S&P500 poszedł w dół o 2% i była to dla niego najgorsza sesja od połowy grudnia. W ten sposób amerykański rynek akcji z niemałym opóźnieniem zareagował na zapowiedzi wyższych stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.


Po trzech dniach wolnego Amerykanie wrócili na rynek i rozpoczęli wyprzedaż akcji. Po jeszcze w miarę spokojnym otwarciu skala przeceny powiększała się praktycznie przez cały dzień. Finalnie S&P500 stracił 2% i zakończył handel tuż poniżej 4 000 pkt. Po raz ostatni tak głęboki dzienny spadek tego indeksu przydarzył się 15 grudnia. Byłą to więc najgorsza sesja w 2023 roku. Przynajmniej z punktu widzenia posiadaczy akcji.
Jeszcze więcej – bo 2,50% - stracił Nadsaq Composite, co było dlań najgorszym rezultatem od dwóch miesięcy. Dow Jones obniżył się o 2,06 % i zakończył dzień na wysokości 33 130,38 punktów.
Taniały przede wszystkim akcje wielkich koncernów technologicznych, które na przełomie roku mocno podrożały, odrabiając zeszłoroczne straty. Ale we wtorek notowania Apple’a poszły w dół o 2,7%, Google’a o 2,7%, Microsoftu o 2,1%, zaś Amazona o 2,7%. Do kompletu walory Tesli przeceniono o ponad 5%.

Można się doszukiwać rozmaitych pretekstów wtorkowych spadków. Niektórzy twierdzili, że rynek zaniepokoił się komunikatem zarządu Home Depot. Kierownictwo największej w USA sieci handlującej materiałami do wykańczania wnętrz ostrzegło przed pogorszeniem popytu na swoje towary i przedstawiło niezbyt wesołą prognozę finansową na rok 2023. Akcje Home Depot potaniały o 7,1%.
Inni mówili, że rynek źle przyjął wyraźnie lepszy od oczekiwań odczyt PMI dla sektora usług w USA, który według wstępnych danych podniósł się do 50,5 pkt. względem 46,8 pkt. w styczniu i oczekiwanych 47,2 pkt. Według tej teorii istotna poprawa koniunktury w sektorze usług może skłonić Rezerwę Federalną do mocniejszego podniesienia stóp procentowych. Teoria to mocno naciągana, ponieważ a) rynek zwykle nie patrzy na PMI z USA, b) odczyt dla przemysłu pozostaje recesyjny i wreszcie c) czyż wynik powyżej 50 punktów nie jest przejawem tak pożądanego „miękkiego lądowania” amerykańskiej gospodarki?
Zaryzykowałbym tezę, że amerykański rynek akcji po kilku tygodniach radosnej ignorancji wreszcie spojrzał na to, jak rynek stopy procentowej wycenia przyszłą ścieżkę stopy funduszy federalnych (FFR). Jeszcze w styczniu na Wall Street wierzono, że lutowa podwyżka będzie przedostaniom w cyklu i że FFR nie przekroczy 5%. Teraz rynek kontraktów terminowych wycenia, że w czerwcu stopy w Fedzie dotrą do przedziały 5,25-5,50%, czyli aż o 50 pb. wyżej, niż wyceniano jeszcze miesiąc temu.
Wyższa stopa dyskontowa to ceteris paribus niższe wyceny akcji w popularnym modelu wyceny DFC. To także wyższa tzw. stopa wolna od ryzyka możliwa do uzyskania na rynku obligacji skarbowych. To także wyższe koszty finansowe przedsiębiorstw, mniejsze pole do lewarowanych buybacków albo fuzji i przejęć. To również większe prawdopodobieństwo wystąpienia recesji i wystąpienia bankructw w sektorze korporacyjnym. Jednym zdaniem, to same złe wiadomości dla rynku akcji.





























































