Barbarzyński relikt czy jedyny prawdziwy pieniądz? Ekonomiczna dyskusja dotycząca natury złota trwa już od wielu dekad. Tuż przed szwajcarskim referendum wymiana zdań nabiera rumieńców.



Na 3 dni przed szwajcarskim referendum ws. złota, swoje trzy grosze do globalnej debaty na jego temat dorzucił bank Citigroup.
- Nie ma ekonomicznego lub finansowego powodu, dla którego bank centralny miałby posiadać jakikolwiek towar, nawet jeżeli towar ten miałby wartość wewnętrzną – napisał główny ekonomista banku Willem Buiter, którego wypowiedź cytuje agencja Bloomberg. Jak dodał były członek Komitetu Polityki Monetarnej Banku Anglii, „zakazanie bankowi centralnemu sprzedaży złota redukuje wartość rezerw kruszcu do zera”.
To nie koniec odważnych tez stawianych przez głównego ekonomistę jednego z największych banków na świecie. – Podobnie jak bitcoin, złoto nie ma wartości wewnętrznej, a jego produkcja i przechowywanie kosztuje. Jeżeli bank centralny miałby już zainwestować w surowce, to lepszą opcją byłby portfel surowcowy lub zrównoważony portfel funduszy ETF i innych derywatów – oznajmił.
Przypomnijmy – w niedzielę Szwajcarzy zadecydują o tym, czy bank centralny będzie mógł sprzedawać złoto oraz przechowywać je poza granicami kraju. Od referendum zależy też, czy SNB zostanie zobowiązany do utrzymywania rezerw złota odpowiadających 20% jego aktywów.
Z wyliczeń Citigroup wynika, że jeżeli większość głosujących i kantonów opowie się za założeniem „złotych kajdan” bankowi centralnemu, to do 2019 r. będzie musiał on dokupić przynajmniej 1733 tony złota. Obecnie Szwajcaria posiada 1040 tony kruszcu, co daje jej siódme miejsce na świecie. Ewentualne zakupy wynikające z nowych ograniczeń wywindowałyby kraj na trzecią pozycję, za USA i Niemcami.
Michał Żuławiński































































