- Problemem jest to, czy unia bankowa wytworzy europejskie banki, czy też pozostaną – tak jak teraz – narodowymi bankami prowadzącymi międzynarodowe operacje. Wiele państw traktuje swoje banki jak „narodowych czempionów" - mówi prof. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego podczas konferencji "Strefa euro na nowo: perspektywa Europy Środkowej", zorganizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.


- Zakładam, że kraje z naszego regionu mają wynikające z doświadczenia prawo, by o tym mówić. Działamy w warunkach unii bankowej, ponieważ większość naszych banków - mniej w Polsce, więcej w innych krajach - to banki międzynarodowe, z naszej perspektywy. Polski premier czy minister finansów nie może wezwać prezesa jednego z naszych banków i polecić mu udzielenia kredytu upadającej kopalni. A przynajmniej ta osoba zapytałaby, czy istnieje plan rewitalizacyjny i kto nim zarządza, co jest bardzo trudne w sektorze prywatnym. Nie mówię o teorii, przywołuję fakty. Jestem w codziennym kontakcie z naszymi bankami komercyjnymi - mówi.
- Pojawiła się idea europejskiego rynku kapitałowego jako suplementu albo substytutu unii bankowej. Główną ideą unii rynków kapitałowych jest to, jak sprawić, aby oszczędzający – kraje posiadające nadwyżki oszczędności – transferowały te środki do krajów, w których pojawia się deficyt oszczędności. Na pierwszy rzut oka brzmi to całkiem neutralnie, więc niektóre kraje – jak Wielka Brytania – które co do zasady są przeciwne pogłębianiu unii, pracują nad tym.
- Problemem jest to, że aby zbudować prawdziwie efektywną unię rynków kapitałowych, potrzeba wielu zmian prawnych i instytucjonalnych i to bardzo głębokich. Należy np. wejść głęboko w system podatkowy. Gdy bliżej przyjrzymy się kwestii unii rynków kapitałowych, wówczas okazuje się, że ma ona potencjał być również politycznie sporna. Należy nie tylko koordynować, ale i zharmonizować niektóre zasady, połączyć albo oddać część suwerenności - mówi Belka.



























































