Rafinerie, będące pod zarządem Kremla, przerabiają najmniej ropy od 10 lat - podaje Bloomberg, pokazując dane za lipiec. Nic więc dziwnego, że Rosjanie chcą ważyć paliwo sami w domach, stosując do tego "specyficzne samowary".


Bimber pędzą, wino fermentuje, to i paliwo można wyprodukować w piwnicy czy garaży - najwyraźniej taki sposób myślenia przyświeca mieszkańcom Rosji. Jak widać, niedobory uderzają już dramatycznie po ich bakach. Jasno pokazują to też liczby: w latach od 2020 do 2025 rosyjskie rafinerie średnio produkowały od 5,3 do 5,6 mln baryłek dziennie. Teraz szacunki mówią o 3,6 mln baryłek. Takiego poziomu w tabelach nie widziano od maja 20202 roku.
Ukraińskie drony uderzyły w czuły punkt
Gdy trzydniowa operacja wojskowa weszła w 5 rok, ukraińskie jednostki dronowe zaczęły używać maszyn dalekiego zasięgu, atakując bezpośrednio w serce finansowe Rosji - przemysł naftowy. M.in. w lipcu celem ataków stała się największa rafineria w kraju - Omsk - położona ponad 2,5 tys. km od granicy z Ukrainą. W lipcu Kijów wydał rozkaz dotyczący także tankowców i dwóch rurociągów.
Perspektywy dla rosyjskiego rafinowania ropy i eksportu będą zależały częściowo od tego, ile dronów dysponuje Ukraina i które cele uzna za priorytetowe – zaznaczył w wypowiedzi dla "Bloomberga" Siergiej Wakulenko, starszy pracownik naukowy w Carnegie Russia Eurasia Center w Berlinie.
Teraz bowiem do listy ataków dronów doszły także centra logistyczne Wildberries, zmuszając najbogatszą kobietę Rosji, która jest właścicielką sieci, do błagania Putina o pomoc finansową.
Wysiłki Rosji zmierzające do wzmocnienia obrony powietrznej jak na razie zapewne ograniczają ataki, ale nie są w stanie ich wyeliminować. Do tego może m.in. przekierować ropę z portu Noworosyjsk nad Morzem Czarnym do terminali nad Morzem Bałtyckim, ale wówczas będzie pod baczniejszym okiem NATO. Co więcej, nadbałtyckie moce przerobowe nie są w stanie obsłużyć takiej liczby tankowców i magazynów co ich odpowiedniki nad Morzem Czarnym. Poza tym i tam docierają ukraińskie drony.

Pustki na stacjach i boom na garażowe „samowary”
NIe powinien więc dziwić fakt, że sami Rosjanie zaczynają przetwarzać ropę, stosując przydomowe "minirafinerie". W prawie domowym zasiszu mogą wyprodukować od oleju napędowego do benzyny". Jak wynika ze statystyk Yandex WordStat podawanych przez "The Moscow Times" zainteresowanie takimi urządzeniami wzrosło od maja do lipca o 6900 proc.
Za najtańszą minirafinerię na serwisie sprzedażowym Avito trzeba zapłacić ponad 8 mln rubli (ok. 370 tys. zł). Jej możliwości to od 5 do 20 t dziennie. Z kolei najdroższa kosztuje 475 mln rubli (prawie 22 mln zł), ale dzięki niej można mieć do 100 tys. ton rodznie.
W obu przypadkach wadą jest... jakość benzyny, na których moze pojadą i samochody z lat 80., jednak raczej nie jnowsze modele (takie choćby 20-letnie), w których deska rozdzielcza roświetli się jak choinka.
Takie rozwiązanie ma także inną poważną wadę - ropę. Nie można go bowiem podłączyć do głównych rurociągów.
opr. aw































































