Turcja ma bogatą tradycję wojskowych zamachów stanu, więc teoretycznie inwestorzy powinni być do nich przyzwyczajeni. Ale ostatni odbył się w roku 1997, w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej i finansowej. W poniedziałek na rynkach może być więc gorąco.


W nocy z piątku na sobotę w Turcji doszło do wojskowego zamachu stanu. W momencie pisania niniejszego artykułu nie było wiadomo, jak naprawdę wygląda sytuacja i kto rządzi krajem. Wojsko było na ulicach, ale nie wiadomo, z czyjego rozkazu. Zapewne za kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin wyklaruje się, kto wyszedł z tego puczu zwycięsko.
Jednak niezależnie od tego, czy prezydent Erdogan zostanie odsunięty od władzy przez wojsko, czy też rządowi uda się spacyfikować buntowników, Turcję czekają tygodnie lub miesiące stanu wojennego/wyjątkowego: ograniczenie wolności obywatelskich, dostępu do informacji, swobody przemieszczania się itp. To wszystko będzie miało negatywny wpływ na gospodarkę i finanse.
Turcy już pobiegli do bankomatów i zapewne lada chwila opróżnią je z gotówki. Istnieje spore ryzyko, że w poniedziałek banki nie zostaną otwarte. Tak samo jak giełda. Nie jest pewne utrzymanie wymienialności liry – może się okazać, że turecką walutą po prostu nie będzie miał kto handlować. Po pierwszych informacjach o zamachu stanu lira osłabiła się względem dolara: amerykańska waluta podrożała o niemal 4%, do 2,99 TRY.
Część mieszkańców Turcji zapewne ruszy po złoto, a turecki rynek żółtego metalu należy do jednych z największych na świecie.W 2015 roku w Turcji sprzedano ponad 72 tony złota, czyli prawie jedną czwartą tego co w całej Europie (bez krajów byłego ZSRR).

Turcja to ważny kraj
Według danych Banku Światowego 75-milionowa Turcja jest 18. największą gospodarką świata. W 2015 roku jej PKB został oszacowany na 718 mld USD, czyli mniej Holandii (752,5 mld USD), a więcej niż Szwajcarii (664,7 mld USD) i 1,5-raza więcej niż Polski. Zatem po Rosji to Turcja jest największą gospodarką naszego regionu.
Turcja jest krajem szczególnie ważnym dla Polski, ponieważ dla inwestorów z Londynu czy Nowego Jorku jesteśmy w tym samym „koszyku”. Zarządzający wielkimi funduszami często podejmują decyzje w sposób dość automatyczny: w razie problemów w jednym kraju zdarza im się wyprzedawać akcje z krajów z tego samego koszyka. Tak, aby całkowite ekspozycja na dany region uległa zmniejszeniu.
Dlatego wydarzenia w Turcji mogą mieć istotny wpływ na GPW. Polska postrzegana jako środkowoeuropejski rynek wschodzący zapewne znajdzie się na pierwszej linii ewentualnej wyprzedaży akcji i obligacji. Tym bardziej, że giełda w Stambule jest największym rynkiem akcji w naszym regionie. Na koniec czerwca wartość krajowych spółek notowanych na tureckim parkiecie przekraczała 180 mld euro. Kapitalizacja GPW wyniosła 116,4 mld euro.
Poniedziałek może być gorący
Dlatego w zależności od rozwoju wydarzeń w Ankarze i Stambule poniedziałkowe otwarcie na GPW może być nerwowe lub bardzo nerwowe. Choć zapewne nie aż tak, jak w „pobrexitowy” piątek, gdy na początku sesji otworzyły się notowania tylko jednej spółki z WIG20.
Pod presją pozostanie złoty i polskie obligacje skarbowe, gdzie inwestorzy mogą dokonywać „koszykowego” równoważenia portfeli. Zwłaszcza w przypadku, gdyby rynek w Stambule został zamknięty. Czynnikiem łagodzącym wpływ kryzysu tureckiego może być piątkowa decyzja agencji Fitch, która utrzymała rating Polski bez zmian, i to w dodatku pozostawiając jego „stabilną” perspektywę.
Po poprzednim wojskowym puczu w roku 1997 – gdy wojsko odsunęło od władzy islamistów – reakcja rynku była pozytywna. Tym razem raczej taka nie będzie, ponieważ turecka armia już nie stanowi takiej gwarancji dla świeckiej demokracji jak 20 lat temu. Przez ten czas wzrosło też znaczenie Turcji zarówno w sferze gospodarczej i finansowej, jak i militarno-politycznej.
Jedno wydaje się pewne: wojskowy przewrót w Turcji (zarówno udany jak i nieudany) dokłada cegiełkę do bardzo napiętej sytuacji geopolitycznej i finansowej. Włochy stoją na krawędzi kryzysu bankowego. Unia Europejska jeszcze nie doszła do siebie po brytyjskim referendum „deakcesyjnym”. W Stanach Zjednoczonych trwa zaciekła kampania prezydencka.
We Francji doszło do kolejnego zamachu ze strony radykalnych islamistów. Japonia wchodzi na ścieżkę pełnej monetyzacji długu publicznego i być może także „helicopter money”. Chińska gospodarka wciąż zwalnia mimo ogromnych wysiłków ze strony władz. Krótko mówiąc: przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

























































