Wsłuchaliśmy się w głosy środowiska i zaproponujemy wejście w życie ustawy po 12 miesiącach – zapowiedziała w TVP Info ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, mówiąc o przepisach, które miały ograniczyć gigantyczne zarobki lekarzy, o których opinia publiczna dowiedziała się po wybuchu afery w Szpitalu Południowym.


Miały ograniczyć najwyższe lekarskie zarobki i zakończyć przypadki wielomilionowych kontraktów. Budziły jednak ogromne emocje w środowisku medycznym. Zmiany dotyczące limitów wynagrodzeń i czasu pracy medyków zostaną wdrożone później, niż pierwotnie zakładano. Szpitale zyskały dodatkowy rok na przygotowanie się do nowych zasad. Dla opinii publicznej, która w większości popiera ograniczenie najwyższych zarobków lekarzy, oznacza to jedno: na zapowiadane limity trzeba będzie jeszcze poczekać.
Projekt Ministerstwa Zdrowia dotyczący zasad wynagradzania i czasu pracy medyków od początku wywoływał duże kontrowersje w środowisku lekarskim. Resort zaproponował m.in. ustawowy limit wynagrodzeń osób udzielających świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia oraz ograniczenie łącznego czasu pracy do poziomu odpowiadającego dwóm pełnym etatom.
Pomysł pojawił się w szczególnym momencie. W ostatnich miesiącach szeroko komentowano przypadki bardzo wysokich zarobków lekarzy pracujących na kontraktach w publicznych szpitalach. W debacie publicznej pojawiały się kwoty sięgające nawet kilku milionów złotych rocznie. Jednym z najbardziej nagłośnionych przykładów był lekarz ze Szpitala Południowego, któremu wypłacono w ciągu roku 2,3 mln zł brutto.
Polacy chcą limitów, lekarze protestują
Propozycja rządu spotkała się z krytyką części środowiska lekarskiego. Samorząd lekarski wskazywał m.in. na ryzyko odpływu specjalistów z publicznych szpitali do sektora prywatnego. Szczególne emocje wzbudziła zapowiadana maksymalna stawka godzinowa dla kontraktów.

W pierwotnych założeniach projekt przewidywał maksymalną stawkę godzinową na poziomie 1/20 minimalnego wynagrodzenia. Przy płacy minimalnej wynoszącej w 2026 r. 4806 zł oznacza to około 240 zł brutto za godzinę. Jednocześnie miesięczne wynagrodzenie za świadczenia finansowane przez NFZ miałoby być ograniczone do 16-krotności minimalnego wynagrodzenia, a więc w 2026 r. do 76 896 zł przy założeniu pracy odpowiadającej dwóm pełnym etatom.
Rząd argumentował, że celem zmian jest przede wszystkim ograniczenie tzw. kominów płacowych i presji płacowej w publicznej ochronie zdrowia, a także lepsze wykorzystanie pieniędzy pochodzących z NFZ. Projekt zakłada również zakaz ustalania wynagrodzenia lekarza jako procentu od wartości kontraktu z Funduszem.
Dla wielu pacjentów argumentacja ta jest łatwa do zaakceptowania. Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazał, że 77,4 proc. Polaków popiera wprowadzenie maksymalnych wynagrodzeń lekarzy w publicznej ochronie zdrowia.
"Żaden rząd nie wygrał z lekarzami"*
Teraz okazuje się jednak, że na realizację tych zapowiedzi trzeba będzie poczekać dłużej. Szpitale otrzymają dodatkowy rok na dostosowanie się do nowych zasad. Oznacza to odsunięcie w czasie regulacji, które od początku były jednymi z najbardziej drażliwych elementów reformy.
To szczególnie istotne w przypadku wynagrodzeń. Wprowadzenie ustawowego maksimum oznaczałoby bowiem zmianę zasad funkcjonowania rynku pracy lekarzy, na którym specjaliści – zwłaszcza w deficytowych dziedzinach – mają silną pozycję negocjacyjną.
Ministerstwo Zdrowia przekonywało, że ograniczenia są potrzebne, aby publiczne pieniądze nie były przeznaczane na niekontrolowany wzrost wynagrodzeń. Resort wskazywał również na potrzebę związania lekarzy z podstawowym miejscem pracy oraz ograniczenia sytuacji, w których jeden medyk pracuje jednocześnie w wielu placówkach. Na pracę nad tym projektem w Sejmie jeszcze we wrześniu wskazywał sam premier. Teraz okazuje się, że to się nie wydarzy.
Z drugiej strony lekarze ostrzegali, że zbyt niski limit może sprawić, iż część specjalistów wybierze sektor prywatny. W przypadku niektórych specjalności stawka 240 zł brutto za godzinę może być bowiem niewystarczająca, aby utrzymać lekarzy w publicznych szpitalach. Takie ryzyko wskazywali eksperci komentujący propozycje resortu.
Rok więcej dla szpitali, rok dłużej dla lekarzy?
Przesunięcie zmian ma więc dwa zupełnie różne znaczenia – w zależności od tego, z której strony spojrzymy. Dla szpitali jest to czas na przygotowanie się do reformy. Dla lekarzy – dodatkowy okres, w którym dotychczasowe zasady wynagradzania nadal pozostaną w praktyce punktem odniesienia. Dla pacjentów – odłożenie zmian, które miały ograniczyć najbardziej spektakularne przypadki wysokich wynagrodzeń finansowanych z publicznych pieniędzy.
oprac. KWS
* Sformułowanie „żaden rząd nie wygrał z lekarzami” to słowa Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL), które pod koniec czerwca 2026 roku wyciekły z zamkniętej grupy medyków i wywołały dużą burzę medialną.




























































