Polskie firmy handlowe, w tym giełdowe spółki odzieżowo-obuwnicze, w obliczu kryzysu apelują o wsparcie rządu, o współpracę z bankami i z właścicielami galerii handlowych. Liczą m.in. na abolicję czynszową - poinformowali na konferencji przedstawiciele Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług. Wskazują, że z powodu zamknięcia sklepów na czas epidemii wiele firm stanie na skraju bankructwa.
"Mamy świadomość, że sytuacja jest trudna dla wszystkich, dla przedsiębiorstw, rządu, banków. W tej trudnej sytuacji próbujemy znaleźć wyjście, które pozwolą nam wyjść obronną ręką i pozwolą nam ochronić miejsca pracy. To trudno nazwać zwykłym kryzysem. (...) Musimy się zjednoczyć, by ten trudny okres przetrwać" - powiedział prezes LPP Marek Piechocki, jeden z członków zarządu Związku.
"Prosimy o wsparcie rząd, banki i właścicieli galerii handlowych" - dodał.
Poinformował, że wśród postulatów branży jest m.in. abolicja czynszowa, czyli wstrzymanie się z opłatami czynszowymi przez 6 miesięcy od momentu otwarcia galerii.
"Chcemy, by galerie pozwoliły nam przeżyć. My ze swej strony będziemy ich wspierać po stronie utrzymania galerii, jesteśmy gotowi płacić opłaty eksploatacyjne" - powiedział prezes LPP.
Z wypowiedzi przedstawicieli branży wynika, że ze strony właścicieli nieruchomości dochodzą różne sygnały. Jedni usztywniają swoje stanowisko, inni są skłonni współpracować.
Marek Piechocki poinformował, że branża liczy też na pomoc banków przy zachowaniu płynności. Jak powiedzieli członkowie Związku, banki wykazują zrozumienie dla obecnej sytuacji i nie robią nerwowych ruchów.
Branża apeluje też o udział rządu w ratowaniu miejsc pracy.
Przedstawiciele Związku poinformowali, że zagrożone jest ponad 100 tys. miejsc pracy w branży, a do tego kolejne setki tysięcy w firmach współpracujących.
"To np. producenci, często drobni rzemieślnicy, firmy rodzinne. Gdy branża upadnie, ci ludzie stracą pracę" - powiedział Artur Kazienko, prezes Kazar Group.
Branża wskazuje, że po odcięciu przychodów z powodu zamknięcia galerii handlowych wielu detalistom grozi upadłość.
"My nie jesteśmy w stanie bez solidarnej pomocy przejść przez ten kryzys" - powiedział Igor Klaja, prezes firmy OCTF, właściciela marki 4F, wskazując, że nawet po jego zakończeniu poziom konsumpcji szybko się nie odbuduje.
"Nie wiem, czy będzie jakaś firma z sektora handlu detalicznego, która pokaże w tym roku zyski. (...) Proces wychodzenia z tego, co się już wydarzyło będzie wielomiesięczny" - powiedział Marcin Ochnik, prezes spółki Ochnik.
"Sytuacja jest dramatyczna, problemy już są. Słyszymy, że wiele firm z sektora przygotowuje wnioski o upadłość, bo nie mają płynności" - powiedział Paweł Kapłon ze spółki KAN, właściciela marki Tatuum.
Jak dodał, nie ma czasu, by długo czekać na rozwiązania.
"Wiele firm mniejszych, średnich, większych będzie stało na skraju bankructwa" - powiedział Marek Piechocki z LPP.
Prezes LPP ocenił, że przerwa w handlu może potrwać co najmniej 6 tygodni, a jednym z problemów będzie też brak miejsca w magazynach na składowanie towaru.
Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług został powołany przez polskie firmy handlowe w obliczu kryzysu wywołanego koronawirusem. Zrzesza właścicieli polskich marek odzieżowych, obuwniczych, akcesoryjnych i innych. (PAP Biznes)
pel/ gor/ gor/




























































