Niemieccy statystycy zrewidowali dane o inflacji w poprzednich dwóch latach. Dobra wiadomość jest taka, że ceny rosły wolniej, niż wcześniej szacowano. Zła - że inflacja nie hamowała tak wyraźnie, jak się wydawało, a na początku tego roku znów przyspieszyła do niemal rekordowego poziomu.


Z ubiegłorocznych szacunków niemieckich statystyków wynikało, że inflacja CPI utrzymywała się na poziomie przynajmniej 10 proc. w okresie wrzesień-listopad, a w grudniu zwolniła do 8,6 proc. Po zjednoczeniu Niemiec tak szybkiego wzrostu cen jeszcze za naszą zachodnią granicą nie obserwowano. Aby znaleźć wyższy miesięczny odczyt w dawnym RFN, trzeba się cofnąć o kolejne kilkadziesiąt lat - w drugiej połowie 1951 r. inflacja CPI przekraczała 11 proc. - wynika z danych udostępnianych przez tradingeconomics.com.
Dziś Destatis podał jednak nowe, zrewidowane dane. 2020 r. zastąpił 2015 r. jako punkt odniesienia dla indeksu CPI, statystycy dokonali modyfikacji w koszyku inflacyjnym oraz wprowadzili zmiany metodologiczne. W efekcie, począwszy od końcówki 2021 r., inflacja konsumencka była wyraźnie niższa, niż wcześniej szacowano. Największą różnicę między starymi a nowymi danymi zanotowano w dotychczasowym apogeum inflacji - w październiku 2022 r. Według poprzednich szacunków wskaźnik sięgnął wówczas 10,4 proc., po rewizji wyniósł 8,8 proc. Taką samą dynamikę cen obserwowano również w listopadzie.
Wolniejszy wzrost cen jest dobrą wiadomością, ale oznacza równocześnie, że inflacja nie hamowała tak wyraźnie, jak się wydawało. Według starych danych inflacja CPI zwolniła z 10,4 proc. w październiku do 8,6 proc. w grudniu, a w styczniu przyspieszyła w niewielkim stopniu - do 8,7 proc. Na nowej ścieżce nie widać wyraźnych spadków, a "płaskowyż" - inflacja zwolniła z 8,8 proc. do 8,1 proc., a na początku roku przyspieszyła do 8,7 proc.
Taka trajektoria może niepokoić. Wielu ekonomistów i bankierów centralnych wydaje się przekonanych, że walka z najwyższym od dekad wzrostem cen już jest właściwie wygrana, wystarczy usiąść i czekać na efekty dotychczasowych działań. Może się jednak okazać, że sprowadzenie inflacji do satysfakcjonującego poziomów okaże się trudniejsze i będzie wymagało poniesienia dodatkowych kosztów.

Władze Europejskiego Banku Centralnego zapowiedziały, że w marcu podniosą stopy procentowe o kolejne 50 pb., do 3,5 proc. w przypadku głównej stopy refinansowej EBC. Jeszcze niedawno wydawało się, że będzie to docelowy poziom. W ostatnich dniach nastroje na rynkach uległy zmianie i częściej przebija się głos "jastrzębi" oczekujących kolejnych podwyżek.
Dane o inflacji w styczniu i lutym bieżącego roku będzie za to rewidował polski Główny Urząd Statystyczny. Według wstępnych szacunków indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w minionym miesiącu o 17,2 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku. Nowy odczyt, po aktualizacji systemu wag wydatków gospodarstw domowych, poznamy w połowie marca. Analitycy Banku Pekao spodziewają się, że rewizja podbije wskaźnik do 17,6 proc. w styczniu. "Luty będzie szczytem inflacji w tym cyklu i znajdzie się w przedziale 18,5%-19% r/r, uwzględniając już nowy zestaw wag. Średnioroczna inflacja na 2023 r. w okolicach 12%, a na koniec roku widzimy jej spadek nawet w okolice 7% r/r." - przewidują.





























































