Po wtorkowym nalocie fedowskich „jastrzębi”, rynkowe oczekiwania na marcową podwyżkę stóp procentowych wystrzeliły w niebo. Szanse na podniesienie stóp w marcu wynoszą już ponad 70%.


Sytuacja na froncie fedowskim zmienia się błyskawicznie. Jeszcze tydzień temu rynek wyceniał szanse na marcową podwyżkę stóp procentowych w USA na ok. 30%. Nie pomogły nawet wypowiedzi Janet Yellen, która nie chciała „zbyt długo” zwlekać z trzecią (!) podwyżką w ciągu dekady – tak jakby zwlekanie z podwyżkami przez poprzednie 6 lat wcale nie było zbyt długie.
Już w poniedziałek inwestorzy zareagowali na wypowiedź Roberta Kaplana (Fed z Dallas). Kaplan powiedział, że podwyżki stóp powinny nastąpić raczej prędzej niż później tak, aby „Fed nie znalazł się poza krzywą (terminową – przyp. red.)”. Po tej wypowiedzi implikowane z kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych prawdopodobieństwo marcowej podwyżki podskoczyło z nieco ponad 30% do 50%.
Rynek daje ponad 70% szans, że Fed podniesie stopy w marcu. Widzę, ale nie wierzę... pic.twitter.com/Kpg0AudfKv
— Krzysztof Kolany (@kkolany) 1 marca 2017
Ale to we wtorek wieczorem na rynku wydarzyła się rewolucja. Po kolejnych „jastrzębich” wypowiedziach przedstawicieli Fedu wycena szans na marcową podwyżkę wystrzeliła w górę, sięgając blisko 80%! Tak wysoko prawdopodobieństwo podwyżki na najbliższym posiedzeniu FOMC w ciągu ostatnich lat było wyceniane tylko dwukrotnie: w grudniu 2015 i grudniu 2016. I za każdym razem Fed faktycznie podnosił wtedy cenę kredytu.
Wart odnotowania jest fakt, że nastroje najmocniej „podgrzał” John Williams – znany z ultra gołębich poglądów szef Fedu z San Francisco. Williams powiedział, że podwyżka stóp procentowych „leży na stole jak najbardziej poważnie”. Do tego „jastrzębiego” chóru dołączył wpływowy szef nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej. William Dudley przyznał, że kwestia podniesienia stóp procentowych staje się coraz bardziej „nieodparta”.

Jak zatem rozumieć ten gwałtowny i niezapowiedziany nalot fedowskich pseudo „jastrzębi”? Z jednej strony trudno brać wypowiedzi tych panów na poważnie. Ci ludzie od kilku lat zwodzą inwestorów, że normalizacja polityki pieniężnej w USA jest tuż za rogiem. A gdy przychodzi co do czego, to zawsze znajdą pretekst, aby stóp nie podnieść. W rezultacie w siedem lat po formalnym zakończeniu recesji w Ameryce Fed wycisnął z siebie dwie podwyżki, a stopa funduszy federalnych pozostaje blisko zera.
Z drugiej strony wydarzenia z ostatnich 48 godzin trudno uznać za przypadkowe. Manipulatorom z Fedu najwyraźniej zależało na tym, aby rynek uwierzył w marcową podwyżkę. A w takim razie może faktycznie oznacza to zmianę układu sił w łonie FOMC i wykazanie ochoty nie do jednej, lecz może „nawet” do trzech podwyżek w 2017 roku.
Jeśli tak, to logicznym byłoby oczekiwać pierwszego ruchu już w marcu. Czyli na posiedzeniu w wersji „full wypas”: z konferencją prasową Janet Yellen, fedokropkami i kwartalnymi projekcjami makroekonomicznymi. Wtedy byłby czas, aby spokojnie przygotować rynki na podwyżkę w czerwcu. A potem poczekać do jesieni i w zależności od sytuacji podnieść stopy we wrześniu lub w grudniu.
Dla mnie byłoby to jednak sporym zaskoczeniem. Fed przez tyle lat zwlekał z normalizacją stóp nie bez powodu. Stan amerykańskiej gospodarki nie jest aż tak dobry, jak się powszechnie uważa. Dla przekredytowanych korporacji, konsumentów i rządu federalnego nawet niewielki wzrost kosztów kredytu może okazać się zabójczy i doprowadzić do recesji. Recesji, która tak czy inaczej jest nieuchronna, ale do tej pory decydenci w Fedzie usiłowali jak najbardziej odwlec ją w czasie. Czyżby w końcu zmienili zdanie?




























































