Różnica między danymi o cenach w Polsce i innych krajach naszego regionu zaczyna zastanawiać analityków. Podczas gdy nad Wisłą notujemy coraz głębszą deflację, na Węgrzech czy w Czechach inflacja przyspiesza.
Wyjątkowo krótko, bo tylko jeden miesiąc trwał nawrót deflacji na Węgrzech. W kwietniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,2% w ujęciu rocznym – poinformował dziś rano węgierski urząd statystyczny KSH. W marcu – po raz pierwszy od września – na Węgrzech odnotowano deflację (-0,2%). Tymczasem analitycy oczekiwali, że deflacyjna passa przedłuży się o kolejny miesiąc (konsensus również -0,2%).
Jak czytamy w komunikacie KSH, w ujęciu rocznym ceny żywności wzrosły na Węgrzech o 0,9%. Największe podwyżki cen obserwowano w przypadku cukru (19,5%), sezonowej świeżej żywności (14,2%), czekolady i kakao (6,4%) i olejów (5,6%). Spadły natomiast ceny wieprzowiny (17,8%) – to ze względu na obniżenie stawki VAT z 27% do 5% - mleka (9,2%) oraz serów (5,1%), na co wpływ miał wzrost podaży tych towarów.
Za napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe Węgrzy zapłacili o 2,3% więcej niż przed rokiem, za usługi - 1,6%, a za odzież i obuwie - 0,3%. Głównym hamulcem dla wyższej inflacji były ceny paliw (-10,8%).
Deflacja mniejsza niż w Polsce
W ostatnich kilkunastu miesiącach mogliśmy obserwować „deflacyjny pojedynek” między Polską a Węgrami. Deflacja najpierw – w kwietniu 2014 r., był to pierwszy spadek cen od 46 lat - pojawiła się na Węgrzech. Do Polski statystyczny spadek cen w ujęciu rocznym zawitał trzy miesiące później i w przeciwieństwie do Węgier, gdzie inflacja wracała już czterokrotnie, ani razu nas nie opuścił. Do porównania krajów z naszego regionu wziąć można także Słowację, gdzie deflacja jest łagodniejsza niż w Polsce oraz Czechy, gdzie deflacja w ogóle nie wystąpiła.

Według wstępnych wyliczeń GUS, w kwietniu odnotowano w Polsce spadek cen o 1,1%. Ostateczny raport na ten temat poznamy w najbliższy czwartek o 14.00.
"FT" pyta: co tu nie gra?
Nad inflacją w Polsce pochylił się niedawno brytyjski dziennik „Financial Times”. W datowanym na 6 maja artykule Steve Johnson zauważył, że deflacja w Polsce jest wyraźnie wyższa niż w krajach regionu. Tymczasem w ciągu ostatniego roku złoty osłabił się do euro o 8% (co teoretycznie powinno przełożyć się na wyższą inflację), forint jedynie o 2%, a czeska korona wręcz się umocniła.
Autor artykułu zwrócił także uwagę na różnicę między inflacją podawaną przez GUS (CPI) oraz Eurostat (HICP) – sięgającą -0,29 p.p. od początku 2015 r. - podczas gdy zjawisko to praktycznie nie występuje na Węgrzech (-0,11) Słowacji (0,01) i w Czechach (0,07).
Dodatkowo podkreślono także konstrukcję polskiego wskaźnika inflacji, który mocniej od europejskiego odzwierciedla np. spadek cen paliw, a także zastanawiający i trwający od dawna - w nieco innym kontekście w Bankier.pl pisaliśmy o tym już 7 lat temu - spadek cen odzieży i obuwia, który nie jest tak silnie notowany u sąsiadów.
Michał Żuławiński





























































