We wtorek Senat rozpoczyna prace nad ustawą umożliwiającą lepsze monitorowanie płac w ochronie zdrowia. Zdaniem szefowej OZZL dr Grażyny Cebuli-Kubat kominy płacowe dotyczą wąskiej grupy lekarzy o unikalnych umiejętnościach. Procedowane przepisy zmienią niewiele - powiedziała PAP.


Senacka komisja zdrowia będzie we wtorek opiniować przyjętą w ub. tygodniu przez Sejm ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, która ma pozwolić na powiązanie informacji gromadzonych m.in. przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (zajmuje się wyceną świadczeń - PAP) o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia z numerem PESEL lub numerem wykonywania zawodu. W ocenie Ministerstwa Zdrowia, które przepisy przygotowało kilka miesięcy temu, dzięki ustawie możliwa będzie bardziej rzetelna analiza wpływu kosztów wynagrodzeń na koszty świadczeń opieki zdrowotnej oraz lepsze planowanie finansowania systemu ochrony zdrowia.
Prace nad regulacjami przyspieszyły w ub. tygodniu po tym, jak portal Zero.pl podał, że lekarz Dawid Kacprzyk jako koordynator SOR-u w tej placówce, a także radny Koalicji Obywatelskiej warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w zeszłym roku 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Zdaniem przewodniczącej OZZL sprawdzanie zarobków przez nr PESEL - bez podania godzin pracy i ilości etatów w ciągu miesiąca danej osoby - zmieni niewiele. Uważa, że proponowane rozwiązania mogą zwiększyć dezinformację społeczeństwa i nasilą fale agresji wobec medyków.
Dr Cebula-Kubat nie ma wątpliwości, że konieczne jest wprowadzenie map potrzeb zdrowotnych dla każdego województwa. Pracuje nad nimi MZ. Jak powiedziała, taka mapa powinna być opracowywana przez wojewodę we współpracy z konsultantami wojewódzkimi oraz dyrektorami lokalnych szpitali. - Należy określić, ile i jakiego rodzaju oddziałów zabiegowych, niezabiegowych, ZOL-i i placówek hospicyjnych potrzebuje dany region, a także ile szpitali powiatowych, a ile wielospecjalistycznych jest niezbędnych do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych dla pacjentów - wyjaśniła i dodała:

- Dopiero dysponując takimi danymi jesteśmy w stanie dokładnie obliczyć realne zapotrzebowanie na kadrę. Wtedy, mając te kalkulacje, powinniśmy rozmawiać o funduszach, stawkach dyżurowych i zarobkach. System musi być planowany logicznie, a nie dekretowany nakazami - sprecyzowała.
Rozmówczyni PAP zaznaczyła, że lekarze chcą pracować w szpitalach publicznych, jednak aby to było możliwe, system musi zagwarantować im kilka rzeczy: odpowiedni czas dla pacjenta, bezpieczne warunki pracy (normy zatrudnienia specjalistów w przeliczeniu na pacjenta), przestrzeganie czasu pracy i bezpieczeństwo prawne oraz godną płacę.
Zapytana przez PAP, ile powinni zarabiać lekarze, dr Cebula-Kubat przypomniała, że OZZL od lat postuluje o trzy średnie krajowe dla specjalisty.
- Jeżeli lekarz w placówce publicznej zarobi 12–15 tysięcy złotych brutto, a w sektorze prywatnym może otrzymać 40 tys. zł brutto, to naturalnym i w pełni zrozumiałym krokiem jest wybór lepszej oferty. I to nie jest pazerność lekarzy, a wina systemu. Trzy średnie krajowe dla specjalisty to inwestycja, która wraca do budżetu - powiedziała.
Jak wyliczyła, od lipca minimalna pensja zasadnicza lekarza ze specjalizacją wzrośnie do 12 810 zł brutto. Do tego dochodzą dyżury (dwa świąteczne i pięć dyżurów w dni robocze) plus praca w przyszpitalnej poradni specjalistycznej. Realne zarobki mogą wynosić 25 - 30 tysięcy zł brutto. Zdaniem dr Cebuli-Kubat, państwo nie powinno żałować pieniędzy na pensje dla lekarzy.
Po pierwsze dlatego, że znaczna część tych pieniędzy i tak natychmiast wraca do budżetu w podatkach. Po drugie, dzięki dobrym zarobkom lekarze zostają w publicznym systemie (zamiast odchodzić do sektora prywatnego lub za granicę). Według ostatnich badań przeprowadzonych przez OZZL, czterech z dziesięciu lekarzy pracujących obecnie na kontraktach byłoby skłonnych przejść na umowy o pracę, gdyby zaoferowano im stawkę rzędu 40 tys.zł brutto. Chcą stabilnego zatrudnienia etatowego, ale oczekują adekwatnego i godnego wynagrodzenia za swoją ciężką pracę i ogromną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów.
- Zgadzam się z zasadą, że około 70 proc. budżetu placówki powinno przeznaczać się na pensje dla całego personelu. OZZL stanowczo sprzeciwia się pomysłom odgórnego limitowania stawek wyłącznie dla lekarzy kontraktowych, bo limity dla lekarzy to limity świadczeń zdrowotnych dla pacjentów, limity zabiegów planowych, limity badań diagnostycznych - podkreśliła dr Cebula-Kubat.
Jak zauważyła, by lekarze chcieli pracować na jednym etacie, publiczne placówki muszą stać się konkurencyjne.
Dodała, że od czterech lat OZZL postuluje o zmiany określające normy zatrudnienia w przeliczeniu na pacjenta oraz maksymalny, dobowy czas pracy dla wszystkich zawodów medycznych. - Brak jednak w tej sprawie konstruktywnych rozmów z resortem zdrowia - stwierdziła rozmówczyni PAP. - Przez lata żaden rząd nie przeprowadził rzetelnej reformy kadrowej, finansowej ani długofalowej organizacji opartej na koordynowanej ścieżce leczenia pacjenta. - To nie lekarze stworzyli ten patologiczny system, a poszczególne ekipy rządzące od 30 lat – podsumowała dr Grażyna Cebula-Kubat.
OZZL został założony 1 czerwca 1991 roku. To pierwszy po II wojnie światowej lekarski związek zawodowy w Polsce. Większość członków organizacji stanowią lekarze zatrudnieni na etatach oraz w niepełnym wymiarze godzin, głównie u publicznych pracodawców. Dr Grażyna Cebula-Kubat kieruje związkiem od 2022 r. Wcześniej wieloletnim przewodniczącym OZZL był Krzysztof Bukiel.
Alicja Kublicka (PAP)
kub/ akar/



























































