Posłowie odrzucili dwa projekty nowelizacji Kodeksu pracy, który zakładał wprowadzenie generalnego zakazu pracy w handlu w niedzielę oraz ograniczenie sprzedaży na stacjach benzynowych. Wolna niedziela wciąż nie dla wszystkich, ale czy to źle?
Posłowie zdecydowali dzisiaj o losie dwóch projektów. Pierwszy był przygotowany przez PiS. Drugi był inicjatywą społeczną. Obydwa zakładały wprowadzenie zakazu pracy w handlu w niedzielę oraz ograniczenie możliwości sprzedaży na stacjach benzynowych. Obecnie obowiązujące regulacje stanowią, że zakaz handlu dotyczy tylko tych niedziel, które wypadają w święta.
Projektodawcy chcieli ograniczenia handlu z dwóch powodów. Po pierwsze uznali, że należy odciążyć pracowników, którzy nierzadko są zmuszani do pracy w niedziele. Kulturowo uznaje się, że powinien być to dzień wolny, który człowiek spędza czas na odpoczynku w gronie rodzinnym. Pracę wykonywać w teorii powinny tylko te osoby, które wykonują profesje niezbędne dla ochrony zdrowia oraz ważne dla ludności.
Drugi powód to chęć pobudzenia drobnego handlu
Dominacja sklepów wielkopowierzchniowych i dyskontów negatywnie odbiła się na kondycji drobnych sklepikarzy. Drobne sklepy nie wytrzymują konkurencji ze strony dyskontów m.in. dlatego, że często są droższe i mają mniejszy asortyment. Uniemożliwienie handlu w niedzielę sklepom o dużej powierzchni mogłoby poskutkować przeniesieniem części klientów właśnie do małych punktów.
Wprowadzenie ograniczeń nie sprawi nagle, że ich biznes będzie bardziej konkurencyjny i innowacyjny, a ich oferta zacznie zaspokajać potrzeby klientów w takim stopniu, jak to robią sklepy wielkopowierzchniowe.
Posłowie PiS i Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Wolna Niedziela” przekonywali, że zakaz handlu w niedzielę nie przyniesie pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Argumentem popierającym ich tezę miał być brak odnotowania wpływu na wzrost bezrobocia regulacji wprowadzających zakaz handlu w święta.
Ruletka z bezrobociem
W teorii popyt na żywność i inne produkty pierwszej potrzeby jest stały lub łatwy do przewidzenia. W związku z tym pojawia się przekonanie, że po wyłączeniu jednego dnia z handlu świadomi konsumenci dokonywaliby większych zakupów dzień wcześniej. To w naturalny sposób implikuje utrzymanie obecnego stanu zatrudnienia, który byłby zdolny do obsłużenia większej liczby klientów np. w sobotę.
Ta teza budzi wiele wątpliwości – trudno powiedzieć jaki byłby rozkład częstotliwości i rozmiar zakupów. Równie dobrze wprowadzenie zakazu mogłoby zmniejszyć popyt na niektóre produkty, które np. stanowią ważne źródło dochodów części sklepów.
Oznacza to, że wprowadzenie całkowitego zakazu raczej na pewno negatywnie odbiłoby się na rynku pracy - zatrudnienie mogliby stracić zarówno sprzedawcy, jak i osoby powiązane z sektorem detalicznym, np. pracownicy magazynów czy dostawcy. W sumie zagrożonych byłoby ok. 70 tys. etatów, a to oznaczałoby wzrost bezrobocia o 0,5 pp. W najczarniejszym scenariuszu łącznie gospodarka mogłaby stracić nawet do 50 mld zł.
Sama idea wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę ma podłoże kulturowe i warto rozważyć ją w przyszłości. W wielu krajach UE obowiązuje taki zakaz. Jednak zwykle są to państwa znacznie bogatsze i o dużo niższym bezrobociu. Dlatego w mojej opinii na zakaz handlu w niedzielę jest jeszcze za wcześnie.
Łukasz PiechowiakBankier.pl

























































