Ani wczoraj wieczorem, ani dziś przed południem nikt nie podniósł kwestii personalnych - powiedział w poniedziałek kanclerz Niemiec Friedrich Merz w kontekście spekulacji o ewentualnych rozmowach w kierownictwie CDU na temat jego odejścia ze stanowiska szefa rządu.


W niedzielę wieczorem w Berlinie przebywali chadeccy premierzy krajów związkowych, w poniedziałek zebrało się kierownictwo partii.
- Wiem, że zarówno w wyborach landowych w Saksonii-Anhalcie przed dwoma tygodniami, jak i we wczorajszych wyborach (w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim - PAP) polityka federalna odegrała dużą rolę, podobnie jak moja osoba - powiedział Merz na konferencji prasowej w berlińskiej siedzibie CDU.
Zarazem, w jego ocenie, „przyczyny wykraczają poza kwestię mojej osoby”. - Jesteśmy świadkami głębokiej zmiany systemu partyjnego w Niemczech, podobnie jak w wielu innych krajach świata - podkreślił.
Fakt, że CDU nie dostała się do parlamentu Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Merz nazwał „poważnym ciosem”, którego „skutki będziemy odczuwać jeszcze długo”. Jak przekonywał, ten wynik jest również efektem silnej polaryzacji między socjaldemokratyczną SPD a prawicowo-populistyczną AfD, w obliczu której CDU „została zmiażdżona”.

Szef rządu wezwał władze federalne i kraje związkowe, by „trzymały się razem”. Zapowiedział, że w najbliższym czasie odbędą się rozmowy z premierami krajów związkowych o kierunku dalszych działań. - Znajdziemy nową formę współpracy - zapewnił.
- Historycznym zadaniem koalicji tutaj, w Berlinie, oraz całego politycznego centrum jest przygotowanie naszego kraju na najbliższe lata i zmierzenie się ze wszystkimi problemami - ocenił Merz. - Chodzi ni mniej, ni więcej, tylko o demokratyczną przyszłość naszego kraju - zaznaczył.
Szef chadeków odniósł się też do wyników w Berlinie, uznając, że w niemieckiej stolicy „ponad 40 proc. głosów oddano na siły, które są destrukcyjne, podważają nasz polityczny system parlamentarny i próbują zdobywać poparcie ludzi za pomocą radykalnych i prostych rozwiązań”.
W kontekście partii Lewica Merz ocenił, że w Berlinie „od kilku miesięcy obserwujemy narastający, radykalny i otwarcie manifestowany antysemityzm”. Wypowiedział się także przeciwko planom tego ugrupowania polegającym na uspołecznieniu ponad 200 tys. lokali należących do największych koncernów grupujących mieszkania. Zdaniem kanclerza taki ruch doprowadzi ostatecznie do utraty miejsc pracy oraz wzrostu czynszów.
AfD wygrała niedzielne wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, uzyskując 38,2 proc. głosów. Chadecy w tym landzie znaleźli się poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego i nie weszli do landtagu, po raz pierwszy w historii wszystkich wyborów na poziomie kraju związkowego w Niemczech. Dwa tygodnie wcześniej, 6 września, AfD wygrała wybory w Saksonii-Anhalcie, uzyskując 43,8 proc. głosów i wyprzedzając CDU o ponad 26 punktów procentowych.
W Berlinie w wyborach zwyciężyła w niedzielę Lewica. Partia zdobyła 25,7 proc. głosów, dystansując chadecką CDU (18,8 proc.), AfD (16,3 proc.), Zielonych (14,3 proc.) i SPD (12,1 proc.).
Rozczarowujące wyniki chadeków wywołały w Niemczech debatę na temat tego, czy niepopularny w sondażach kanclerz i lider CDU Friedrich Merz powinien pozostać na stanowisku.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ akl/
































































