Przed warszawskim sądem rozpoczął się proces grupowy przeciwko Skarbowi Państwa. Prawie 400 osób zarzuca rządzącym zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym. Eksperci wskazują, że przed frankowcami długa i ciężka batalia. Zła informacja jest taka, że jeśli wygrają, to zapłacimy my wszyscy.


Frankowa saga trwa już kilkanaście lat. I nic nie wskazuje na to, by miała szybko się zakończyć. Sąd Okręgowy w Warszawie niedawno otworzył proces grupowy frankowców przeciwko Skarbowi Państwa. Obecnie w skład grupy pozywającej wchodzi ok. 400 osób, ale kolejni kredytobiorcy mają 3 miesiące na przyłączenie się do niego.
Z dostępnych informacji wynika, że do pozwu mogą przystąpić osoby, które zawarły umowę kredytu we franku szwajcarskim w okresie od 08.02.2006 r. do 30.11.2008 r. Warto przypomnieć, że koszty przystąpienia do procesu grupowego mogą obejmować opłaty sądowe, które są zwykle niższe niż w przypadku indywidualnych spraw sądowych oraz koszty związane z reprezentacją prawną.
Zobacz także
Tym razem nie chodzi o odszkodowania, ale o ustalenie odpowiedzialności nadzoru ówczesnych władz państwowych za zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym.
Górski: Ochrona konsumenta praktycznie nie istniała
– Ochrona konsumenta w czasie masowej sprzedaży kredytów frankowych praktycznie nie istniała. Nadzór i władze państwowe w żaden sposób nie chroniły obywateli przed ryzykiem – mówi radca prawny Radosław Górski, pełnomocnik frankowców. – Stawiam tezę, że było to co najmniej rażące niedbalstwo rządu oraz osób odpowiedzialnych za nadzór finansowy i ochronę konsumentów – dodaje mec. Górski.

– Pozew grupowy koncentruje się na odpowiedzialności za szkodę, ale zwracamy uwagę na ekonomiczne i społeczne skutki, jakie wywołała sprzedaż kredytów frankowych. Wśród nich należy wymienić bankructwa kredytobiorców, licytacje ich majątków, stres w związku z niepewnością co do wysokości raty, problemy i konflikty wywołane zadłużeniem, depresje oraz – w skrajnych przypadkach – myśli i próby samobójcze – podkreśla pełnomocnik frankowców.
Nadzór nad rynkiem finansowym zawinił?
Zdaniem mec. Radosława Górskiego jest prawdopodobne, że mogliśmy mieć do czynienia z umyślnym działaniem, mającym na celu ułatwienie sprzedaży kredytów frankowych w Polsce i celowym wprowadzaniem w błąd konsumentów. Rekomendacja S z 2006 roku, która w założeniu miała chronić konsumenta, w praktyce błędnie informowała, wskazując na stabilność kursu franka szwajcarskiego.
– Nikt, kto miał jakąkolwiek wiedzę na temat skali ryzyka zmian kursowych, nie mógł przypuszczać, że założenia rekomendacji S z 2006 roku mogły realnie uchronić jakiegokolwiek konsumenta przed ryzykiem związanym z kredytami frankowymi – twierdzi mec. Radosław Górski.
Droga do ustalenia odpowiedzialności Skarbu Państwa będzie długa. Frankowcy muszą udowodnić, że nadzór finansowy oraz władze, znając ryzyko związane z kredytami frankowymi, zaniedbały swoje obowiązki w zakresie ostrzegania konsumentów i działań interwencyjnych. Kluczowym elementem będzie zebranie dowodów świadczących o tym, że władze miały pełną wiedzę o ryzykach i nie podjęły odpowiednich działań.
W opinii mec. Jakuba Bartosiaka z Kancelarii MBM Legal trudno wskazać na działania skierowane do kredytobiorców informujące o określonych rozwiązaniach finansowych. O ile nie dziwi to, że nie podejmowały ich banki, o tyle można było tego oczekiwać od organów publicznych. W efekcie działania KNF były spóźnione, a wielu niekorzystnych zjawisk nie dostrzeżono lub zauważono je za późno. Tak było nie tylko w sytuacji samych frankowców, ale również np. w przypadku afer Amber Gold, GetBack czy sprzedaży polisolokat.
Jeśli frankowcy wygrają, za błędy zapłaci Skarb Państwa, czyli my wszyscy
– Stroną procesu jest Skarb Państwa. Nie ma znaczenia, jaka partia czy partie sprawowały wówczas władzę. Premier, minister finansów czy przewodniczący KNF to funkcje publiczne, a nie partyjne – komentuje adwokat Jakub Bartosiak.
– To nie jest proces o zapłatę. Korzystny dla kredytobiorców wyrok otworzy dopiero możliwość dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa. Dla osób, które są już w sporze z bankiem i najprawdopodobniej odzyskają nadpłacone środki w odrębnym procesie, nie będzie to zatem istotna zmiana. Ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa może natomiast być rozwiązaniem dla klientów upadłego Getin Banku – wyjaśnia Bartosiak.
– Jeżeli sąd uzna odpowiedzialność Skarbu Państwa, możliwe jest uzyskanie odszkodowań za poniesione straty finansowe. Dodatkowo sukces w takiej sprawie może stworzyć precedens, który zwiększy ochronę konsumentów w przyszłości i zmusi instytucje państwowe do bardziej rygorystycznego nadzoru nad rynkiem finansowym – zaznacza mec. Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.
Większe zainteresowanie ugodami ws. kredytów frankowych?
"Według ostatnich danych banki zawarły do tej pory około 93 tys. ugód w sprawie kredytów we frankach szwajcarskich. To nie jest mało, chociaż równolegle w sądach jest 165 tys. pozwów, a trzeba do nich doliczyć jeszcze około 40 tys. kontrpozwów ze strony banków. Łącznie jest więc ponad 200 tys. spraw frankowych w sądach" - mówił w kuluarach EKF w Sopocie prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek.
Zaś kilka dni temu zastępca dyrektora Departamentu Stabilności Finansowej NBP Piotr Kasprzak przyznał w OF TV, że "w ostatnio zawieranych ugodach kredytów we frankach strata banku sięga 80 proc. kredytu".
- Na szali były dwie racje: z jednej bezpieczeństwo systemu i kredytobiorców, a z drugiej chęć zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych. Te kredyty były tańsze [frankowe - red.], więc nawet mimo rekomendacji KNF, że przy ocenie zdolności kredytowej trzeba było zakładać deprecjacje i teoretycznie wyższą zdolność niż w przypadku kredytów złotowych, to i tak franki były tańsze. [...] Teraz same banki lubią się chwalić, że apelowały o zakaz udzielania tych kredytów, ale jednocześnie same w tym czasie je udzielały - tłumaczył ówczesną sytuację Kasprzak.
Oprac. JM


























































