Pod koniec marca parytet złoto-srebro osiągnął prawdopodobnie najwyższą wartość w historii. Czy to znak, że srebro jest „beznadziejnie tanie”, czy też przejaw przewartościowania złota? A może po prostu powinniśmy przestać zwracać uwagę na ten archaiczny wskaźnik?


Jako żywy „relikt XIX wieku” o parytecie cen złota i srebra na łamach Bankier.pl pisałem już wielokrotnie. Już na długo przed wybuchem obecnego kryzysu inwestorzy niespecjalnie doceniali srebro – w czerwcu 2019 roku relacja cen obu szlachetnych metali była bliska rekordowo wysokich poziomów. Nikt wtedy nie chciał taniego srebra, wycenianego wówczas w okolicach 14 USD za uncję.
Później rozpoczęła się hossa na rynku złota, ale biały metal nie podążył za swoim droższym bratem. A gdy przyszło marcowe załamanie na rynkach finansowych, kurs złota trzymał się nieźle, za to notowania srebra zwyczajnie się załamały, zniżkując z niemal 19 USD do niespełna 12 USD /oz. Równocześnie na rynku detalicznym zabrakło zarówno złota, jak i srebra bulionowego.
Skutkiem rynkowej paniki pod koniec marca relacja cen złota do srebra osiągnęła historyczne maksimum na poziomie 128 do 1, czyli jedna uncja złota była warta tyle co 128 uncji srebra. To z pewnością najwyższy poziom po 1900 roku i prawdopodobnie także najwyższy w całej historii, ponieważ przed XX wiekiem uncja złota była przez stulecia wyceniana na 10-20 uncji srebra.
Relatywna słabość srebra trwa praktycznie nieprzerwanie od kwietnia 2011 roku, gdy mieliśmy do czynienia z manią spekulacyjną na rynku białego metalu. Potem w latach 2011-15 mieliśmy do czynienia z bardzo bolesna bessą, w ramach której srebro straciło aż 72% względem dolara! Ponad dwuletnia konsolidacja w marcu 2020 zakończyła się wybiciem w dół i powrotem w rejon 14 USD/oz. – z grubsza wyznaczającego granicę 10-letnich minimów.

Czego nam nie powie parytet?
Zanim jednak przejdziemy do „wróżenia z parytetu”, pewne sprawy trzeba postawić jasno. Powrót do historycznego parytetu rzędu 15 do 1 czy nawet 20 do 1 uważam za bardzo mało prawdopodobny. Bimetalizm umarł dawno temu i srebro już od dawna nie pełni funkcji monetarnych. Podobnie jak pallad czy platyna stał się bardziej metalem przemysłowym niż inwestycyjnym. O ile złoto pozostaje prawdziwym pieniądzem, to srebro utraciło tą funkcję pół wieku temu.
Po drugie, uważam za bardzo prawdopodobne, że złoto prędzej czy później wróci do systemu monetarnego, z którego zostało wygnane po upadku układu z Bretton Woods. Stąd też w cenie złota wliczona jest opcja na jego potężną rewaluację względem USD i pozostałych walut fiducjarnych. Srebro takiej opcji nie oferuje.
Po trzecie, popyt na fizyczne srebro jest współcześnie uzależniony od zapotrzebowania przemysłu (elektronika, fotowoltaika i inni) oraz branży jubilerskiej. Popyt ze strony inwestorów w ostatniej dekadzie pochłaniał ok. 20% ilości srebra dostarczanego na rynek. Owszem, ta sytuacja może się w każdej chwili zmienić, ale na razie się na to nie zanosi. Gdy nadchodzi kryzys, ludzie częściej myślą o zakupie złotej, a nie srebrnej monety.
Uwzględniwszy te zastrzeżenia srebro wygląda obecnie na bardzo tanie. Przy czym nawet bardzo tanie srebro może stać się jeszcze tańsze. Zwłaszcza gdy nasze kochane rządy będą nas trzymać w domach przez kolejne tygodnie, zarzynając przy tym gospodarkę i niszcząc popyt na cokolwiek, poza żywnością czy opałem. Pamiętajmy też, że tzw. cena srebra, podobnie jak w przypadku złota, ustalana jest na nowojorskim Comeksie, gdzie (generalnie) nie obraca się fizycznym metalem, tylko dokonuje rozliczenia kontraktów terminowych w USD. A do czego może doprowadzić wymuszona likwidacja długich pozycji przez zlewarowane fundusze, przekonaliśmy się w połowie marca.
Zatem rekordowo wysoki parytet złoto-srebro wysyła nam w tej chwili tylko jedną informację: że rynek preferuje złoto w stopniu znacznie wyższym niż kiedykolwiek wcześniej. Nie oznacza to od razu, że za kilka tygodni czy miesięcy będzie je preferował mniej. To jest możliwe, ale jest to dalekie od pewności. Osobiście uważam, że srebro (w USD!) jest teraz tanie, ale nie mam problemu z wyobrażeniem sobie, że będzie jeszcze tańsze. Zwłaszcza gdyby na rynkach finansowych powtórzyła się panika podobna do tej marcowej.
Czym się różni srebro od złota?
Srebro oferuje zupełnie inny profil ryzyka niż złoto. To ostatnie może leżeć w sejfie przez dekady (a nawet stulecia), utrzymując przy tym jako taką siłę nabywczą (nigdy nie stałą, ale z pewnością lepszą niż jakakolwiek „papierowa” waluta). Złoto jest ostatecznym pieniądzem i jednym aktywem finansowym pozbawionym ryzyka kredytowego (do pewnego stopnia nie generuje go też fizyczna gotówka).
Natomiast srebro jest dość „dzikim” metalem, w przypadku którego zmienność cen może być ogromna. W ostatnim półwieczu średnio trzy razy na dekadę zdarzało się, że ceny srebra (w USD) spadały o ponad 10% rocznie. W przypadku złota tak silne spadki w ciągu ostatnich 50 lat przytrafiły się tylko dziewięć razy (w tym dwa razy były to spadki w granicach 10,5%). Stąd też o ile złoto w ramach strategii „kup i zapomnij” jest opcją praktycznie dla każdego, o tyle srebro jest instrumentem dla wytrawnych inwestorów, przygotowanych na znacznie wyższe ryzyko.
Przeczytaj także
Osobną kwestią są koszty oraz sposób wejścia i wyjścia z inwestycji. W przypadku złota wystarczyło pójść do mennicy i wyjść ze złotą monetę, ponosząc koszt kilkuprocentowej marży ponad cenę „hurtową”. Ta sama operacja w przypadku zakupu fizycznego srebra oznacza konieczność zapłacenia 23% VAT-u, co w zasadzie na starcie rujnuje nam opłacalność inwestycji. O ile zatem w przypadku złota wyraźnie preferowanym sposobem ekspozycji jest zakup fizycznego metalu, to w przypadku spekulacji na srebrze większy sens mają instrumenty finansowe.
I tu natrafiamy na kolejny problem. Za sprawą unijnej dyrektywy Mifid II i wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego polskie biura maklerskie praktycznie odcięły inwestorów od amerykańskiego rynku ETF-ów. Owszem, istnieją też ETF-y z Europy oferujące ekspozycję na ceny srebra, ale już nie na spółki wydobywcze. Pozostaje więc albo skorzystanie z usług brokera zagranicznego, albo samodzielny zakup akcji kilku producentów białego metalu (tego nam jeszcze nie zabronili).
Reasumując, srebro już dawno utraciło swój status metalu monetarnego i obserwacja dawnych parytetów może nas prowadzić do błędnych wniosków. Biały metal jest współcześnie zmiennym surowcem przemysłowym, a jego cena może podlegać bardzo mocnym wahaniom. Nawet jeśli obecne ceny uważamy za atrakcyjne, to stopę zwrotu z inwestycji w fizyczny metal zniszczy nam VAT, a spektrum możliwości w ramach „papierowego srebro” ogranicza nam unijno-polska biurokracja.


























































