REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Chińczyki, Izera i zwykłe bujdy z Internetu. Cała prawda o polskim rynku aut elektrycznych

Michał Niewiadomski2026-07-13 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2026-07-13 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

W tych krajach zachodnich, gdzie nie było subsydiowania paliw, zainteresowanie samochodami elektrycznymi, szczególnie używanymi, znacząco wzrosło. W Polsce zainteresowanie oczywiście rośnie, ale dynamika byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie mrożenie cen paliw – mówi Bartłomiej Derski, dziennikarz portalu wysokienapiecie.pl i ekspert motoryzacyjny. 

Chińczyki, Izera i zwykłe bujdy z Internetu. Cała prawda o polskim rynku aut elektrycznych
Chińczyki, Izera i zwykłe bujdy z Internetu. Cała prawda o polskim rynku aut elektrycznych
fot. Summit Art Creations / / Shutterstock

Inflacja wyhamowała, a rząd zakończył program CPN. Ale mieliśmy to swoiste starcie dwóch żywiołów – jak nie wywołać gwałtownego wzrostu cen, a z drugiej strony zachęcić obywateli, by ograniczyli zużycie paliw. Czy cele CPN zostały osiągnięte?

Cele polityczne na pewno udało się osiągnąć. Jeśli chodzi o cele ekonomiczne, to inflację trzymamy w ryzach. Warto pamiętać, że sami za to wszystko płacimy, miesięczny koszt programu wynosił około 1,5 mld zł.

Organizacje zielonych słusznie podnoszą, że lekką ręką państwo wydało 5 mld zł przez trzy miesiące i nadal mamy status quo, a na program dopłat do elektryków wydano raptem 1 mld zł i jeszcze ten budżet został ograniczony.

Tak samo było z dopłacaniem do rachunków za prąd, poszły grube pieniądze, które niewiele zmieniły w transformacji, poza chwilowym odciążeniem budżetów domowych.

Cena ropy wróciła do stanu sprzed rozpoczęcia operacji militarnej USA i Izraela w Iranie. Nie wiemy, kiedy zakończy się ten konflikt, ale czy już możemy mówić o jego efektach? Czy wprowadzenie CPN nie zahamowało pozytywnego wymiaru kryzysu, który pchnąłby społeczeństwo do konstruktywnych działań?

Wakacje na giełdzie

W tych krajach zachodnich, gdzie nie było subsydiowania paliw, zainteresowanie samochodami elektrycznymi, szczególnie używanymi, znacząco wzrosło. W Polsce zainteresowanie oczywiście rośnie, ale dynamika byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie mrożenie cen paliw. Firmy wynajmujące samochody długoterminowo, które zaczęły odbierać pojazdy powracające z pierwszych wynajmów, miały problemy, by znaleźć klientów z drugiej ręki. Stąd wiele pojazdów wyjechało za granicę, bo tam znaleźli się klienci, którzy chętnie je kupili bądź wynajęli.

Bartłomiej Derski, dziennikarz portalu wysokienapiecie.pl i ekspert motoryzacyjny (Materiały dla mediów)

W Polsce jest dużo dezinformacji, jeżeli chodzi o elektryki czy szerzej całą transformację energetyczną. Ludzie są zagubieni i nie wiedzą, czy to się opłaca czy nie. Cały czas są braki w infrastrukturze i przez to elektryk jest mniej wygodny dla części mieszkańców.

Rząd niestety zapomina o osiedlach mieszkaniowych z wielkiej płyty, gdzie nie ma ładowarek i tam na zasadach komercyjnych nie bardzo operatorom stacji ładowania opłaca się je budować. Tam musi iść albo rządowe wsparcie, albo zmiana przepisów, które ułatwią procesy inwestycyjne w tym obszarze.

Polska powiatowa została całkiem sprawnie zelektryfikowana, gdy weszły przepisy dotyczące ładowarek w sklepach. Te inwestycje w znaczący sposób zmieniły sytuację. I metodą kija i marchewki warto zająć się spółdzielniami mieszkaniowymi, bo tam nawet jak chce przyjść operator, który chciałby postawić ładowarkę, to często spółdzielnia nie podejmuje żadnej decyzji. Obecnie nie ma przepisów, które nakazywałyby wspólnocie mieszkaniowej budowania infrastruktury ładowania czy choćby udostępniania miejsc pod ładowarki zainteresowanym inwestorom.

Wróćmy jeszcze do kryzysu. Mówiłeś o dużym zainteresowaniu elektrykami za granicą, a jak ta sytuacja wygląda w Polsce? Jest wzrost rejestracji tych pojazdów?

Tak, i co ciekawe po wygaśnięciu dopłat Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej do zakupu elektryków ten wzrost został utrzymany, a były nawet takie miesiące, że liczba rejestracji była wyższa niż w czasie dopłat. I ten wzrost idzie wykładniczo. Zakładałem, że trend będzie odwrotny, a tu okazuje się, że nowe auta z napędem elektrycznym sprzedają się bardzo dobrze. Od stycznia do maja tego roku jesteśmy 28 proc. na plusie w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Używane elektryki cały czas lepiej sprzedają się za granicą niż u nas, choć można kupić w dobrej cenie kilkuletnie auto z baterią, której zużycie sięga dosłownie kilku procent.

Najłatwiej zniechęcać do elektryków osoby, które nie miały z nimi żadnej styczności. Jednak gdy ktoś z naszych sąsiadów lub z rodziny kupuje takie auto, to okazuje się, iż większość tego, co czytaliśmy w internecie na temat tych pojazdów, to są zwykłe bujdy i zaczyna to nabierać sensu dla innych. Ten efekt kuli śnieżnej będzie wyraźnie widziany w Polsce.

Jak wygląda opłacalność w użytkowaniu auta elektrycznego w porównaniu z pojazdem z napędem spalinowym?

O ile w przypadku aut spalinowych różnica w cenie paliw między poszczególnymi stacjami w Polsce nie jest aż tak istotna, o tyle już cena energii w przypadku elektryków ma znaczenie. Możemy mieć prąd w ujemnych cenach, już spłaconą fotowoltaikę i jeździć za 5-10 zł za 100 km. To są scenariusze domowe. Ale z drugiej strony mamy infrastrukturę ogólnodostępną, w przypadku której ceny prądu są już różne i wtedy mówimy o koszcie 20-30 zł za 100 km, choć oczywiście możemy ładować auta po 40-50 zł za 100 km na szybkich ładowarkach dużych mocy bez abonamentów i pakietów dających zniżki.

Gdy benzyna była po 8 zł, przy średnim spalaniu 7 litrów koszt 100 km wychodził na poziomie 56 zł. W przypadku elektryka i zwykłej ładowarki koszt przejechania 100 km kształtował się w okolicy 30 zł.

Kto króluje na rynku elektryków, Chińczycy?

Paradoksalnie przez to, że mamy cła na elektryki z Chin, a nie na spalinówki, w Polsce najlepiej sprzedają się hybrydy z Państwa Środka.

Cła są standardowe, a nie karne, i gdy Chińczycy chcieli wchodzić do Europy głównie z elektrykami, to po tych zaporach podatkowych zaczęli sprzedawać głównie hybrydy.

Mamy dwie grupy nabywców: biznes i osoby indywidualne. Około 75 proc. pojazdów elektrycznych kupuje biznes, a resztę osoby prywatne. I w tej ostatniej grupie Chińczycy bardzo dobrze sobie radzą i zaczynają przejmować rynek. Przysłowiowy Kowalski może kupić bogatą wersję samochodu z Chin w cenie dwuletniego niemieckiego auta z gorszym wyposażeniem, a gdy spojrzymy na pojazdy nowe, to chińskie produkty są dużo bardziej atrakcyjne zarówno pod względem ceny jak i wyposażenia. Takie strategie widzieliśmy już wcześniej, gdy na rynek europejski wchodziła japońska Toyota czy też marki z Korei takie jak Kia czy Hyundai. Co ciekawe, teraz widzimy budowę fabryk azjatyckich pojazdów na naszym kontynencie.

Segment biznesowy, który odpowiada za większość kupowanych aut, podchodzi do tego ostrożniej. Na naszym rynku pojawia się dużo marek z Chin, ale wiadomo, że nie wszystkie przetrwają. Biznes, który musi gdzieś te auta serwisować, a później je sprzedać za dobre pieniądze, obawia się wchodzić w auta z Chin. Jest też część firm, która obawiają się współpracy motoryzacyjnej z Pekinem ze względów wizerunkowych czy też cybersecurity. Tak jak wcześniej Japończycy czy Koreańczycy, teraz jednak również Chińczycy zdobędą część rynku w Europie.

Jacy inni producenci spoza Chin odgrywają dużą rolę na rynku pojazdów elektrycznych? Niemcy?

Grupa Volkswagena rządzi i składają się na to wszystkie pojazdy z grupy, zarówno sam VW jak i Skoda, Audi czy Cupra.

Czy na tym mocno konkurencyjnym rynku jest jeszcze miejsce na Izerę z Polski?

Historia pokazuje, że można wprowadzić zupełnie nową markę, dobrze ją wypromować i odnieść sukces rynkowy. Nie tylko Tesla, ale i marki z Chin świetnie to pokazują. Potrzebny jest efekt skali i wielkie pieniądze. Pytanie, czy mamy aż tak głęboki portfel, żeby skutecznie wypromować nową markę? Partner Izery z Tajwanu nie jest koncernem motoryzacyjnym, on ma platformę i produkcję w niezbyt dużej skali i trudno go porównać z firmami w Europie.

Dobrały się tu trochę dwa startupy – jeden rządowy z Polski, a drugi prywatny z Tajwanu, i statystycznie są tu większe szanse niepowodzenia. Trzeba to mówić bardzo otwarcie, byśmy nie mieli zbyt wielkich oczekiwań. Przespaliśmy z tym projektem wiele lat, ale nie oznacza to, że nie powinniśmy mimo wszystko próbować.

Gdzie Izera cenowo ma się plasować – pod czy nad Chińczykiem?

Jakkolwiek projekt Izery ma się udać, to ona musi nastawić się na eksport, bo w Polsce mamy zbyt płytki rynek i tego nie zmienimy. Nawet jeśli jako patrioci zaczniemy ją kupować masowo, to i tak będzie to za mało.

Izera musi konkurować w skali Europy. Dla klienta z Francji, Irlandii czy Portugalii będzie taką marką jak chińska – nową, nieznaną. Czy Włoch będzie się kierował patriotyzmem europejskim, jest wątpliwe, ponieważ gdy patrzymy na wybory gospodarstw domowych, to specjalnie patriotyzmu nie widać. W biznesie jeszcze jest trochę takiego wizerunkowego podejścia, więc szanse istnieją. Izera musi być równie konkurencyjna jak Chińczycy, czyli oferować bardzo dużo za mniej niż ci zasiedziali europejscy producenci. Pytanie, czy jest w stanie to osiągnąć. Musimy się nastawić na wiele lat dopłacania do tego biznesu operacyjnie, a nie tylko na zainwestowanie na początku.

Rozmawialiśmy o infrastrukturze ładowania pojazdów, o tym, że w Polsce powiatowej jest lepiej, a sporo do zrobienia mają wspólnoty mieszkaniowe. A jak wygląda sytuacja z ładowarkami w dużych miastach? Widać było znaczące inwestycje w ostatnich latach.

Postęp jest cały czas bardzo duży i trzymamy tempo podobne jak we wcześniejszych latach w krajach zachodnich. Jesteśmy na takim poziomie jak Niemcy sześć lat temu, jeżeli chodzi o liczbę rejestracji czy też liczbę ładowarek. Sieć w Polsce nie jest najgorsza, ale jeśli mamy auto z małą bateria i małym zasięgiem, a chcemy jechać przez pół Polski, to są fragmenty kraju, gdzie nie będzie to wygodne.

Jeżdżę elektrykami zarówno po Polsce jak i Europie i widzę, jaki postęp został zrobiony. Moja mama przesiadła się ze spalinówki do elektryka ze średnią baterią i bez problemu załatwia swoje sprawy wokół domu, ale nawet wybrała się do sanatorium, przejeżdżając kilkaset kilometrów, przeszła na taryfy dynamiczne i ładuje auto po bardzo atrakcyjnych cenach w określonych slotach czasowych. Wychodzi ją to taniej niż samochód spalinowy, ale każdy musi to sam policzyć, porozmawiać z kimś ze znajomych, kto ma auto elektryczne, i zdecydować.

Dodaj Bankier.pl w Google
Źródło:
Michał Niewiadomski
Michał Niewiadomski
analityk Bankier.pl

Pracę zawodową rozpoczął w 1995 r. w Radiu Mazowsze jako reporter i prowadzący audycję ekologiczną Eko-Echo, później pracował w Rozgłośni Harcerskiej - RH Kontakt, a następnie Radiostacji. Był szefem serwisów Informacyjnych w Polskim Radiu BIS, a także w Pierwszym Programie Polskiego Radia. Pracował w TVN CNBC i "Rzeczpospolitej", kierował serwisem energia.rp.pl. Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Głównej Handlowej i Politechniki Warszawskiej.

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (19)

dodaj komentarz
bkras
Jedyni wygrani to zarząd tej firmy sucie wynagradzany i nie ponoszący żadnej odpowiedzialności.
(A powinno być tak- projekt nie wypali to pełen zwrot uzyskanego wynagrodzenia oraz odpowiedzialność karna.) Polacy poniosą tylko odpowiedzialność finansową. Cały ten projekt Izery jest korupcjogenny. Nie lepiej niż na Ukrainie.
investorr
Po pierwsze Pan B. Derski nie jest ekspertem motoryzacyjnym, bo nie zna się na motoryzacji ani na budowie samochodu, jest dziennikarzem i lobbystą elektromobilności, po drugie gdy ktoś pisze "Chińczyki, Izera i zwykłe bujdy z Internetu. Cała prawda o polskim rynku aut elektrycznych" - to jednego możemy być pewni, szkoda Po pierwsze Pan B. Derski nie jest ekspertem motoryzacyjnym, bo nie zna się na motoryzacji ani na budowie samochodu, jest dziennikarzem i lobbystą elektromobilności, po drugie gdy ktoś pisze "Chińczyki, Izera i zwykłe bujdy z Internetu. Cała prawda o polskim rynku aut elektrycznych" - to jednego możemy być pewni, szkoda czytać, bo na pewno nie jest to cała prawda - 90% tekstu to manipulacja, a wiem coś o tym bo sam się tą technologią zajmuję od grudnia 2008 roku.
harrytracz
"Rząd niestety zapomina o osiedlach mieszkaniowych z wielkiej płyty, gdzie nie ma ładowarek i tam na zasadach komercyjnych nie bardzo operatorom stacji ładowania opłaca się je budować. "
Zgadzam się z gościem w 100%, zresztą od kilku lat piszę o tym samym.
marek630711
Jeżeli nowa Izera chce odnieść sukces i zelektryfikować polski rynek motoryzacyjny, musi celować w najtańszy segment rynku. Jeśli wejdą na rynek z modelem w cenie 50-70 tyś zł mogą odnieść duży sukces.
darius19
mysle ze to nie realne - ale przy cenie ok.100tys bedzie schodzic jesli osiagi i jakosc o.k. Zycze powodzenia
mesten
W Polsce patriotyzm nie oznacza kupowania samochodów, do których elementy w wiekuiści są produkowana u nas więc Izery raczej nikt nie kupi. W Polsce patriotism to znaczy wieczne rozgrzebywanie grobów, defilady i religijne obrządki bez większego znaczenia.
lolkoniecziutka
Na pierwszym rzut oka to stwierdzenie wydaje się absurdem:
"W Polsce zainteresowanie oczywiście rośnie, ale dynamika byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie mrożenie cen paliw – mówi Bartłomiej Derski, dziennikarz portalu wysokienapiecie.pl i ekspert motoryzacyjny."

Bo programy typu: "Mój elektryk" i
Na pierwszym rzut oka to stwierdzenie wydaje się absurdem:
"W Polsce zainteresowanie oczywiście rośnie, ale dynamika byłaby zdecydowanie większa, gdyby nie mrożenie cen paliw – mówi Bartłomiej Derski, dziennikarz portalu wysokienapiecie.pl i ekspert motoryzacyjny."

Bo programy typu: "Mój elektryk" i "naszEauto" nie przeszkadzają, gdzie kwota dofinansowania wynosi od 18,500 do 40,000 PLN. Ale nadekspert Derski (kolejny świadek WIECHowy) dostrzegł główny problem - przeskalowaną sieć e-e, bo w samym OZE do 2040 roku ma być 90 GW nowych mocy przy średnim zapotrzebowaniu 18,5 GW.
Te eauta mają być magazynem energii, a jak nie będziecie ich chcieli sami będziecie winni blackoutom, bo sieć przeciążona.
OZEjugend nie przestanie zadziwiać.
romulus6
Tylko to OZE w zimie to tak sobie. Wszyscy uwierzyli że klimat w Polsce niedługo będzie jak w Hiszpanii. A my węgla brunatnego mamy od choler .. y. I łatwo dostępny. Czemu nie korzystać. Z drugiej strony węgiel kamienny to pomyłka . Same straty.
brututs
Kraje które postawiły na węgiel brunatny to najbogatsze na świecie.
U nas najwięcej węgla jest pod Legnicą tylko gdzie przenieść Legnicę i czy Wrocław chciałby wdychać czarne złoto.

"Agencja kosmiczna NASA zmierzyła wahania ilości dwutlenku węgla emitowanego przez największą europejską elektrownię węglową – elektrownię
Kraje które postawiły na węgiel brunatny to najbogatsze na świecie.
U nas najwięcej węgla jest pod Legnicą tylko gdzie przenieść Legnicę i czy Wrocław chciałby wdychać czarne złoto.

"Agencja kosmiczna NASA zmierzyła wahania ilości dwutlenku węgla emitowanego przez największą europejską elektrownię węglową – elektrownię Bełchatów"
Od czasu uruchomienia w 1988 roku, wyemitowała ona do atmosfery 1,1 mld ton CO2.
Polska elektrownia węglowa po raz 17. z rzędu zdobyła tytuł najbardziej zanieczyszczającej w Europie

lolkoniecziutka odpowiada brututs
Już w 2023 roku pisałeś to samo:

"men24a2023-04-24 13:30
4
14
"Agencja kosmiczna NASA zmierzyła wahania ilości dwutlenku węgla emitowanego przez największą europejską elektrownię węglową – elektrownię Bełchatów"
Od czasu uruchomienia w 1988 roku, wyemitowała ona do atmosfery 1,1 mld ton CO2.
Polska
Już w 2023 roku pisałeś to samo:

"men24a2023-04-24 13:30
4
14
"Agencja kosmiczna NASA zmierzyła wahania ilości dwutlenku węgla emitowanego przez największą europejską elektrownię węglową – elektrownię Bełchatów"
Od czasu uruchomienia w 1988 roku, wyemitowała ona do atmosfery 1,1 mld ton CO2.
Polska elektrownia węglowa po raz 17. z rzędu zdobyła tytuł najbardziej zanieczyszczającej w Europie".

Powiązane: Elektromobilność

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki