Koronawirusowy kryzys przyniósł renesans zainteresowania złotem inwestycyjnym. Polski rynek złotego bulionu zapewne pobije wszelkie rekordy, ale wciąż jeszcze daleko nam do europejskich liderów.


Z punktu widzenia inwestora z Polski, silna hossa na rynku złota trwa od jesieni 2018 roku. Rok temu ceny żółtego metalu wyrażone w polskiej walucie przebiły rekord z 2011 roku i po raz pierwszy przekroczyły pułap 6 000 zł za uncję. Natomiast wstępne sygnały świadczące o powrocie hossy na rynek złota pojawiły się już cztery lata temu. Lecz dopiero od wiosny 2019 roku możemy mówić o tym, że mamy do czynienia z ewidentnym rynkiem byka. 7 sierpnia 2020 roku dolarowe ceny królewskiego metalu ustanowiły nowy nominalny rekord wszech czasów, na poziomie 2 077,50 USD za uncję trojańską.
Jak to zwykle bywa, masowe zainteresowanie danym aktywem zaczyna się dopiero wtedy, gdy jego ceny zdążyły już mocno wzrosnąć. I tak też było w przypadku złotego bulionu na polskim rynku, gdzie istotny wzrost aktywności kupujących zaobserwowano już pod koniec 2019 roku. Ale dopiero wybuch pandemii Covid-19 doprowadził do eksplozji popytu na złote sztabki i monety.
Przeczytaj także
- Rekordowy okazał się marzec, kiedy to obserwowaliśmy nawet trzykrotny wzrost zainteresowania złotem w stosunku do lutego. Od kwietnia nadal utrzymuje się stabilne zainteresowanie na wysokim poziomie – mówi Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark.
Z wypowiedzi dilerów wynika, że po marcu pojawiło się wielu nowych kupujących. Ale po złoty bulion przychodzili też klienci, którzy kupowały także w latach ubiegłych. Część z nich regularnie uzupełniała zasoby żółtego metalu. Najczęstszym wyborem kupujących były sztabki i monety o masie jednej uncji.
Przeczytaj także
Wzmożonemu popytowi towarzyszyły problemy z dostawami, co po części wynikało z przerwania łańcuchów logistycznych przez zakazy narzucone mające na celu spowolnienie rozprzestrzeniania chińskiego koronawirusa. W drugiej połowie marca i na początku kwietnia złoto inwestycyjne w Polsce stało się praktycznie niedostępne. Zarówno sztabki jak i monety bulionowe znikły z półek, a nowych nie dało się sprowadzić ze względu na zamknięte granice i wstrzymanie produkcji w szwajcarskich rafineriach. Jeśli złoto inwestycyjne było wtedy dostępne, to tylko po bardzo wysokich marżach dilerskich. Cena uncjowego krugerranda potrafiła o 20-30% przewyższać cenę spot na giełdzie nowojorskiej przeliczonej przez średni kurs dolara w NBP.
- Na rynku złota za swoistą „normalność” uznawane jest utrzymywanie dostaw lotniczych. Na tym polu pewien powrót do normalności obserwujemy mniej więcej od miesiąca. Warto jednak wyjaśnić, że duża część lotów, którymi transportowane jest złoto, to loty pasażerskie z dodatkowym, wartościowym ładunkiem – wyjaśnia Michał Tekliński z Grupy Goldenmark.
I faktycznie w czerwcu sytuacja zaczęła wracać do normy. Marże wyraźnie spadły, a złoty towar pojawił się w takich ilościach, aby zaspokoić wzmożony popyt na królewski metal. Ile złota inwestycyjnego przez ostatnie miesiące sprzedano w Polsce? Tego dokładnie nie wiadomo. Goldenmark szacuje, że w I półroczu 2020 roku sprzedano ok. 5 ton złotego bulionu. Jeśli tak było, to prawdopodobnie w sześć miesięcy nabywców znalazło tyle złota, co przez cały 2019 rok
Konkretne liczby znajdujemy też w raporcie kwartalnym Mennicy Polskiej, najstarszego dilera złota w naszym kraju.
- Popyt na sztabki i monety bulionowe przez pierwsze sześć miesięcy bieżącego roku był rekordowy dla Mennicy Polskiej i wyniósł prawie 900 kg. Mimo znacznych ograniczeń w dostawie żółtego kruszcu spowodowanych przez pandemię koronawirusa Mennicy Polskiej udało się zachować ciągłość sprzedaży – czytamy w raporcie półrocznym Mennicy.
Polska gra w drugiej lidze
Jeśli przez resztę roku popyt na złoto utrzyma się choćby na poziomie zbliżonym do tego z ostatnich miesięcy, to polski rynek złota inwestycyjnego można będzie oszacować na 8-9 ton. Z jednej strony to całkiem przyzwoity wynik zważywszy na fakt, że profesjonalny rynek kruszców w Polsce liczy sobie jakieś 10-15 lat.
Z drugiej strony polski rynek wciąż ma marginalne znaczenie w skali Europy. Według danych Światowej Rady Złota w 2019 roku na Starym Kontynencie sprzedano 153,4 tony królewskiego metalu (bez uwzględnienia krajów b. ZSRR). Za ponad połowę zakupów złota inwestycyjnego w Europie odpowiadają Niemcy, którego mieszkańcy po doświadczeniu dwóch epizodów hiperinflacji w XX wieku słyną z zamiłowania do błyszczącego metalu.
Drugie miejsce w tym zestawieniu zwykle przypada Szwajcarii, będącej jednym z globalnych centrów obrotu złotem. W statystach liczy się jeszcze Wielka Brytania (10,5 tony w 2019 roku) i Austria (6,2 tony). Na całą resztę Europy w 2019 roku przypadło ledwie 16,5 ton sprzedanego złota inwestycyjnego (na blisko 770 ton sprzedanych na całym świecie).
Przeczytaj także
Rzecz jasna rok 2020 przyniesie znacznie wyższe wyniki. W pierwszych dwóch kwartałach w Niemczech sprzedano już prawie tyle złotego bulionu co w całym 2019 roku. Podobnie sprawa wygląda w Szwajcarii, Austrii i Wielkiej Brytanii. I dopiero za tymi krajami może uplasować się Polska, gdzie tradycja akumulowania złota dopiero powraca po dekadach komunizmu, w którym za handel królewskim metalem groziło wieloletnie więzienie (a w czasach stalinowskich nawet kara śmierci).





























































