Podczas pierwszej w historii giełdowej telekonferencji SpaceX Elon Musk roztaczał przed akcjonariuszami wizję opanowania większości światowego rynku internetu w mniej niż dekadę oraz lotów rakiety Starship raz dziennie już w przyszłym roku, a jego słowa musieli łagodzić natychmiast obecni na konferencji dyrektorzy. Mimo lepszych od oczekiwań wyników nad notowaniami kosmicznego potentata wisi znaczne ryzyko podażowe.


W pierwszym kwartalnym sprawozdaniu po czerwcowym debiucie giełdowym SpaceX wykazał stratę netto w wysokości 541 mln dolarów (0,09 USD na akcję), co okazało się ponad dwukrotnie lepszym wynikiem od prognoz analityków z Wall Street.
Przychody spółki skoczyły o 90% rdr. do poziomu 7,8 mld dolarów. Główną lokomotywą wzrostu pozostawał biznes łączności satelitarnej Starlink, którego przychody wzrosły o 66% rdr. W minionych 12 miesiącach liczba abonentów wzrosła dwukrotnie, osiągając liczbę 12 milionów.
W pierwszych tygodniach III kwartału dodatkowe 6,7 mld dolarów w kontraktach wygenerował nowy biznes chmurowy spółki - wynajem mocy obliczeniowej pod sztuczną inteligencję.
Mimo że we wtorkowym handlu sesyjnym akcje SpaceX drożały o 9%, w notowaniach posesyjnych oddały większość zysków, tracąc nawet 8%. O godz. 7:10 czasu polskiego zniżka sięgała 7,63%.

Musk kontra reszta zarządu
Pierwsza rozmowa z analitykami po publikacji wyników za II kwartał ukazała znany z Tesli schemat: Elon Musk składał optymistyczne (nieraz aż za bardzo optymistyczne) obietnice, które próbowali mitygować pozostali dyrektorzy, co podkreślał portal TechCrunch.
Rozbieżności ujawniły się m.in. w kwestii dominacji SpaceX w internecie. Musk oświadczył, że Starlink będzie dostarczał "większość światowego internetu" w mniej niż 10 lat. Wiceprezes Gwynne Shotwell chwilę później doprecyzowała, że chodzi o "znaczącą część globalnego ruchu".
W innym momencie, gdy dyrektor finansowy spółki Bret Johnsen prognozował osiągnięcie przez nią 100 mld USD rocznego tempa przychodów w grudniu 2026 roku na bazie podpisanych kontraktów chmurowych, Musk przerwał mu, mówiąc, że 100 mld USD to "nie żaden znak zapytania, tylko absolutne minimum, jeśli spółka nic nie będzie robić".
Prezes kosmicznej spółki był bardziej optymistyczny od swoich managerów również w kwestii lądowania na Księżycu. Ogłosił rozwiązanie problemu osłony termicznej Starshipa i testy lotów raz dziennie w 2027 roku, podczas gdy Gwynne Shotwell przypomniała o harmonogramie NASA i celu postawienia stopy na Księżycu w 2028 roku.
Widmo podażowe - odliczanie do zdjęcia blokady
Od swojego szczytu z czerwca na poziomie 201,80 USD walory spółki potaniały już o blisko 50%, a shortujący je otworzyli pozycje o wartości aż 25 mld dolarów - wskazywał "TheStreet". Największy dotychczasowy test dla kursu może nadejść jednak podczas sesji w czwartek, 6 sierpnia, kiedy wygasa pierwsza tura blokady sprzedaży akcji dla pracowników i wczesnych inwestorów.
Na rynek może trafić ponad 911,5 mln papierów spółki o wartości przekraczającej 100 mld dolarów. To ponad dwukrotnie więcej, niż wynosi obecny free float na giełdzie, który stanowi po IPO zaledwie ok. 5% czyli 639 mln akcji.
Analitycy cytowani przez MarketWatch ostrzegają, że zalew rynku nowymi akcjami przy znikomej płynności może doprowadzić do kolejnej fali przeceny, a realne poszukiwanie dna cenowego dla spółki SPCX dopiero się rozpoczyna.






























































