czy potrwa to pięć minut, kwadrans czy pół godziny. Zdarzało się nawet 50 minut oczekiwania na wydanie zamówienia. Prawie godzina, podczas której byłam do dyspozycji firmy, ale za którą nie otrzymywałam wynagrodzenia. Z rozmów z restauratorami wynikało, że priorytetem są goście na sali, a kurier może poczekać. Frustrujący był zarówno brak zapłaty za ten czas, jak i niepewność, ile to wszystko potrwa. Gdy zsumujemy ten czas w skali dnia, tygodnia i miesiąca, robi się z tego bardzo dużo nieopłaconych godzin.

Jakie stawki proponowały aplikacje?

Zdarzały się propozycje 6 czy 7 zł za kurs. W niektórych aplikacjach nawet nie podejmowałam zleceń, bo uważałam takie stawki za upokarzające. Sama dostawa mogła trwać 20-25 minut, a przecież wcześniej trzeba jeszcze dojechać po zamówienie i na nie poczekać. Łącznie mogło to zająć nawet godzinę. Kwota 7 zł za dowiezienie komuś posiłku była dla mnie wynagrodzeniem nieadekwatnym do tego wysiłku.

Tymczasem ogłoszenia kuszą zarobkami rzędu 8 tys. złotych. Jak te obietnice wypadają w zestawieniu z rzeczywistością?

Tutaj wolę odwołać się do rozmów z kurierami. Sama nie pracowałam przez cały miesiąc w wymiarze odpowiadającym etatowi, więc nie chcę przedstawiać swoich doświadczeń jako podstawy do wyliczenia miesięcznej pensji. Moi rozmówcy mówili, że obietnice z ogłoszeń nijak mają się do rzeczywistości. To skuteczny marketing: wysokie kwoty i przekaz, że jesteś swoim szefem. Tyle że przy zarobkach jest gwiazdka, która ma znaczenie. Od przychodu trzeba odjąć koszty eksploatacji sprzętu. Trzeba też uwzględnić cały czas pozostawania do dyspozycji aplikacji, a nie tylko realizowania dostaw. Jeśli ktoś wykonuje zlecenia przez 160 godzin, a dodatkowo przez kolejne kilkadziesiąt czeka na zamówienia, to te godziny również powinny wejść do rachunku. Dopiero wtedy widać, ile faktycznie zarabia za godzinę poświęconą tej pracy.

Czy napiwki istotnie poprawiają ten bilans?

W moim przypadku były rzadkie i nieprzewidywalne. Nie zauważyłam związku między szybkością dostawy a otrzymaniem napiwku. Bywało, że docierałam przed czasem szacowanym przez aplikację i nie dostawałam nic. Innym razem przyjeżdżałam później i napiwek się pojawiał. To był raczej miły gest niż istotna część wynagrodzenia. Zaskoczyła mnie też liczba zamówień, które należało zostawić pod drzwiami: położyć jedzenie, zrobić zdjęcie i odejść. Bez „dzień dobry”, „dziękuję” czy „do widzenia”.

Klient płaci za jedzenie i dostawę. Co kurier wie o podziale tych pieniędzy?

Jedynie to, ile sam otrzyma za kurs. Nie ma pełnej informacji o wartości zamówienia ani o podziale wpływów między pozostałych uczestników transakcji. Restauracje płacą platformom prowizje na poziomie 30-40 proc. wartości zamówienia. Wynagrodzenie kuriera nie jest natomiast określonym procentem ceny posiłku. Można dowieźć jedzenie za 30 zł albo za 300 zł i otrzymać zbliżoną kwotę za dostawę. Wartość tego, co znajduje się w torbie, nie przekłada się proporcjonalnie na zarobek kuriera.

W książce opisuje pani jak wyglądały umowy między kurierami a firmą, dla której świadczyli swoje usługi. Formalnie płaciła ona kurierowi za wynajem jego roweru, a nie za dostarczanie jedzenia?

Tak wyglądał mechanizm, który opisywałam. Przez lata partnerzy flotowi obsługujący aplikacje, z wyjątkiem Pyszne.pl, rozliczali kurierów poprzez umowy najmu sprzętu. Towarzyszyła im umowa zlecenia obejmująca niewielką część wynagrodzenia. Składki społeczne odprowadzano od tej niewielkiej części, a zasadnicza kwota trafiała do kuriera jako czynsz za sprzęt. W mojej ocenie była to fikcja. Firma formalnie płaciła za wynajem roweru, chociaż w rzeczywistości wynagradzała człowieka za dostarczanie produktów. Ten sam mechanizm można byłoby zastosować do telefonu czy laptopa. Taką formę zatrudnienia przedstawiano kurierom jako optymalizację podatkową, również podczas rozmów w biurach. W rezultacie dochodziliśmy do sytuacji, w której nawet zwykła umowa zlecenia wydawała się czymś luksusowym. O umowie o pracę nie wspominając.

Czy ten model zaczyna się zmieniać?

Docierają do mnie informacje, że rozliczenia mają odbywać się już tylko na podstawie umów zlecenia. Być może znaczenie miało nagłośnienie sprawy w mediach i próby reformowania rynku. Nie wiadomo jednak, czy te zapowiedzi zostaną zrealizowane - z jakiej umowy rzeczywiście będzie wypłacane wynagrodzenie i czy będą odprowadzane składki. Na tym etapie nie chciałabym przesądzać, że problem został rozwiązany.

Platformy przekonują, że atutem tej pracy jest elastyczność. Można się zalogować, kiedy ma się czas i zarobić. Czy rzeczywiście tak to działa?

Wciąż jeszcze posiadam konto w niektórych aplikacjach, więc faktycznie mogłabym się zalogować, wykonać jedno zlecenie i zakończyć pracę. W tym sensie elastyczność istnieje. Nie wiem jednak, jakie konsekwencje dla przyszłych zleceń ma to, że pracuję rzadko albo odmawiam przyjęcia kursu. Zasady przydzielania zamówień nie są dla mnie wystarczająco przejrzyste. W opisywanym przeze mnie systemie Glovo funkcjonował rating wpływający na priorytet w przyznawaniu zamówień. Jeśli odmowa przyjęcia kursu pogarsza pozycję kuriera, to trudno mówić o pełnej swobodzie. Korzystanie z deklarowanej elastyczności ma wówczas swoją cenę. Z kolei w przypadku Uber Eats nie miałam jasności, jakie są skutki takich decyzji.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Zdarza się, że aplikacja blokuje kurierowi konto…

To prawda. Traci wówczas możliwość zarabiania, a wyjaśnienie sprawy wymaga czasu i wysiłku. Słyszałam o przypadkach problemów z weryfikacją tożsamości. Kurier musiał zrobić sobie zdjęcie, żeby potwierdzić, że to nadal on wykonuje dostawy, a system je odrzucał, mimo że była to ta sama osoba. Taka weryfikacja może nastąpić w środku dnia pracy. Człowiek jest w mieście i nagle traci dostęp do konta. Musi wyjaśniać sytuację, czasem pojechać do biura. Nie słyszałam o rekompensatach za utracony czas, nawet kiedy błąd leżał po stronie platformy. Finansowe konsekwencje ponosił kurier.

A jeśli osoba wykonująca tę pracę zachoruje lub ulegnie wypadkowi?

Z relacji, które poznałam, wynikało, że kurierzy musieli radzić sobie sami. Kiedy nie mogli pracować, tracili zarobek. To jeden z podstawowych problemów tego modelu - ryzyko przerwy w wykonywaniu dostaw obciąża osobę, która je realizuje.

Wśród pani rozmówców było wielu migrantów. Co najbardziej osłabia ich pozycję wobec platform?

Przede wszystkim ograniczone możliwości znalezienia innej pracy. Dostawy mają niski próg wejścia: trzeba umieć obsługiwać telefon, a do komunikacji często wystarcza podstawowy angielski lub rosyjski. Bez znajomości polskiego trudniej jednak przejść do innego, lepszego zajęcia. Do tego dochodzą niewielkie zarobki i brak oszczędności. Część pieniędzy migranci wysyłają rodzinom, które pozostawili w swoich krajach. Zwłaszcza, że często właśnie po to przyjechali do Polski. Nie mają też sieci wsparcia np. bliskich czy znajomych, u których można zatrzymać się na miesiąc lub dwa w razie problemów. Mieszkają w hostelach, w złych warunkach, bez prywatności, z 20-30 osobami w jednym obiekcie. Konieczność opłacenia dachu nad głową mocno wiąże z pracą. Do tego dochodzi obawa przed koniecznością powrotu do kraju. W takich warunkach trudno negocjować i stawiać wymagania.

Czy związki zawodowe i protesty są w stanie coś zmienić?

Związek w Pyszne.pl pilnował standardów i alarmował o zmianach na gorsze. Nie można tu jednak mówić o spektakularnej poprawie, ale o hamowaniu pogarszania się warunków pracy. Były również protesty kurierów Glovo. Z relacji, które poznałam, wynikało, że udawało się cofnąć obniżki stawek, lecz po kilku miesiącach firma znów je wprowadzała. Sukces polegał więc często na zahamowaniu albo odroczeniu niekorzystnych zmian. Niestety siła związków jest w tej branży ograniczona. Wiele osób pracuje w niej dorywczo, również migrantów. Trudniej zbudować trwałe zaangażowanie, gdy ludzie traktują zajęcie jako przejściowe albo przede wszystkim walczą o bieżące utrzymanie.

Jaka zmiana powinna być wprowadzona jako pierwsza, aby warunki pracy kurierów były właściwe?

Najważniejsze jest uznanie całego czasu wykonywania obowiązków kuriera za czas pracy i zagwarantowanie minimalnej stawki godzinowej. Moim zdaniem rozpoczęciem pracy jest już zalogowanie się do aplikacji i pozostawanie do jej dyspozycji. Oczekiwanie na zamówienie czy na wydanie posiłku nie powinno znikać z rozliczenia. Natomiast już zapewnienie minimalnej stawki godzinowej na umowie zlecenia oznaczałoby istotną poprawę. Docelowo uważam jednak, że kurierzy powinni być pracownikami zatrudnionymi na umowach o pracę. Jest tu zbyt wiele kosztów i ryzyk przerzucanych na nich: zakup i eksploatacja sprzętu, choroba, przerwy w zarabianiu. To branża, w której walczymy o minimum. Kiedy przez lata obserwuje się rozliczanie pracy poprzez najem sprzętu, zaczyna się marzyć choćby o zleceniu. Nie powinniśmy jednak tracić z oczu celu, jakim jest większa ochrona tych osób.

Co powiedziałaby pani komuś, kto twierdzi: „Wolę aplikację i swobodę niż etat”?

Wśród moich rozmówców osoby zadowolone z takiego dorabiania często miały już etat gdzie indziej. Doceniały jego stabilność, a dostawy traktowały jako dodatkowy zarobek. Nie stały więc przed wyborem: etat albo aplikacja. Inaczej patrzy się na tę pracę, gdy ma się zabezpieczenie w innym miejscu, a inaczej, gdy dostarczanie jedzenia jest jedynym źródłem utrzymania. Dla części osób to zajęcie na studia czy na pewien czas. W rozmowach nie dominowały jednak historie ludzi, którzy porzucili stabilną pracę dla elastyczności. Przede wszystkim byli to migranci oraz Polacy dorabiający do innych dochodów.

Dziękuję za rozmowę.

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
100 mln zł od PFR dla rodzinnej firmy. Najpierw wzrost eksportu, potem własna fabryka w USA
Katarzyna Wiązowska
Katarzyna Wiązowska
redaktor Bankier.pl

Dziennikarka prasowa i internetowa. Z wykształcenia ekonomistka, PR-owiec i psycholog komunikacji medialnej. Bliskie jej są tematy dotyczące rynku pracy, przedsiębiorczości i kreatywności. Lubi rozmawiać z ludźmi, poznawać ich historie, również biznesowe. Z pasji – kinomanka.

Tematy
W którym banku niskie koszty i spora premia na start? Ranking kont firmowych z ofertą walutową
W którym banku niskie koszty i spora premia na start? Ranking kont firmowych z ofertą walutową

Komentarze (19)

dodaj komentarz
nekroekonom
płacisz, to jest opłata startowa
arfeneusz
Kilka lat dostarczam jedzenie
To może Wam opowiem jak to wygląda

Stawka godzinowa w Radomiu latem ja wiem... jakieś 30 zł brutto na Uber Eats na glovo podobnie netto, słabo, więcej spaceruje niż rozwożę, zazwyczaj 3000 zł miesięcznie uwzględniając paliwo, spacerując podrywam laski na dworcu w Radomiu, spoko praca
Latem
Kilka lat dostarczam jedzenie
To może Wam opowiem jak to wygląda

Stawka godzinowa w Radomiu latem ja wiem... jakieś 30 zł brutto na Uber Eats na glovo podobnie netto, słabo, więcej spaceruje niż rozwożę, zazwyczaj 3000 zł miesięcznie uwzględniając paliwo, spacerując podrywam laski na dworcu w Radomiu, spoko praca
Latem słaby ruch, ludzie z kasą są w Gdańsku, nad morzem, może Zakopane, nie wiem jeszcze tam nie pracowałem
Warszawa zarobki około 40 zł brutto Uber Eats

Zima/jesień
Zaczyna się zabawa
Można robić po 13 godzin. Stawka godzinowa w Radomiu 40 zł brutto w niedziele i święta nawet 50 zł
Jest ciężko, ale warto
Zima, kurtka zimowa, przeciwdeszczowa 4F (sorry za kryptoreklamę) z mocną membraną 10000 albo 20000 i dajemy rade, zero chorowania, w deszcz zazwyczaj przestajemy rozwozić
Spodnie najlepiej też odporne na deszcz
Glovo stawki dochodzą do 40 zł netto z napiwkami na godzinę
Zimą deliverka opłaca się bardziej niż programowanie w Radomiu

Przy jeździe beznzyniakiem jak ja... czasem 800 zł miesięcznie na paliwo
Myślę o lpg albo hygryda albo elektryk, zobaczymy, może za rok. Elektryk to jak będę miał swoją fotowoltaikę

Kursy po 50 zł się zgadzają za jeden, rzadko, ale są
40 zł za kurs częściej ale 15km w jedną stronę
Jak klient nie odbierze zamówienia - dostajesz kasę za dostawę i żarcie Twoje, smacznego. Ma na to 7 minut. Klient nie przestrzega regulaminu? Np nie mam gdzie zaparkować, dzwonię do klienta, ma zejść, ma na to 7 minut, kozaczy, przepada mu zamówienie ale trzeba to zgłosić do zespołu, by do niego zadzwonili i powiedzieli jakie są zasady. Kiedyś nie trzeba było, nieznajomość regulaminu szkodziła i tyle

Klient jest w niebezpiecznym miejscu - przepada zamówienie, klient daje Ci 100, masz pobrać 84 zł, nie masz reszty, przepada klientowi (nie robię chamskich numerów czasem serio nie mam, ale rzadko, no ale wiadomo wydajesz, kupujesz za kasę czasem coś dla klienta a on płaci online, kasa w portfelu może się skończyć)

Generalnie praca ciężko bo trzeba po schodach, czasem winda się z Tobą zatnie na 9 piętrze między 10 i mocz się ciśnie na nogawkę, boisz się, ale to się zdarza rzadko
Ale kasa nie jest zła

Pani pisze, ze 50 minut czekała na zamówienie, bo nie zna zasad
Każda restauracja znów ma 7 minut. Mija 5 minut pospieszasz, przypominasz, ciśniesz, jak nie ma za 10 minut anulujesz zamówienie i idziesz dalej, następnym razem się nauczą :D

W makach kawka herbatka napoje sprite fanta cola, woda gazowana i nie gratis
Czasem dziewczyny dadzą zniżkę pracowniczą na burgery jak Cię lubią
arfeneusz
Aha
Zimą w Warszawie około 60 zł na godzinę
Zazwyczaj w godzinach pracy korpo, potem spada i średnia może wyjść 50 zł brutto na Uber Eats
W niedziele 60 zł netto chyba z tego co pamiętam
Czasem kursy łączone trwają półtorej godziny i masz 90 zł za całość. Jak to działa - jedziesz po jedno zamówienie, potem drugie, potem
Aha
Zimą w Warszawie około 60 zł na godzinę
Zazwyczaj w godzinach pracy korpo, potem spada i średnia może wyjść 50 zł brutto na Uber Eats
W niedziele 60 zł netto chyba z tego co pamiętam
Czasem kursy łączone trwają półtorej godziny i masz 90 zł za całość. Jak to działa - jedziesz po jedno zamówienie, potem drugie, potem dostarczasz pierwszej, jedziesz po trzecie, bo po drodze, dostarczasz drugie, jedziesz po czwarte itd aż do końca tego łańcuszka

Teraz mamy umowy zlecenie, więc kasa lepsza, zapewne maki i inne restauracje dopłacają nam do tych umów
Teraz zazwyczaj podjeżdżasz i zamówienie na Ciebie czeka, inna sprawa, że w Warszawie czasem czekasz godzinę na jedzenie w Radomiu około 20 - 30 min

Kurierzy w restauracjach zarabiają mniej
Zazwyczaj restauracje oszukujo
Jak? Na benzynie
Prawo nie zabrania pracodawcy płacić minimalną i nie uwzględniać w tym paliwa
W Radomiu to masakra, bo musisz pojechać i wrócić do restauracji

A w Uberach jedziesz, zostajesz na miejscu i czekasz na następne zamówienie, płacone za dostawę masz

W Uber Eats jeśli odrzucasz zamówienia masz za to mniej punktów
Osoby z mniejszą ilością punktów dostają w drugiej kolejności zlecenie
Czyli jeśli stoisz pod makiem z kolegą i on ma więcej punktów to najpierw on dostanie zlecenie do wykonania, jak odrzucisz, to leci do Ciebie

W Glovo za odrzucenie 2 zleceń masz blokadę slotu godzinowego albo do końca dnia masz wolne, nie pamietam jak to tam jest i kara bardziej boli, bo potem masz mniejszą rangę i przez to masz mniej slotów do rezerwacji

Blokady apek się zdarzają, trzeba chodzić po sądach
często tłumaczenie jest śmieszne wręcz dlaczego masz zablokowaną apkę, sąd ich szybko stawia do pionu - bo oni tak kombinują np, że nie wiedzą dlaczego zła apka Cię zablokowała
A Ty przed sądem mówisz, że Cię to nie interesuje i sąd przyznaje Ci rację, to oni mają wiedzieć co się dzieje z ich apką i ma apka działać zgodnie z prawem (jak w Biblii ze znakiem bestii, sobie ubzdura kierownik, że powie informatykowi, weź mu tam na koncie coś zrób, a ja powiem, że nie wiem co jest nie tak). Dla sądu to nie tłumaczenie jak znasz prawo






adamii
Wchodzi czlowiek w artykul z wywiadem dowiedziec sie ile ci kurierzy srednio za kurs zarabiaja i co? A no nic, dwie kobiety naprodukowaly mase slow ale najwazniejszych informacji oczywiscie brak.
mba_tomy
Najważniejsze informacje są, ale nie podane na tacy.

7 zł za kurs. Często długo czekają na przygotowanie zamówienia i robią kurs 1 na godzinę. Często mają przestoje. Przyjmijmy, że robią kurs na godzinę. 7 zł x 8 h = 56 zł dziennie. 56 x 21 dni = 1176 miesięcznie.

Oczywiście jeśli są super szybcy i zrobią 4 kursy na
Najważniejsze informacje są, ale nie podane na tacy.

7 zł za kurs. Często długo czekają na przygotowanie zamówienia i robią kurs 1 na godzinę. Często mają przestoje. Przyjmijmy, że robią kurs na godzinę. 7 zł x 8 h = 56 zł dziennie. 56 x 21 dni = 1176 miesięcznie.

Oczywiście jeśli są super szybcy i zrobią 4 kursy na godzinę, to zarobią 4 krotność tych 1176 zł, czyli ponad 4 tys. W artykule wskazano, że to niemożliwe.

A więc w zależności jak szybko działasz, zarobisz od 1 do 3 tys. zł za cały miesiąc pracy.

Firma obiecuje, że zarobisz 8 tys, ale musiałbyś mieć 7-8 dostaw na godzinę, czyli musiałbyś co 7 minut nowa dostawa... czy to możliwe?
mba_tomy odpowiada mba_tomy
Matematyka na poziomie 5-6 klasy szkoły podstawowej ;)
mba_tomy
W Stanach kurierzy zarabiają głównie na napiwkach. Wtedy ta praca ma sens.
harrytracz
Dlatego nie korzystam z Glovo ani Ubiera. Ze względu na tych ludzi bo to nieludzkie żeby w mrozie i błocie wysyłać przemarzniętego człowieka przez pół miasta bo ktoś chce sobie zeżreć burgerka. I to za psie pieniądze (te stawki były podnoszone swoją drogą, 7 zł dawno nieaktualne).
Można zamawiać z tysięcy miejsc gdzie pizzerie
Dlatego nie korzystam z Glovo ani Ubiera. Ze względu na tych ludzi bo to nieludzkie żeby w mrozie i błocie wysyłać przemarzniętego człowieka przez pół miasta bo ktoś chce sobie zeżreć burgerka. I to za psie pieniądze (te stawki były podnoszone swoją drogą, 7 zł dawno nieaktualne).
Można zamawiać z tysięcy miejsc gdzie pizzerie czy burgerówownie mają swoich dostawców na etacie i jakoś dowóz nie kosztuje majątku, albo korzystają z firm posredniczących ale jeżdżących samochodami.
Wiem że moja pojedyncza postawa świata nie zmieni ale nie mam sumienia tak traktować ludzi nawet jeżeli to legalne.
igor81
praca jest akordowa nikt nie oszukuje , że jest inaczej. oczekiwanie że będzie akordowa ale jednocześnie za godziny i z urlopem to jest sprzeczność.
caesar_m
coś się w główce pokręciło ? Akord i fizyczna praca jak najbardziej mogą być na etat, właściwie to właśnie takie prace co do zasady powinny być na etat. Bo z jednej strony jest korpo które ma zdefiniowany biznes-plan a z drugiej nie wykwalifikowany często mało zaradny człowiek. Jeśli korpo nie jest w stanie płacić pełnego minimalnego coś się w główce pokręciło ? Akord i fizyczna praca jak najbardziej mogą być na etat, właściwie to właśnie takie prace co do zasady powinny być na etat. Bo z jednej strony jest korpo które ma zdefiniowany biznes-plan a z drugiej nie wykwalifikowany często mało zaradny człowiek. Jeśli korpo nie jest w stanie płacić pełnego minimalnego wynagrodzenia jako bazy plus premia od wykonania to niech zmieni rodzaj działalności a jeszcze lepiej niech się prezesi samozatrudnią i sami wożą dostawy. Tak jak autorka przedstawiła to zwykłe żerowanie na słabo zaradnych ludziach... Co do zasady praca na swoim powinna być dedykowana dla zaradnych , przebojowych jednostek o konkretnych umiejętnościach tekściarz, piosenkarz, hydraulik, glazurnik , etc...Jak śpiewa Maryla R. "Jeżeli robisz biznes to zrób też i pieniądze" Zrób nie znaczy zabierz slabszym...

Powiązane: Praca, płaca i kariera

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki