Z danych wynika, że 3 lata temu młody Polak nie podjąłby pracy za mniej niż 1900 zł netto, a teraz pójdzie do pracy nawet za 1300 zł. Abstrahując od tego, czy podane kwoty mają odzwierciedlenie w rzeczywistości, należy zwrócić uwagę na to, że młodzież przestaje się cenić, ponieważ nie ma dla nich pracy. To nie pokora, ale obawa przed tym, że nie dostaną żadnej pracy powoduje, że coraz częściej decydują się na minimalne wynagrodzenie.
Młodzi nie są głupi – wiedzą, jaka jest sytuacja na rynku i rzadko kiedy mogą liczyć na więcej niż ustawowe minimalne wynagrodzenie wynoszące 1500 zł brutto, czyli 1111 zł na rękę. Potencjalny pracodawca również zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nie ma sensu rozmawiać o pieniądzach, skoro i tak obydwie strony wiedzą jaka kwota będzie wpisana w umowie. Oczywiście pod warunkiem, że taka umowa w ogóle się pojawi.
Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli rodzaju umowy. Minimalne wynagrodzenie, czyli 1111 zł na rękę obowiązuje tylko w przypadku umów o pracę. Oczywiście jest to mało, a przy takich kwotach nawet 200 zł więcej na rękę oznacza prawie 20% podwyżkę względem tego, co gwarantuje prawo pracy.
Pracodawca znając sytuację na rynku pracy i potrzeby młodych pracowników zaproponuje mu umowę zlecenia. Biorąc pod uwagę, że płaca minimalna ze składkami płaconymi przez pracodawcę, kosztuje go 1777 zł, to przy umowie zlecenia na tę kwotę młody pracownik otrzyma już 1300 zł netto na rękę. W krótkim okresie finansowo skorzysta na tym zarówno pracownik jak i pracodawca. W długim okresie – młody wchodzący na rynek pracy rzadko kiedy myśli o przyszłej emeryturze.
Tekst jest komentarzem do artykułu Młodzi decydują się pracować za półdarmo
































































