REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Demograficzna katastrofa to nie tylko mniejsza populacja. To zmiana struktury społeczeństwa

Krzysztof Kolany2026-04-28 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2026-04-28 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Świeże prognozy demograficzne Eurostatu ożywiły temat demograficznej katastrofy, do której zmierza Polska i prawie cała Europa. Jednakże, zamiast koncentrować się na kwestii depopulacji Starego Kontynentu powinniśmy dostrzegać także inne konsekwencje.

Demograficzna katastrofa to nie tylko mniejsza populacja. To zmiana struktury społeczeństwa
Demograficzna katastrofa to nie tylko mniejsza populacja. To zmiana struktury społeczeństwa
fot. Michał Kość / / FORUM

„Wyludnione regiony i puste kołyski. Czarny scenariusz dla Polski” – pod takim tytułem mogli Państwo przeczytać depesze o najnowszych prognozach demograficznych Eurostatu.

- Zgodnie z prognozą demograficzną Eurostatu, liczba ludności Polski będzie systematycznie i drastycznie spadać w nadchodzących dekadach. W 2075 roku populacja Polski będzie liczyła 28,445 mln osób. W 2050 będzie to 32,946 mln. Według wyliczeń Eurostatu, w 2030 roku liczba ludności Polski spadnie poniżej 37 mln i wyniesie 36,731 mln osób. W 2040 w Polsce będzie mieszkało 34,660 mln osób – napisano. Ponadto Polska znalazła się w gronie krajów z najniższym współczynnikiem dzietności w Unii Europejskiej i gdzie katastrofa demograficzna następuje w jeszcze szybszym tempie, niż to miało (i nadal ma) miejsce w krajach Europy Zachodniej.

Spokojnie, to tylko ekstrapolacja? No nie do końca…

Warto wiedzieć, w jaki sposób w ogóle powstają tego typu prognozy. Zasadniczo polegają one na ekstrapolacji trendów widocznych w latach poprzednich. Bazując na bieżącej liczbie ludności i dotychczasowej ewolucji współczynników dzietności i śmiertelności obliczamy hipotetyczną liczbę urodzeń i zgonów w następnych latach i dekadach. Przy czym milcząco zakładamy, że dzietność nadal będzie maleć w dotychczasowym tempie (lub w najlepszym razie pozostanie bez zmian), a średnia długość życia nadal będzie się wydłużać.

W rzeczywistości są to założenie, które nigdy dokładnie się nie sprawdzą. Tj. przyszła dzietność i śmiertelność niemal z pewnością będą inne od założonych. Ale nie wiemy, czy będą wyższe, czy niższe. Dlatego też uważam, że w ogóle nie warto przywiązywać się do projekcji wykraczających poza najbliższe 20-30 lat. Prognozowanie czegokolwiek na rok 2100 czy 2200 jest tylko i wyłącznie intelektualną zabawą i nie ma jakichkolwiek zastosowań praktycznych. Już nawet nie chodzi o to, że zapewne nikt z czytających ten tekst tego nie dożyje. Po prostu „po drodze” zdarzy się tyle rzeczy, że z obecnych prognoz będzie się można tylko śmiać.

Wakacje na giełdzie
Bankier.pl na podstawie Eurostatu

Z drugiej strony uważam, że trendów demograficznych nie należy lekceważyć. Historia ostatnich stu lat uczy nas, że jest niezmiernie trudno jest zawrócić raz rozpoczęte trendy. Po II wojnie światowej w żadnym kraju Europy nie udało się odwrócić tendencji malejącej dzietności. Na tym polu Polska z współczynnikiem dzietności rzędu 1,14 plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Co więcej, i tak bardzo niska dzietność w ostatnich kilku latach spada dramatycznie szybko. Szybciej niż zakładały to nawet najbardziej pesymistyczne prognozy z roku 2015 czy 2020. Jeśli nic się pod tym względem nie zmieni, to za 30-40 lat sytuacja demograficzna naszego kraju będzie wyglądała gorzej, niż to sobie ktokolwiek dziś wyobraża.

Cztery oczywiste skutki, których nie widać na pierwszy rzut oka

W tym miejscu pozwolę sobie na ryzykowną i niepopularną tezę: dla naszego dobrobytu jest w zasadzie bez znaczenia to, czy Polskę będzie zamieszkiwać 35 mln czy 25 mln ludzi. Gospodarka się do tego dostosuje, a niższa liczba ludności ma też swoje pozytywne konsekwencje. Owszem, polska gospodarka jako całość może się skurczyć, ale PKB per capita już niekoniecznie. Za to kluczowe jest to, kto będzie zamieszkiwał nasz kraj.

Po pierwsze, efektem zapaści demograficznej (rozumianej jako gwałtowny spadek liczby urodzeń) jest przyspieszający proces starzenia się społeczeństwa. O ile w 2025 roku w Polsce było ponad 7,7 mln ludzi mających 65 lat i więcej, tak według projekcji Eurostatu w roku 2030 ma być ich prawie 8,17 mln, w 2040 8,62 mln, a w 2050 – 9,76 mln. Równocześnie liczba ludności w wieku 20-64 lat (czyli mniej więcej w wieku produkcyjnym) spadnie z obecnych 22 mln do 20,74 mln w roku 2040 oraz 18,06 mln w 2050.

Bankier.pl na podstawie Eurostatu

Będzie zatem coraz mniej pracujących – czyli ludzi generujących dobrobyt, płacących podatki i mogących posiadać dzieci – i coraz więcej starców będących na utrzymaniu ludzi aktywnych zawodowo (poprzez ZUS i NFZ). Tu nie chodzi tylko o konsekwencje dla permanentnie deficytowego systemu zusowskiego, ale też wydolności państwowego sektora medycznego oraz obciążenia ludzi pracujących opieką nad osobami starszymi. Na skutek dzietności znacząco niższej od 2,1 nierzadko będzie tak, że jedna osoba w sile wieku będzie się musiała zająć np. dwójką zniedołężniałych rodziców.

Po drugie, preferencje życiowe i wyborcze 70- czy 80-latków są z reguły całkowicie odmienne od potrzeb i wymagań 20- czy 30-latków. A że tych ostatnich będzie coraz mniej, to podatki, transfery socjalne, przepisy, regulacje etc. będą coraz bardziej faworyzowały starych kosztem młodych. Zresztą widzimy to już od ponad 10 lat. Oznaczać to będzie coraz niższy wzrost produktywności gospodarki, prawdopodobnie większą emigrację najbardziej dynamicznych jednostek i coraz większą represję i kontrolę ze strony organów państwa (bo przecież „bezpieczeństwo jest najważniejsze”).

Po trzecie, wraz ze starzeniem się społeczeństw postępować będzie jego feminizacja. We współczesnym świecie kobiety żyją zdecydowanie dłużej niż mężczyźni i to one stanowią wyraźną większość w kohortach wiekowych 60+. Zatem w warunkach istnienia demokratycznych wyborów postępować będzie dyskryminacja mężczyzn i nasilony zostanie transfer dochodu od panów do pań. Prawo, podatki  i zasiłki siłą rzeczy będą faworyzować kobiety, co zresztą już teraz ma miejsce.

Nie jest mi też znany system polityczny czy ekonomiczny, w którym władza uzależniona od decyzji i poglądów starszych pań skutkowałaby wzrostem innowacyjności, skali podejmowanego ryzyka, zakresu wolności osobistej i dynamicznego wzrostu gospodarczego. W tych wszystkich parametrach jako kraj i jako naród będziemy sukcesywnie spychani w dół drabiny przez społeczeństwa młodsze i bardziej skore do ryzyka. Będzie to nakręcać sprężenie zwrotne, w którym zwłaszcza młodzi mężczyźni będą mieli coraz niższą stawkę w tej grze. I zapewne będą z niej masowo rezygnować w ten czy inny sposób.

I wreszcie po czwarte, projekcje Eurostatu oparte zostały o pewne założenia dotyczące imigracji. Jej utrzymanie stanowi scenariusz bazowy. Ale unijny statystycy pokazali też wyniki uzyskane przy założeniu zerowej imigracji do krajów UE. W takim układzie do roku 2050 ludność Polski maleje do 32,16 mln wobec 32,946 mln w scenariuszu bazowym. A w roku 2100 ma nas być już tylko 19 mln. Oznacza to przepołowienie liczby ludności za życia trzech pokoleń. Rzecz jasna, jeśli ktoś nas wcześniej nie podbije i nie wyrżnie w pień z powodu braku ludzi zdolnych (i chętnych) do obrony ojczyzny.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Nowy budżet UE podzielił Europę. O co spierają się Berlin i Paryż?
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (99)

dodaj komentarz
suikoden_86
Dopóki mieszkania w miastach będą na wynajem krótkoterminowy, funduszy i zamożnych obcokrajowców, a nie zwykłych Kowalskich, to oczywiste jest, że populacja będzie spadać.
gornet
i co nam dała ta unia poza ukraińcami i kolorowymi skoro przed wejściem w latach 80 było najwięcej urodzeń
caesar_m
Katastrofą nie jest demografia rozumiana jako wyludnianie Polski : Australię zamieszkuje 28mln ludzi a Kanadę 38 mln. Katastrofą jest to że coraz więcej ludzi w Polsce zamiast efektywnie pracować przeszkadza tym coraz bardziej nielicznym którzy coś pożytecznego robią . Wśród lekarzy ponad 30% to pracujący emeryci ale mamy 4 razy Katastrofą nie jest demografia rozumiana jako wyludnianie Polski : Australię zamieszkuje 28mln ludzi a Kanadę 38 mln. Katastrofą jest to że coraz więcej ludzi w Polsce zamiast efektywnie pracować przeszkadza tym coraz bardziej nielicznym którzy coś pożytecznego robią . Wśród lekarzy ponad 30% to pracujący emeryci ale mamy 4 razy więcej sędziów na obywatela jak zbiurokratyzowane Niemcy a w Łodzi jest więcej radnych jak w Nowym Jorku, (P)Osłowie uchwalają tysiące stron uchwał rocznie, dziś w sektorze administracji zarobki są o 20% wyższe niż w firmach produkcyjnych i usługowych a papierologia stanowi dużo powyżej 50% wielu inwestycji. Prestiż zawodu inżyniera sięgnął dna bo zarobki i pozycja w firmach plasują go tylko trochę wyżej sprzątaczy (chyba że ma tzw uprawnienia do przystawiania pieczątki)... I kiedy system się załamie pod swoim własnym ciężarem będzie za późno bo korpoludziki do końca będą mieć władzę i do końca nie zrozumieją że sami sobie gotują żałosny koniec.
samsza
Statystyki nie potwierdzają, jakoby w Polsce było 4 razy więcej sędziów na obywatela niż w Niemczech. Dane wskazują, że oba kraje mają zbliżoną liczbę sędziów zawodowych w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców.
Według raportów Europejskiej Komisji na rzecz Skuteczności Wymiaru Sprawiedliwości (CEPEJ) oraz analiz portalu Demagog:
Statystyki nie potwierdzają, jakoby w Polsce było 4 razy więcej sędziów na obywatela niż w Niemczech. Dane wskazują, że oba kraje mają zbliżoną liczbę sędziów zawodowych w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców.
Według raportów Europejskiej Komisji na rzecz Skuteczności Wymiaru Sprawiedliwości (CEPEJ) oraz analiz portalu Demagog: Polska: Na 100 tysięcy mieszkańców przypada około 26 sędziów zawodowych. Niemcy: Na 100 tysięcy mieszkańców przypada około 24–25 sędziów zawodowych.
Skąd może brać się mit o "4 razy większej liczbie"?
Przekonanie to wynika najprawdopodobniej z błędnego porównywania Polski do krajów o systemie common law lub innych krajów zachodnich, gdzie statystyki są drastycznie niższe:
Francja: ok. 10 sędziów na 100 tys. mieszkańców.
Wielka Brytania (Anglia i Walia): ok. 3 sędziów na 100 tys. mieszkańców (wynika to ze specyfiki systemu, w którym ogromną liczbę spraw karnych rozstrzygają sędziowie niezawodowi, tzw. sędziowie pokoju).

Zatem w porównaniu do Niemiec Polska ma niemal taki sam wskaźnik nasycenia kadrami sędziowskimi, a nie kilkukrotnie wyższy.
pilot_programista
Ciekaw czy jak do 2050 ubędzie ponad 4 mln Polaków to nadal będzie brakować 2 mln mieszkań?
trpaslik
Strukturę społeczeństwa wg płci zmienia również imigracja z Ukrainy, znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. Pryz naciskach obecnie rządzących, żeby zrównać w prawach, w tym wyborczych, Ukraińców mieszkających w Polsce może to dać zaskakujące efekty. Ukrainki nabywają również praw wyborczych, uzyskując Strukturę społeczeństwa wg płci zmienia również imigracja z Ukrainy, znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. Pryz naciskach obecnie rządzących, żeby zrównać w prawach, w tym wyborczych, Ukraińców mieszkających w Polsce może to dać zaskakujące efekty. Ukrainki nabywają również praw wyborczych, uzyskując obywatelstwo.
pozhoga
A teraz bardzo niedobra prawda: jest tylko jeden czynnik statystycznie istotnie związany z dzietnością w danej populacji - RELIGIJNOŚĆ. Cała reszta o braku mieszkań, stabilnej pracy, dostępie do ,,służby” zdrowia itd itp to bajania.
pilot_programista
myślę że mimo wszystko byłoby trudno skonwertować Polaków na islam
tomkooo
religijnosc to jest tylko srodek to powiedzenia kobiecie, zeby siedziala w domu i wychowywala dzieci. w izraelu poradzili sobie inaczej, albo kobieta idzie do wojska i na front, albo robi i wychowuje dzieci
jas2
"Wraz ze starzeniem się społeczeństw postępować będzie jego feminizacja. We współczesnym świecie kobiety żyją zdecydowanie dłużej niż mężczyźni i to one stanowią wyraźną większość w kohortach wiekowych 60+. Zatem w warunkach istnienia demokratycznych wyborów postępować będzie dyskryminacja mężczyzn i nasilony zostanie transfer "Wraz ze starzeniem się społeczeństw postępować będzie jego feminizacja. We współczesnym świecie kobiety żyją zdecydowanie dłużej niż mężczyźni i to one stanowią wyraźną większość w kohortach wiekowych 60+. Zatem w warunkach istnienia demokratycznych wyborów postępować będzie dyskryminacja mężczyzn i nasilony zostanie transfer dochodu od panów do pań. Prawo, podatki i zasiłki siłą rzeczy będą faworyzować kobiety.

Nie jest znany system polityczny czy ekonomiczny, w którym władza uzależniona od decyzji i poglądów starszych pań skutkowałaby wzrostem innowacyjności, skali podejmowanego ryzyka, zakresu wolności osobistej i dynamicznego wzrostu gospodarczego."

Powiązane: Demografia

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki