Zarzuty podnoszone przez zbuntowanych kredytobiorców walutowych koncentrowały się do tej pory na kilku kwestiach – sposobie ustalania oprocentowania, dopuszczalności klauzul waloryzacyjnych oraz fundamentalnej sprawie prawnego statusu zobowiązania. Teraz do tej listy może dołączyć kolejny punkt. Zdaniem frankowców, kilka banków podawało klientom zaniżoną wartość całkowitego kosztu kredytu, wprowadzając w błąd, co do ceny swojego produktu.


O sprawie donosi serwis pomocfrankowiczom.pl, w którym opublikowano treść doniesienia złożonego 22 październiku 2015 r. w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na podstawie analizy kilku umów kredytowych zawartych z Bankiem Millennium, Getin Bankiem, GE Money Bank oraz Kredyt Bankiem, autorzy zawiadomienia, mec. Maciej Zaborowski oraz dr Jacek Czabański, doszli do wniosku, że instytucje te znacząco zaniżały prognozowany koszt kredytu.
Przypomnijmy, że tzw. kredyty walutowe (denominowane lub indeksowane do waluty obcej) wypłacane były w złotych. Przeliczenia kwoty kredytu dokonywano zazwyczaj z użyciem kursu kupna (niższego), a do obliczania wysokości raty w złotych stosowano kurs sprzedaży (wyższy). Tymczasem przy ustalaniu całkowitego kosztu kredytu wymienione banki nie brały pod uwagę, iż spłata rat następuje z użyciem wyższego kursu. W efekcie w umowach kredytowych podawano zaniżone szacunkowe koszty zobowiązania.
Sprawa zaniżania całkowitego kosztu kredytu wywołała zainteresowanie wśród kredytobiorców walutowych skupionych w kilku grupach w serwisie Facebook. Z doniesień opublikowanych na stronie „PozwałemBank” wynika, że lista banków stosujących niewłaściwą metodę obliczania kosztu kredytu może być dłuższa. Znalazły się na niej m.in. Deutsche Bank oraz PKO BP.
Unieważnienie umowy?
Konsekwencje zaniżenia w umowie kredytowej całkowitego kosztu kredytu mogą być poważne. Z jednej strony, banki w okresie największej popularności kredytów frankowych nie były zobowiązane przepisami do prezentowania klientom tej wartości. Jednocześnie jednak klienci mogą użyć tej okoliczności jako uzasadnienia żądania unieważnienia umowy kredytowej.

W tym kontekście frankowcy przywołują wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 20 kwietnia 2011 r., w którym uznano, że kredytobiorcy zostali wprowadzeni w błąd przez bank i na podstawie art. 84 k.c. mogą uchylić się od skutków prawnych swojego oświadczenia woli.
W uzasadnieniu wyroku sąd napisał: „Z uwagi na wysokość kredytu, umowa zawarta przez strony nie podlegała co prawda reżimowi ustawy z dnia 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim, jednakże – skoro pozwany zdecydował się podać powodom wysokość CKK i RRSO – to jako profesjonalista w branży bankowej, zobowiązany w tych stosunkach do podwyższonej staranności, po myśli art. 355 § 2 k.c., mógł i powinien podać rzeczywiste , a nie zaniżone, bardzo ważne ,,parametry’’ umowy, którą z pozwanym zawarli powodowie (osoby fizyczne), mogący zasadnie spodziewać się precyzyjnych i prawidłowych informacji w tym zakresie (…). Jest oczywiste, że zarówno koszt kredytu, jak i jego oprocentowanie, to najważniejsze dla klienta banku elementy zawieranej umowy kredytu i to one decydują, czy klient decyduje się zawrzeć umowę na warunkach proponowanych przez bank. (…) W tych okolicznościach, uznać należy, że powodowie, zawierając z pozwanym umowę kredytu działali pod wpływem błędu co do treści czynności prawnej, a błąd ten wywołał pozwany”.
Trudno obecnie określić, czy grupa kredytobiorców zainteresowanych ewentualnym unieważnieniem umów kredytowych będzie liczna. Pomijając kwestię uznawania przez sądy tej przesłanki za wystarczającą, pozostaje jeszcze problem skutków takiej operacji – kredytobiorca byłby zobowiązany do zwrotu otrzymanych środków, a bank – do zwrotu spłaconych rat. Sprawa może jednak okazać się istotna dla dalszych losów kredytów walutowych w Polsce i stać się kolejnym „frontem” starcia na linii konsumenci-kredytodawcy.






























































