To już drugi raz w przeciągu dwóch lat - niemiecka sieć sklepów Depot z wyposażeniem wnętrz złożyła wniosek upadłościowy. To oznacza falę zwolnień grupowych i radykalne ścięcie liczby sklepów o około 100 placówek.


- Firma nie jest w stanie utrzymać takiego zatrudnienia - poifnormował w komunikacie dla "Lebensmittel Zeitung" właściciel Christian Gries. Firma nie ma środków na uregulowanie wypłat za sierpień. Wypłata za lipiec została wypłacona już przy wsparciu państwowego funduszu dla niewypłacalnych firm.
W ramach planu restrukturyzacji zostanie zwolnionych 330 osób - 220 pracowników sklepów i 110 osób z administracji i działów terenowych.
Zredukowana zostanie także liczba sklepów. Przed wnioskiem o upadłość Depot posiadało 155 sklepów, w których pracowało około 1,2 tys. osób. Okazuje się, że plan zakłada zamkniecie 105 z nich. To oznacza zmniejszenie się firmy do około 10 proc. zasobów, jakie posiadała pod koniec 2021 roku.
Od 1948 roku na rynku, teraz plajtuje
Co doprowadziło do upadku marki Depot? Firma została założona w 1948 roku jako hurtownia sztucznych owoców i ozdób choinkowych. Od lat 90. Depot sprzedaje całą gamę przedmiotów używanych do wyposażenia wnętrz. Jak się okazuje, firma nie wytrzymała konkurencji ze strony chińskich platform sprzedażowych typu Temu czy Shein, które oferują podobne przedmioty po znacznie niższych cenach. Do tego wydarzenia geopolityczne skłoniły konsumentów do rozważenia zasadności zakupów kolejnych wazonów czy rzeźb.

Jedną restrukturyzację firma przeszła już w 2024 roku. Jej koszt to 250 zamkniętych sklepów i 2 tys. zlikwidowanych miejsc pracy. Plan nie przyniósł jednak oczekiwanych skutków.
Depot jest doskonałym przykładem wyboistej drogi, na którą wjechał stacjonarny handel detaliczny w Niemczech. Rosnące koszty, spadający popyt i presja ze strony handlu internetowego dotyka wielu mieszkańców.
opr. aw































































