Stocznia przejmowana za długi
Autor tych szokujących informacji powołuje się na prezesa Stoczni Gdańsk Andrzeja Jaworskiego, który zapowiadał, że do końca roku kontrolę nad Stocznią (pakiet 75 proc. akcji) przejmie ukraiński koncern Związek Przemysłowy Donbasu. Skarb Państwa nic na tej prywatyzacji nie zyska, bo Donbas obejmie nową emisję akcji. „Donbas zamierza objąć 75 proc. akcji za 100 mln zł zamiast deklarowanych 400 mln zł, a różnicę ma wpłacić do końca 2008 r.”– czytamy dalej.
– Biorąc pod uwagę zadłużenie Stoczni Gdańsk wobec Huty Częstochowa, Donbas może przejąć kolebkę „Solidarności” za długi wobec tej huty, dostarczającej blachy okrętowe – cytuje Sieńko jednego z dyrektorów Ministerstwa Gospodarki. – W grudniu 2006 r. Donbas objął w drodze podwyższenia kapitału 5 proc. akcji Stoczni Gdańsk – wyjaśnia Paweł Kozyra z MSP. Jak czytamy dalej w tekście całość odbyła się bez procedury przetargowej, dzięki czemu Donbas stał się jednym z akcjonariuszy stoczni.
Teraz to również on decyduje o prywatyzacji tego przedsiębiorstwa. W tym samym czasie w Moskwie trwają przygotowania do fuzji ukraińskiego Donbasu z rosyjskim koncernem Gazmetall. 17 lutego br. Donbas i Gazmetall podpisały list intencyjny w sprawie fuzji. „Rosjanie od lat próbowali wejść na polski rynek. W 2005 r. byli nawet bliscy przejęcia metalurgicznego kombinatu południowej Polski – Walcowni Rur Jedność (poprzez szwajcarską spółkę LebGok Trading AG, której właścicielem był Gazmetall).
Ostatecznie do przejęcia nie doszło. Za to Donbas w tym samym roku przejął Hutę Częstochowa wraz z 12 spółkami zależnymi. Był też zainteresowany Polskimi Hutami Stali, sprzedanymi wcześniej koncernowi Mittal Steel oraz polskim rynkiem koksu i węgla” – informuje Sieńko.
Gazmetall wchłania Donbas i polskie stocznie
Jak powiedział jeden z pracowników Agencji Rozwoju Przemysłu, Donbas miał kupić także bez zachowania jakiejkolwiek procedury majątek Stoczni Gdynia, w postaci akcji Stoczni Gdańsk. Transakcja podobno wynosiła 13,5 mln zł, tymczasem do Gdyni trafiło jedynie 8 mln zł. Resztę potrącono na poczet długu wobec Huty Częstochowa. Obecnie Donbas ma już około 18 proc. akcji Stoczni Gdańsk. „Przy czym nabycie tych akcji odbyło się z całkowitym pominięciem przepisów ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji” – wyjaśnia urzędnik, na którego powołuje się Sieńko w swoim tekście.
Według autora oznacza to, że „po fuzji, a raczej wchłonięciu Donbasu przez Gazmetall, w ręce rosyjskie trafią strategiczne polskie spółki: Huta Częstochowa plus spółki zależne, Centrostal (już przejęty przez Donbas) oraz stocznie Gdańsk i Gdynia, czyli duża część polskiego rynku produkcyjnego wyrobów hutniczych i rynek przemysłu okrętowego (2 z 3 stoczni), który na świecie przeżywa rozkwit”. Według dziennikarza całość operacji nie będzie trudna, bo większość kierownictwa Donbasu uzyskała majątki dzięki udziałowi w przedsięwzięciach związanych z handlem rosyjskim gazem na Ukrainie.
Tak przynajmniej twierdzi analityk ABW, na którego się powołuje. „Stworzenie takiej zależności przyczyni się do bezproblemowego przejęcia Donbasu przez Gazmetall” – powiedział analityk. Konstanty Litwinow, prezes ISD, zapewnia, że po połączeniu Donbasu z Gazmetallem, zakłady: Stocznia Gdańsk i Huta Częstochowa, nie staną się własnością rosyjskiego koncernu. „Rozmawiamy o współpracy. Obecne władze ZPD zachowają pakiet kontrolny oraz zarządzanie operacyjne korporacją, a firma pozostanie w rękach ukraińskich” – cytuje Sieńko prezesa ISD.
Interesy rosyjskiej mafii
Według dziennikarza mimo tych zapewnień ukraińskie media od lutego informowały już o rozmowach toczących się między Donbasem a Gazmetallem. Miały one dotyczyć oczywiście przejęcia ukraińskiego koncernu przez rosyjski holding metalurgiczny. Autor w tym miejscu wyjaśnia, jakie są powiązania Gazmetallu, który miałby się stać w przyszłości właścicielem Stoczni Gdańsk i Huty Częstochowa. „50 proc. udziałów w Gazmetallu ma Aliszer Usmanow – rosyjski oligarcha (majątek szacowany na 3 mld dolarów), wcześniej skazany na karę więzienia za gwałt i wymuszenia (odsiedział 6 lat).
Dziś uznawany za pomost między Sołncewem a Kremlem, kieruje jednym z funduszy inwestycyjnych należących do Gazpromu i jest prezesem Gazprominvestu (spółki córki Gazpromu)” – pisze Sieńko. Jak twierdzi cytowany w artykule oficer kontrwywiadu ABW – Sołncewo – to podmoskiewskie przedmieście, gdzie powstała jedna z najsilniejszych zorganizowanych grup przestępczych współczesnej Rosji tzw. Sołncewska Brać. Według agenta jej powstanie zostało zainicjowane przez rosyjskie służby specjalne.
„Do dziś, ludzie tej grupy pracują na zlecenie służb specjalnych i pod ich parasolem ochronnym, także prowadząc działalność gospodarczą na całym świecie, ostatnio bardzo intensywnie w Europie Środkowej i Wschodniej” – cytuje agenta ABW Piotr Sieńko. Z tekstu wynika też, że bliskim przyjacielem Usmanowa jest Siergiej Michajłow, ps. Michaś, który jest jednym z założycieli i szefów „Sołncewskiej Braci”. „Drugi z szefów mafii to Siemion Mogilewicz – poszukiwany listem gończym przez FBI potentat dostaw gazu i ropy na rynku europejskim.
Trzeci, o ps. Japończyk, siedzi w amerykańskim więzieniu” – czytamy. Według Sieńki to dzięki Michasiowi w 1995 r. Usmanow został wiceprezesem Mapo-Banku, rosyjskiej instytucji finansowej, która miała powstać wyłącznie po to, by wyprać pieniądze zgromadzone na nielegalnych operacjach finansowych. „W 1999 r. szefem kontrolowanej przez Usmanowa spółki Middlesex Holdings w Wielkiej Brytanii został b. szef brytyjskiego MSZ lord Dawid Owen.
Gdy zorientował się, jakie są powiązania jego pryncypała, odszedł i publicznie przeprosił za to swoiste faux pas. Gdy te informacje pojawiły się na wyspach brytyjskich, Craig Murray, były ambasador Wielkiej Brytanii w Uzbekistanie, ujawnił, że Usmanow jest zamieszany w nielegalne interesy, w tym także narkotykowe” – pisze dziennikarz.
Czy będzie komisja śledcza?
Proceder przejęcia przez Gazmetall Donbasu, właściciela Huty Częstochowa i jej spółek zależnych, jest według Sieńki częścią strategii rosyjskich koncernów metalurgicznych, polegającej na wzmacnianiu ich pozycji poprzez zakup aktywów w Europie i USA. „W naszym regionie ich celem są małe przedsiębiorstwa, stanowiące nowe kanały dystrybucji i uniezależniające rosyjskich producentów od ceł. Dzięki takim zakupom Rosjanie mogą kontrolować wybrane segmenty rynku UE. Koncerny metalurgiczne z Rosji chcą inwestować w Europie Środkowej, bo nie są jeszcze gotowe do konkurowania z międzynarodowymi inwestorami z rynku chińskiego” – czytamy w artykule.
Autor wspomina, że były minister skarbu, Wojciech Jasiński, jeszcze przed odejściem miał złożyć zawiadomienie do CBA w sprawie niekorzystnego dla Skarbu Państwa sposobu sprzedaży Stoczni Gdańsk. Sieńko zwraca uwagę, że w tej sprawie minister pozyskał wsparcie popieranego przez PiS prezesa ARP Pawła Brzezickiego, który co prawda do niedawna zarzekał się, że kolebka „Solidarności” pozostanie w polskich rękach, a jednocześnie prowadził rozmowy z prezesem ISD Polska (spółki-córki Donbasu) Konstantym Litwinowem.
W tekście podkreślono, że niezrozumiałe jest-czemu nie złożono zawiadomienia prawie rok temu, gdy w Donbas podobnie niekorzystnie dla Skarbu Państwa obejmował 5 proc. akcji Stoczni Gdańsk. Jednak wówczas rządził PiS, według Sieńki teraz możliwa jest nawet komisja śledcza w tej sprawie. Wcześniej, bowiem MSP odcinało się od odpowiedzialności za prywatyzację polskich stoczni. „Wszystkie decyzje dotyczące prywatyzacji stoczni podejmują właściciele ich akcji, czyli w tym przypadku m.in. Agencja Rozwoju Przemysłu” – cytuje Pawła Kozyrę, rzecznika Ministerstwa Sieńko.
Również Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańsk i polityk PiS nie boi się kontroli, bo według niego wszystko odbywało się zgodnie z prawem. A może odchodzący politycy PiS próbują się oczyścić i szukają kozła ofiarnego na wypadek, gdyby CBA wszczęło śledztwo?” –pyta w swoim tekście Sieńko.
Według niego daleko szukać nie muszą. Jedyną osobą, która dziś nie ma wątpliwości co do sposobu prywatyzacji Stoczni Gdańsk jest właśnie jej prezes Andrzej Jaworski. Startował w wyborach parlamentarnych z listy PiS, ale nie wszedł do Sejmu tej kadencji. – Wkrótce się tego dowiemy, bo nowy rząd, na czele którego stoi premier wychowany na gdańskim podwórku, tuż przy stoczni, z pewnością przyjrzy się całej sprawie – dodaje autor.
Opracowała Julia Potulicka



























































