„Jebudu”, „Kukuryku”, „Rozpierducha”, „Brzydko i drogo”, „Ale młyn!”, „Luz Blues”, „Byle do przodu” czy „Damy radę” to tylko niektóre z nazw przedsiębiorstw zarejestrowanych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEiDG). Kreatywność polskich przedsiębiorców nie zna granic, a niektóre nazwy firm żyją później własnym życiem w internecie. Sprawdziliśmy skąd bierze się ten fenomen i czy śmieszna nazwa naprawdę pomaga zarabiać.


Na ulicach polskich miast, w katalogach przedsiębiorstw, a przede wszystkim w internecie można natknąć się na nazwy firm, które trudno wyrzucić z pamięci. Odbiorcy przecierają oczy ze zdumienia, inni wybuchają śmiechem i od razu wyciągają telefon, żeby zrobić zdjęcie. Wszystko dlatego, że kreatywność polskich przedsiębiorców nie zna granic. Fryzjerzy, mechanicy, restauratorzy czy właściciele sklepów coraz częściej stawiają na dowcip zamiast klasycznej reklamy. Czasem wystarczy sprytne skojarzenie, potem zdjęcie wrzucone do sieci, aby nietypowy szyld stał się viralem i dotarł do setek tysięcy internautów.
Polscy przedsiębiorcy puścili wodze fantazji
Wśród oryginalnych i często humorystycznych nazw firm zarejestrowanych w CEiDG można znaleźć m.in.:
- „Kukuryku”,
- „Jebudu”,
- „Czajniczek”,
- „Ale młyn!”,
- „Luz Blues”,
- „Damy Radę”,
- „Byle do przodu”,
- „Po prostu”.
Rozbawienie budzą też firmy:
- Firma budowlana „Rozpierducha”,
- Zakład Usług Leśnych „Nie ma Lipy”,
- Usługi fotograficzne „Brzydko i drogo”,
- Twórcy stron internetowych „Żle i tanio”,
- Studio tatuażu „Mama w szoku”,
- Sklep odzieżowy „Łapciuch”,
- Bar wegański „Glonojad”.
Specyficzny humor zakładów pogrzebowych
Niezwykłą kreatywnością starają się też wykazać firmy pogrzebowe, których poczucie humoru nie zawsze bywa dobrze przyjęte, zwłaszcza przez rodziny zmarłych osób. Wśród nazw przedsiębiorstw z tej branży można spotkać m.in.:

- „Game over”
- „Sleep Time”
- „Larwa”
- „Grobo-kop”
- „Nowe Życie”
- „Galaxy”
Dobra nazwa może stać się viralem
Zdaniem dr inż. Jacka Kotarbińskiego, eksperta w zakresie marketingu z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni, oryginalna lub zabawna nazwa firmy może realnie przełożyć się na rozpoznawalność marki i pozyskiwanie klientów, ale tylko wtedy, gdy jest elementem przemyślanej strategii marki.
– Przyciąga ona uwagę, zwiększa zapamiętywalność i może generować efekt viralowy, szczególnie w mediach społecznościowych – mówi Bankier.pl Jacek Kotarbiński. – W marketingu funkcjonuje zasada, że to, co nas zaskakuje lub rozbawia, jest lepiej kodowane w pamięci. Jednak choć dobra nazwa otwiera drzwi, to nie zastąpi wartości dostarczanej przez firmę.
„To, co wywołuje uśmiech w internecie, nie zawsze buduje zaufanie”
Zdaniem eksperta skuteczna nazwa powinna być przede wszystkim łatwa do zapamiętania, prosta w wymowie i jednoznaczna. Dobrze, gdy budzi emocje, wyróżnia się na tle konkurencji oraz pasuje do charakteru działalności.
– Coraz większe znaczenie ma także jej uniwersalność i możliwość wykorzystania w internecie, mediach społecznościowych oraz na rynkach zagranicznych. Jeśli jest jedynie dowcipem, bardzo szybko się starzeje. Granica pojawia się w momencie, gdy nazwa zaczyna przyćmiewać samą firmę. Jeżeli klienci zapamiętują wyłącznie żart, a nie ofertę czy kompetencje przedsiębiorstwa, przestaje ona wspierać biznes – uważa Jacek Kotarbiński.
Według niego ryzykowne są również nazwy oparte na dwuznacznościach, prowokacji lub odniesieniach, które mogą obrażać część odbiorców.
– To, co wywołuje uśmiech w internecie, nie zawsze buduje zaufanie potrzebne przy wyborze lekarza, kancelarii prawnej czy firmy doradczej. Kreatywność jest wartością, ale powinna wzmacniać wiarygodność marki, a nie ją osłabiać – dodaje ekspert.
Dobra nazwa ma kilka zadań
Jak podkreśla strateg marki Paweł Tkaczyk, nazwa przede wszystkim ma odróżniać przedsiębiorstwo od konkurencji i pomagać klientowi zrozumieć, czym zajmuje się przedsiębiorstwo. Powinna też wchodzić do głowy przy jak najmniejszej liczbie powtórzeń.
– Firma powinna się nazywać w taki sposób, żeby była rozróżnialna na rynku i nie była mylona z żadną inną. Druga funkcja to przypisanie do kategorii. Klient nie tylko musi odróżniać firmę od innych, ale musi też wiedzieć, czy firma rozwiąże jego problem. Nazwa firmy nie musi jednak zawsze dźwigać przypisania do kategorii. Na przykład taki Szwagropol nie pokazuje w nazwie, że jest firmą transportową. Jedna z moich ulubionych firm nazywa się KrakŻal i zajmuje się… montażem żaluzji, oczywiście w Krakowie – mówi Bankier.pl Paweł Tkaczyk. – Nazwa powinna budzić emocje, bo kupujemy chętniej od ludzi, których lubimy i którzy nam się podobają.
Kreatywne nazwy generują rozgłos
Ekspert zwraca uwagę, że kreatywne nazwy mają jeszcze jedną przewagę – potrafią wygenerować rozgłos.
– Kolejna pizzeria „Roma” nie sprawi, że na Instagramie pojawią się wzmianki od każdego, kto zobaczy szyld. Studio tatuażu „Mama w Szoku” już bardziej. A generowanie szumu realnie przekłada się na pozyskiwanie klientów – uważa Paweł Tkaczyk.
Jego zdaniem dobra nazwa powinna też wchodzić do głowy przy jak najmniejszej liczbie powtórzeń i nie wprowadzać klienta w błąd.
– Zatem kreatywność w tworzeniu nazw firm tylko z wierzchu wygląda jak niczym nieskrępowany proces. W rzeczywistości jest tam sporo reguł, których trzeba się trzymać – dodaje strateg marki.
Nie każda branża lubi żarty
Jak twierdzi Mateusz Nawrocki, współwłaściciel i dyrektor kreatywny w Agencji Jasne, są branże, w których humor w nazwie działa lepiej niż w innych.
– To m.in. B2C z produktami, które nie wymagają mocnego budowania wizerunku
firmy dającej duże bezpieczeństwo, gdzie luźniejsza nazwa mogłaby zostać
odebrana niewystarczająco profesjonalnie. To także te, z których korzystają te
młodsze pokolenia, gdzie wyznacznikiem fajnego produktu jest też jego kreatywny
marketing czy komunikacja w social mediach. Również Millenialsi lubią
zwracać uwagę na naming, który uruchamia nieco nostalgię czy bawi się słowami.
Często jest to gastronomia, np. takie nazwy, jak: Kura Domowa, Polish Lody,
Krowa Mać, Bydło i Powidło czy Baba.
Okazuje się, że w dużej mierze media społecznościowe sprawiają, że właściciele
firm coraz częściej chcą nazwy "viralowej"
– Trend nazw i całej identyfikacji wizualnej, które mają dobrze
wyglądać i prezentować się
w social mediach, to faktycznie coraz częściej punkt wyjścia przy tworzeniu
nazwy wśród nowych firm i młodych przedsiębiorców – twierdzi Mateusz Nawrocki.
– Rozumieją oni wagę budowania wizerunku i komunikacji w social mediach, które
są dziś często głównym kanałem dotarcia do klientów i właśnie pod nie tworzą
identyfikację wizualną.
Źle dobrana nazwa może zaszkodzić marce
Zdaniem eksperta głównymi błędami przy tworzeniu nazw przedsiębiorstwa są: brak weryfikacji prawnej, nudna dosłowność i skrótowce np. Jan-Mat, a także ignorowanie dostępności domen, trudność w wymowie.
– Największym niedopatrzeniem jest brak połączenia nazwy z założeniami strategicznymi i tym, jak naprawdę chcemy pozycjonować firmę – twierdzi Mateusz Nawrocki. – Często małe firmy na starcie nie mają określonej nawet strategii komunikacji, modelu biznesowego, a to przecież punkt wyjścia do świetnie działającej nazwy, która będzie mocnym narzędziem marketingowym.
Kreatywne nazwy coraz częściej trafiają do rejestru
Dowcipna czy przewrotna nazwa firmy nie zamyka drogi do uzyskania ochrony jako znak towarowy. Jak twierdzi Magdalena Klimaszewska, zastępca dyrektora Departamentu Znaków Towarowych Urzędu Patentowego RP, w praktyce przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po oryginalne nazwy, wykorzystujące gry słowne czy neologizmy. Jednocześnie przypomina, że Urząd Patentowy odmawia ochrony m.in. oznaczeniom opisowym, pozbawionym zdolności odróżniającej lub mogącym wprowadzać odbiorców w błąd.
– Od kilku lat można zaobserwować rosnącą popularność bardziej kreatywnych i niestandardowych oznaczeń. Przedsiębiorcy coraz częściej poszukują nazw, które nie tylko identyfikują ich działalność, ale również budują rozpoznawalność marki, wyróżniają ją na tle konkurencji i łatwo zapadają w pamięć odbiorców – mówi Bankier.pl Magdalena Klimaszewska. – Zauważamy wyraźny trend polegający na zgłaszaniu oznaczeń bardziej oryginalnych, często wykorzystujących skojarzenia językowe, neologizmy czy gry słowne. Jest to naturalna konsekwencja rosnącej konkurencji rynkowej oraz coraz większej świadomości przedsiębiorców, że silna marka zaczyna się od charakterystycznej i możliwej do ochrony nazwy.
Oryginalność pomaga, ale są granice
Jak podkreśla przedstawicielka Urzędu Patentowego RP, o możliwości rejestracji nie decyduje poczucie humoru twórcy, lecz spełnienie wymogów określonych w przepisach.
– Fakt, że oznaczenie jest zabawne, zawiera grę słów czy odwołuje się do humoru, nie stanowi przeszkody do uzyskania ochrony jako znak towarowy. Co do zasady może nim być każde oznaczenie, o ile nie jest zbyt opisowe względem towarów czy usług, które ma oznaczać, znaków pozbawionych zdolności odróżniającej albo tych, które weszły do języka potocznego jako zwyczajowe określenia danego rodzaju towarów lub usług. Nie zostaną zarejestrowane również oznaczenia, które mogłyby wprowadzać odbiorców w błąd, zawierają symbole chronione bez wymaganego zezwolenia lub są sprzeczne z porządkiem publicznym czy dobrymi obyczajami. Nie powinny również naruszać praw osób trzecich – wyjaśnia Bankier.pl Magdalena Klimaszewska. – Humor czy gra słów nie zwalniają również z konieczności poszanowania przepisów prawa.
































































