Warszawski sąd stanął po stronie frankowców żądających zwrotu opłaconych składek ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. To kolejny w ostatnich miesiącach przypadek, a uzasadnienie wyroku zwraca uwagę na ważny problem ustalenia waluty, do której odnosi się pojęcie wymaganego wkładu.
Termin „ubezpieczenie niskiego wkładu własnego” coraz częściej spotkać można w sądowych orzeczeniach. Kredytobiorcy są świadomi, że produkt ten miał poważne wady, a część zapisów, które znalazły się w ich umowach wpisano do rejestru klauzul zakazanych. Zachęca to co bardziej odważnych do składania pozwów, w których domagają się zwrotu poniesionych kosztów.
Na łamach Bankier.pl regularnie donosimy o kolejnych wyrokach sądów w sprawach dotyczących ubezpieczeń towarzyszących kredytom hipotecznym, zwłaszcza indeksowanych do franka szwajcarskiego. Orzecznictwo jest bardzo zróżnicowane, a sędziowie kwestionują różne elementy konstrukcji tego produktu – począwszy od sposobu obliczania opłat, na zakresie udzielanej kredytobiorcy informacji skończywszy. Nie zawsze też stają po stronie konsumentów wnoszących o zwrot poniesionych nakładów.
ReklamaZobacz także
Pod koniec lipca Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał wyrok, w którym zasądził zwrot ponad 3 tys. zł wraz odsetkami ustawowymi na rzecz kredytobiorców opłacających ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. W uzasadnieniu wyroku pojawiają się znane już z innych spraw dotyczących UNWW wątki – klienci powołali m.in. się na fakt, że nie otrzymali OWU ubezpieczenia i nie byli w stanie poznać jego zakresu, a warunki pobierania kolejnych składek określono w umowie zapisem, który został wpisany do rejestru klauzul niedozwolonych. Podniesiono także problem braku wpływu klientów na warunki ubezpieczenia i wynikającą z tego asymetrię ryzyk.
Sąd analizując zapisy umowy zwrócił uwagę na istotny szczegół typowy dla kredytów denominowanych i indeksowanych do walut obcych. Klienci, spłacając raty takiego zobowiązania, stopniowo obniżają swoje zadłużenie wyrażone np. we frankach szwajcarskich. Jednakże dług przeliczony na złote może w tym czasie wzrastać. W jakiej walucie określany jest docelowy wymagany wkład własny? Nierzadko zapisy umowy z kredytobiorcą tego nie precyzują.

„Gdyby zatem przyjąć, że wartość ‘wkładu wymaganego’ stanowi konkretną sumę wyrażoną w walucie polskiej, to wobec znacznego wzrostu wartości szwajcarskiej waluty względem waluty polskiej, nie można wykluczyć, że wkład ten nie zostanie spłacony po upływie 36 miesięcy o jakich mowa, ani nawet maksymalnie przewidzianych umową 108 miesięcy. Brak tak podstawowego elementu wpływającego na ostateczny kształt zobowiązania powoda jak określenie waluty w jakiej należy szacować ‘wkład wymagany’ skutecznie wyłącza możliwość oszacowania realnego obciążenia kredytobiorcy kosztami ubezpieczenia niskiego wkładu. Nie jest przy tym wykluczone, że istotne postanowienia umowne odnoszące się do kwestii wymaganego wkładu znajdują się w umowie zawartej przez Bank z ubezpieczycielem, nie mniej jednak powodowie nie są stroną tej umowy i nie zostali zapoznani z treścią tejże” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.
































































