Po ataku na linię 4,40 zł kurs euro wycofał się na z góry upatrzone pozycje. Złoty pozostaje słaby, do czego przyczynia się droga ropa naftowa, postawa Rady Polityki Pieniężnej oraz decyzje podejmowane w najważniejszych bankach centralnych świata.


Podczas czwartkowej sesji kurs euro ustanowił 2,5-letnie maksimum na poziomie 4,40 zł. Atak na ten ważny techniczny opór został jednak łatwo odparty i notowania euro szybko obniżyły się w pobliże 4,37 zł. W piątek o poranku wspólnotowa waluta była kwotowana po 4,3798 zł.
W ten sposób zmaterializował się scenariusz, na który analiza techniczna wskazywała od początku lipca. Tj. po wybiciu się górą z wiosennej konsolidacji (4,22-4,31 zł) teoria AT zapowiadała ruch do 4,40 zł. Tam też znajdował się najbliższy opór wyznaczany przez lokalne szczyty z jesieni 2024 r.
ReklamaZobacz także
- Jeśli Brent nie ustanowi nowych wrześniowych szczytów powyżej 110 USD/b, oczekujemy stabilizacji EURPLN w pobliżu 4,38 oraz USDPLN w przedziale 3,84–3,86 – prognozują analitycy PKO BP. Szanse na złagodzenie napięć na rynkach paliwowych dają ostatnie doniesienia z cieśniny Ormuz, gdzie US Navy wzięła się za eskortowanie tankowców, co w środę miało zaowocować największym ruchem od lipca.
Fundamentalnie obciążeniem dla złotego pozostaje sytuacja na rynku stopy procentowej. Najwyższe od blisko 20 lat rentowności obligacji skarbowych USA zachęcają do lokowania kapitału za Atlantykiem, co szkodzi walutom z rynków wschodzących. Dodatkowo w przypadku Polski mamy do czynienia z uparcie „gołębim” nastawieniem większości członków Rady Polityki Pieniężnej. Utrzymywanie niskich stóp procentowych w NBP w sytuacji, gdy EBC ma za sobą już dwie podwyżki a Fed jedną (i kolejną w drodze) zmniejsza atrakcyjność złotego jako lokaty kapitału dla inwestorów zagranicznych.

Pewną ulgą jest za to zatrzymanie aprecjacji dolara. Kurs EUR/USD po dotarciu do najniższych poziomów od końcówki lipca zatrzymał się tuż poniżej 1,14 USD. Na krajowym rynku oznaczało to dolara po 3,8448 zł. Dzień wcześniej „zielony” kosztował ponad 3,86 zł i był najdroższy od kwietnia 2025 roku.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,6360 zł, a więc aż o 1,8 grosza niżej niż dzień wcześniej. Helwecka waluta radzi sobie kiepsko już od dwóch miesięcy, co wyraźnie spodobało się bankierom centralnym ze Szwajcarii.
Tymczasem funt brytyjski kosztował 5,0865 zł po tym, jak w czwartek za szterlinga płacono nawet 5,1168 zł – czyli najwięcej od połowy lipca.
KK

























































