Łodzianka Dorota Skorupa narzeka, że wydatki na benzynę to coraz większe obciążenie jej domowego budżetu. - Zachodziłam w głowę, dlaczego zaczyna mi brakować pieniędzy. Sprawa wyjaśniła się, gdy przejrzałam rachunki za tankowanie mojej toyoty. W ostatnim czasie wzrosły około 20 procent. Dużo podróżuję, ale jak tak dalej pójdzie, ograniczę wyjazdy.
Ostatnie podwyżki odczuł też Tomasz Cała, łódzki taksówkarz. - Coraz trudniej wyjść na swoje - ubolewa.
Pracownicy stacji benzynowych mówią, że niemal codziennie otrzymują e-maile z centrali z wyższymi cenami paliw. - Klienci mają do nas pretensje, ale to nie my podejmujemy decyzje - twierdzi sprzedawca ze stacji w Radomsku.
Coraz więcej kierowców tankuje minimalne ilości i jeździ z dnia na dzień.
- Sprzedajemy paliwo nawet za 5 zł - mówi Wiesław Ornasel ze stacji w Zapolicach pod Zduńską Wolą.
Według analityków rynku, ceny benzyny podążają za szybko drożejącą ropą.
- Baryłka ropy kosztuje już 72 dolary, podczas gdy pod koniec lutego kosztowała niecałe 60 dolarów - przypomina Dorota Gudaś, analityk z łódzkiego biura BM Reflex. - Powodem wzrostu cen ropy jest niepewna sytuacja w Zatoce Perskiej związana z programem nuklearnym Iranu. Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się uderzyć na Iran, grozi nam wstrzymanie dostaw ropy z tego kraju. Na rynku amerykańskim kurczą się zapasy paliwa, ponadto w sezonie wiosenno-letnim więcej osób podróżuje. Wszystkie te czynniki windują ceny paliw.
Zdaniem Doroty Gudaś, nic nie wskazuje na to, aby ceny benzyny spadły w najbliższym czasie. - Wszystko zależy od sytuacji politycznej, a ta raczej szybko się nie zmieni - dodaje.
Dziennik Łódzki
(sach)





























































