Niesione falą entuzjazmu z Europy indeksy amerykańskie zyskały w poniedziałek mniej niż 1%, wynosząc Nasdaq Composite na nowy rekord wszech czasów. Problem w tym, że optymizm w „kwestii greckiej” może się ulotnić równie szybko, jak się pojawił.


Dosłownie w ostatnich chwili Grecy przedstawili Trojce (EBC, MFW i KE) i Eurogrupie (szefowie ministrów finansów krajów strefy euro) nowe propozycje reform. Według przedstawicieli tzw. „instytucji” (taka unijna nowomowa, bo „Trojka” już się źle kojarzyła) greckie propozycje oznaczają „postęp”, choć urzędnicy mieli zbyt mało czasu, aby je dokładnie przeanalizować.
Podobno Ateny poszły na kompromis w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego (do 67 lat) i kolejnych podwyżek podatku VAT. Lecz niezależnie od treści greckich propozycji na europejskich giełdach zapanowała euforia: DAX i CAC40 solidarnie zyskały po 3,81%. Rynek w Madrycie urósł o prawie 3,9%, w Mediolanie o 3,5%, a w Atenach o imponujące 9%.
Reakcja Wall Street była bardziej stonowana, ale głównie dlatego, że wiosenna korekta w Nowym Jorku byłą znacznie słabsza niż na rynkach europejskich. Dow Jones w poniedziałek zyskał 0,58% i brakuje mu już niespełna 1,3% do historycznego rekordu wyznaczonego w połowie maja. Do rekordu wszech czasów zbliżył się także rosnący o 0,62% S&P500. Tylko Nasdaq po zwyżce o 0,72% zameldował się z nowym rekordowym kursem zamknięcia – 5.153,97 pkt.

Argumentów na rzecz giełdowych byków dostarczyła też amerykańska gospodarka. Po fatalnym pierwszym kwartale (spadek PKB o 0,7%) ostatnie tygodnie przyniosły poprawę danych z USA. Model Fed-u z Atlanty wskazuje, że w drugim kwartale PKB Stanów Zjednoczonych rósł w annualizowanym tempie 2%. Jeszcze na początku miesiąca model ten wskazywał na wzrost o zaledwie 0,7%.
Krzysztof Kolany
































































