Z demografią w Polsce jest źle nie od wczoraj. Jednak najnowsze dane GUS są gorsze od najsłabszych prognoz. W listopadzie 2025 roku urodziło się w Polsce zaledwie 17 tys. dzieci, a skumulowana liczba urodzeń za ostatnie 12 miesięcy to 238,7 tys. - i po raz pierwszy spadła poniżej 240 tys. Wyprzedziliśmy tym samym prognozy GUS o kilka lat, ale nie ma się tu z czego cieszyć.


GUS-owska "Prognoza ludności na lata 2023-2060" w tzw. niskim scenariuszu zakładała, że w 2031 roku liczba urodzeń w Polsce wyniesie 236,8 tys. dzieci. Tymczasem ten scenariusz realizuje się już teraz. W listopadzie 2025 roku urodziło się w Polsce zaledwie 17 tys. dzieci, a skumulowana liczba urodzeń za ostatnie 12 miesięcy (grudzień '24-listopad '25) to 238,7 tys.
Listopad przyniósł najniższą w „historii pomiarów” miesięczną liczbę urodzeń – na świat przyszło zaledwie 17 tys. dzieci.
— Marek Sobolewski (@Marek39556099) January 27, 2026
Liczba urodzeń z 12 mies. spadła poniżej 240 tys –
także pierwszy raz w historii.
Według najniższych prognoz GUS sprzed 2 lat
tyle miało być urodzeń w 2031 r. pic.twitter.com/O368xfSxt3
Zgodnie z prognozami GUS, populacja Polski spadnie z obecnych ponad 37 milionów do około 36,6 mln w 2030 roku, 35,3 mln w 2040 roku, a w dalszej perspektywie nawet do 33 mln. Natomiast "Symulacja liczby ludności do 2060 r. – opracowanie eksperymentalne" wskazuje, że przy skrajnie niskiej dzietności populacja może zmniejszyć się jeszcze bardziej, nawet do 28,4 mln, co oznaczałoby zmniejszenie o 24,3 proc. w stosunku do liczby ludności w 2024 roku I ten scenariusz staje się coraz bardziej prawdopodobny.
MF: wyniki prognozy demograficznej co najmniej niepokojące
Z kolei z najnowszej prognozy Ministerstwa Finansów przygotowanej dla ZUS wynika, że do 2080 roku populacja Polski skurczy się aż o 10 milionów osób, spadając do poziomu 27,2 mln.
Procesy demograficzne, poprzez swój silny, bezpośredni wpływ na liczby emerytów i ubezpieczonych, oddziałują istotnie na sytuację finansową funduszu emerytalnego. Wyniki prognozy demograficznej należy w tym kontekście uznać za co najmniej niepokojące - zaznaczono.
ZUS natomiast odbija piłeczkę i zapewnia, że "mimo niekorzystnych zmian demograficznych polski system emerytalny zachowa stabilność aż do 2080 roku". Jak dodano, największym wyzwaniem będzie rok 2060, kiedy liczba emerytów w Polsce sięgnie rekordowych 10,6 mln osób.
"Jeśli spojrzymy na wydolność systemu w perspektywie 50 lat, to on się bilansuje. Spadek wydolności w obecnej dekadzie wynika m.in. z przejścia na emerytury osób z wyżu powojennego, a poprawa wydolności w latach trzydziestych będzie wynikała z przechodzenia na emerytury osób z niżu demograficznego lat sześćdziesiątych XX wieku. W następnych dekadach wydolność będzie rosła z uwagi na przechodzenie na emerytury osób z niżu demograficznego przełomu XX i XXI wieku oraz wymieranie osób z wyżu demograficznego lat osiemdziesiątych XX wieku. Na wydolność systemu wpływa też przejście z systemu zdefiniowanego świadczenia na system zdefiniowanej składki" - oceniał w połowie ubiegłego roku prezes ZUS Zbigniew Derdziuk.
Wskaźnik dzietności w Polsce na najniższym poziomie w historii badań
W 2024 r. wskaźnik dzietności TFR (Total Fertility Rate) dla całego kraju wyniósł 1,099. To najniższy poziom w historii tych badań. Jeszcze bardziej ponury obraz wyłania się ze szczegółowych danych GUS. W 90 z 380 powiatów, wliczając miasta na prawach powiatu, wskaźnik dzietności wynosi już poniżej 1. Najgorzej jest w Sopocie, gdzie TFR to zaledwie 0,57 - mniej niż w Korei Południowej, zajmującej pod tym względem ostatnie miejsce wśród państw OECD - podawał niedawno "Puls Biznesu".
Zdaniem wiceprzewodniczącej Rządowej Rady Ludnościowej prof. Elżbiety Gołaty, na niską dzietność wpływa m.in. brak poczucia bezpieczeństwa oraz niepewności na rynku pracy, jednak ważne są także inne przyczyny np. stan zdrowia, opieka nad kobietą w ciąży i połogu, diagnostyka i leczenie niepłodności, stan zdrowia psychicznego młodzieży oraz wpływ prawa aborcyjnego. Natomiast z raportu "Potrzeby i aspiracje mieszkaniowe Polaków" wynika m.in., że brak stabilnego mieszkania wpływa na wybory życiowe związane z posiadaniem dzieci.
Imigranci nas uratują?
Zdaniem Marcina Piątkowskiego, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, Polsce będzie bardzo trudno podwyższyć wskaźnik dzietności. "Praktycznie nikomu wśród krajów rozwiniętych się to nie udaje. Uważam więc, że kluczowym wyjściem dla Polski jest to, żeby mieć przejrzystą politykę imigracyjną" - zaznaczył ekonomista.
I tu dochodzimy do kolejnego problemu. Zdaniem ekonomistów PKO BP, "migracja może łagodzić braki związane z rosnącą luką demograficzną w Polsce, jednak żaden z realistycznych scenariuszy migracyjnych nie jest na tyle wysoki, aby umożliwić utrzymanie podaży pracy na bieżącym poziomie. Nasze symulacje wskazują, że aby to osiągnąć, na przestrzeni dekady do Polski musiałoby napłynąć (w ujęciu netto) blisko 1 mln migrantów, a w horyzoncie dwóch dekad łącznie ponad 2,3 mln migrantów".
Demograficzne tsunami nadciąga nad rynek mieszkań. Kto zyska, a kto straci?
W kolejnych kilkunastu latach dynamicznie zmieniająca się struktura demograficzna społeczeństwa w największym stopniu będzie kształtować polski rynek mieszkaniowy. Przyglądamy się temu, co może się wydarzyć.
EBOR: starsi wyborcy coraz częściej kształtują priorytety polityczne
"Mniejsza liczba urodzeń, większa liczba emerytów i mniej pracowników, którzy musieliby ponosić obciążenia fiskalne związane z emeryturami i opieką zdrowotną, wywołały ostrzeżenia przed ekonomicznymi konsekwencjami starzenia się społeczeństwa" - pisze w przedmowie raportu "The Brave Old World" ("Stary wspaniały świat") Beata Javorcik, Główna ekonomistka EBOR.
Z drugiej strony, niektórzy twierdzą, że sztuczna inteligencja (AI) i roboty wkrótce przejmą niemal wszystkie istotne gospodarczo działania, co sprawi, że obawy demograficzne staną się nieistotne. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Nowe technologie są obiecujące, ale nie zrekompensują w pełni kurczącej się siły roboczej. Presja demograficzna jest silna, a jej skutki będą miały ogromny wpływ na wzrost gospodarczy i poziom życia, jeśli nie zostaną rozwiązane za pomocą inteligentnych i proaktywnych polityk - dodaje Javorcik.
"Wraz ze starzeniem się społeczeństw, starzeją się również elektoraty i przywódcy polityczni. Starsi wyborcy, z wyższą frekwencją wyborczą, coraz częściej kształtują priorytety polityczne, często faworyzując opiekę zdrowotną, emerytury, a w niektórych kontekstach również wydatki na wojsko, jednocześnie wykazując mniejsze poparcie dla imigracji, edukacji i podejmowania ryzyka w pogoni za wzrostem gospodarczym" - wskazano.
Oprac. JM























































