Komisja Europejska odmówiła w środę skomentowania sprawy wykreślenia z unijnej listy sankcyjnej dwóch rosyjskich oligarchów. Dyskusje o sankcjach są poufne i pozostają w gestii państw członkowskich, Komisja nie może ich publicznie komentować - powiedział rzecznik KE Christian Wigand.


We wtorek UE przedłużyła o trzy lata sankcje wobec 3 tys. osób i podmiotów związanych z rosyjską agresją na Ukrainę. Decyzja zapadła na pięć godzin przed wygaśnięciem obostrzeń. Oficjalnie poinformowano, że sankcje wobec Rosji zostaną przedłużone „bez niektórych osób”, jednak według źródeł unijnych z czarnej listy usunięto dwóch oligarchów, popleczników rosyjskiego przywódcy Władimira Putina: Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana. Za Usmanowem ujęła się Francja, wykreślenia obu oligarchów chciała Słowacja.
O tę kwestię była pytana w środę KE, która uprzednio zaproponowała wpisanie obu oligarchów na listę sankcyjną.
- Przyjęliśmy do wiadomości decyzję państw członkowskich o zniesieniu sankcji wobec niektórych osób. (...)Dyskusje na temat sankcji są poufne i pozostają w pełni w gestii państw członkowskich, zatem z zasady nie możemy publicznie komentować treści tych dyskusji - odparł Wigand.
Sankcje indywidualne wiążą się z ograniczeniami w podróżowaniu dla osób fizycznych, zamrożeniem aktywów oraz zakazem udostępniania środków finansowych lub innych zasobów gospodarczych osobom i podmiotom na liście sankcyjnej. Retorsje są przyjmowane i przedłużane jednomyślnie przez wszystkie 27 państw UE.

Słowacja regularnie - wcześniej wspólnie z Węgrami, gdy ich premierem był Viktor Orban - wykorzystywała moment przedłużania sankcji, by zabiegać o zdjęcie obostrzeń z konkretnych osób. Gdy w zeszłym tygodniu niespodziewanie zrobiła to Francja, wywołało to negocjacyjne turbulencje. Sankcje zostały prowizorycznie przedłużone o tydzień, a unijni negocjatorzy uzgodnili w tym czasie rozwiązanie, by w zamian za wykreślenie z listy obu oligarchów obostrzenia zostały przedłużone na trzy lata, a nie jak dotąd o pół roku. W ten sposób do 2029 r. żaden kraj członkowski nie będzie mógł lobbować w imieniu i interesie Rosjan objętych sankcjami.
Przeciwko takiemu rozwiązaniu była Łotwa, która do końca zabiegała o utrzymanie Usmanowa i Fridmana na unijnej czarnej liście. W wydanym we wtorek komunikacie rząd w Rydze poinformował, że w poniedziałek premier Andris Kulbergs prowadził rozmowy w tej sprawie z przywódcami kilku państw UE.
Ostatecznie jednak Łotwa przystała na kompromis. - To nie był wybór między dobrym i złym rozwiązaniem, tylko między złym i znacznie gorszym. Mieliśmy wybór między zmianą statusu dwóch osób a przyszłością całego systemu sankcyjnego – powiedział Kulbergs.
Łotwa zapowiedziała, że nałoży na Usmanowa i Fridmana sankcje na poziomie krajowym.
Przed wykreśleniem obu oligarchów z czarnej listy przestrzegła w poniedziałek Ukraina. Szef MSZ tego kraju Andrij Sybiha podkreślił, że Usmanow i Fridman zostali umieszczeni na listach sankcyjnych ze względu na przynależność do agresywnego reżimu rosyjskiego. Uznał, że wykreślenie ich z tych list jest nie do przyjęcia i będzie stanowiło błędny sygnał dla Moskwy w czasie, gdy presja na nią powinna być wzmacniana.
Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)
luo/ akl/





























































