REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Zarabiają na dzieciach nawet 2 mld zł rocznie

2013-05-24 06:00
publikacja
2013-05-24 06:00
Ten biznes wart jest dwa miliardy złotych rocznie. Zarabia się głównie na dzieciach, które muszą korzystać z tych produktów. Z uwagi na opieszałość państwa nie ma przed tym ucieczki. Rodzice mogliby rocznie zaoszczędzić nawet kilkaset złotych. Niestety, na cyfrowe podręczniki przyjdzie nam jeszcze poczekać. Zarabiają na dzieciach nawet 2 mld zł rocznie
Image licensed by Ingram Image

Ponad 40% rodziców co roku na wyprawkę szkolną wydaje więcej niż 700 zł na każde dziecko. Średnio wydajemy ok. 500 zł na jeden zestaw, w skład którego wchodzą podręczniki, przyrządy szkolne i zeszyty. Przeciętnie koszt wszystkich podręczników to ok. 400 zł. Licząc, że w Polsce mamy ponad 5 mln dzieci w wieku szkolnym, daje nam to zawrotną kwotę 2 mld zł rocznie. I tak co roku. Część szkół, kuszonych przez wydawnictwa dodatkowymi korzyściami, zmienia wymagane podręczniki. Zwykle oznacza to wzrost kosztów dla rodziców.

Rozwiązaniem problemu mogą być darmowe cyfrowe podręczniki, które rodzice mogliby pobrać w wersji elektronicznej i w takiej wersji dać dzieciom do korzystania lub wydrukować. Koszty wyprawki spadłyby wtedy o ponad 50%. Jednocześnie oznaczałoby to kryzys w branży wydawniczej i w zasadzie stawiałoby pod znakiem zapytania jej dalsze funkcjonowanie w sektorze szkolnym.

Jeszcze długa droga przed nami

niski wzrost PKB» Co oznacza niski wzrost PKB?
Każdy podręcznik wykorzystywany w szkole musi być zatwierdzony przez MEN. Jednym z warunków jest zgodność z programem nauczania. W zasadzie podręczniki różnią się od siebie głównie szatą graficzną. Co do treści – wszystkie są podobne. Aż dziw bierze, że prace nad cyfryzacją pomocy dydaktycznych trwają tak długo. W tym roku po raz pierwszy dostępne będą cyfrowe wersje trzech próbnych podręczników do matematyki.

W 2014 roku będą pierwsze w pełni gotowe podręczniki, a dopiero w 2015 roku pojawi się 18 podręczników do 14 przedmiotów. Na razie będą one testowane w 399 szkołach. MEN tłumaczy, że wynika to z potrzeby doposażenia tych jednostek w niezbędne oprogramowanie i sprzęt. Jeszcze długa droga do zmian.

Skąd wziąć pieniądze na wyprawkę?

Część nauczycieli jest przeciwna wprowadzeniu jednolitych podręczników. Są różni uczniowie i są różne szkoły. Dlatego nie może być tak, że wszyscy uczą się z jednej wersji, która dla jednych może być za łatwa, a dla innych za trudna. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by dostępnych było kilka elektronicznych wersji podręcznika do każdego przedmiotu: w wersji podstawowej i z programem rozszerzonym.

Nikt na razie nie liczy się z rodzicami, którzy co roku muszą wydawać setki złotych na wyposażenie dziecka w niezbędne pomoce naukowe. Nie wszystkie książki mogą być używane. Niestety, Polacy nie są krezusami, dlatego wielu z nich musi posiłkować się kredytem gotówkowym, aby kupić wszystko do razu. Na program wyprawek szkolnych z budżetu państwa wydajemy ok. 400 mln zł rocznie. To wszystko trafia do wydawnictw i producentów pomocy szkolnych.

Wydawnictwa stracą miliardy złotych

Pensja» Pensje są wciąż nikczemne
Cyfrowej rewolucji w szkołach najbardziej obawiają się właśnie wydawnictwa. Dla nich szkoły to żyła złota, bo na jednej szkole mogą zarobić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. M.in. dlatego stać je na to, by proponować niedofinansowanym placówkom bonusy, np. dodatkowe materiały lub sprzęt komputerowy. Chociaż to niemoralne, to sytuacja niektórych szkół wręcz wymaga takiego wsparcia. Wydawnictwa bronią się przed darmowym podręcznikiem, twierdząc, że popsuje on rynek, na którym musi panować różnorodność.

Proste rozwiązania są najlepsze

Problem w tym, że trudno mówić o różnorodności, skoro wszystko musi być zgodne z programem nauczania zatwierdzonym przez MEN. Ponadto nikt nie mówi o niszczeniu wydawnictw – te dalej będą mogły wydawać i sprzedawać swoje produkty tym rodzicom i szkołom, które wspólnie uznają, że dany produkt jest lepszy niż ten oferowany przez MEN i warto w niego zainwestować. Innymi słowy, wydawnictwa będą musiały się bardzo postarać, aby przekonać rodziców i nauczycieli do swojej oferty.

Martwi opieszałość urzędników w kwestii wprowadzenia cyfrowych wersji podręczników. Szkoły od dawna mogłyby mieć dostęp do państwowych książek, które rodzice mogliby spokojnie kopiować na domowych komputerach, a nawet drukować. To byłoby najprostsze rozwiązanie. Rzecz w tym, że resort edukacji szykuje Polakom rozwiązanie spektakularne, które będzie odpowiadać najnowszym zdobyczom techniki i wykorzystywać wszystkie możliwości wsparcia edukacji, w tym internet.

To z kolei powoduje konieczność przeszkolenia nauczycieli w zakresie obsługi komputerów, oprogramowania itp. Słowem, za bardzo komplikują sprawę, co tylko przedłuża moment wprowadzenia e-podręczników. Stworzenie i opracowanie listy kilku wersji darmowych podręczników gotowych do pobrania i wydrukowania nie powinno zajmować 5 lat. Szkoda, bo w końcu szkoła powinna uczyć, że proste rozwiązania są najlepsze.

Zróbmy to w PDF-ach

94,6% polskich rodzin z dziećmi ma komputer. 91,5% tych samych gospodarstw ma w domu dostęp do internetu. Przeglądarka PDF-ów jest bezpłatna. Przygotowanie podręcznika cyfrowego kosztuje tyle, ile papierowego na etapie przed drukiem. Należy zapłacić autorowi, redaktorowi, korekcie i grafikowi, pokryć koszty grafik i w końcu przygotować odpowiedni plik PDF. Na razie bułka z masłem.

Czy spółki ustawiają przetargi?» Czy spółki ustawiają przetargi?
Teraz zaczynają się różnice w kosztach. Wersję papierową trzeba wydrukować (koszt papieru i druku), zawieźć do hurtowni, księgarni i szkół (koszt transportu) i sprzedać (marża sprzedawcy). Natomiast wersję elektroniczną trzeba umieścić w witrynie ministerstwa i wysłać na torrenty (bezpłatnie). Dzieci w starszych klasach podstawówki pobiorą sobie same, młodszym trzeba będzie pomóc. Kto nie ma internetu, niech pójdzie do sąsiada z pendrive'em.

Dobrze przemyślany, przygotowany, w pełni czytelny podręcznik w PDF-ie będzie miał kilkanaście megabajtów. Ministerstwo powinno z własnych pieniędzy opłacić przygotowanie kompletu elektronicznych podręczników. Udostępnić w internecie i problem z głowy. A jeśli szkoła chce korzystać z podręczników uzupełniających, musi to uzgodnić z rodzicami.

Łukasz Piechowiak, Romuald Gnitecki
Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.

Komentarze (11)

dodaj komentarz
~wwff
Spadłem z krzesła. Wydrukować e-boka w domu? Kto to wymyślił? Pewnie miał wyższe wykształcenie - analfabeta. Może na drukarce atramentowej i w kolorze, będzie taniej wydrukować?

Brak kontaktu z książką zrobi z Polaków jeszcze większych wtórnych analfabetów. Część rodziców już zaczyna przejrzewać na oczy, że razem z rządzącą
Spadłem z krzesła. Wydrukować e-boka w domu? Kto to wymyślił? Pewnie miał wyższe wykształcenie - analfabeta. Może na drukarce atramentowej i w kolorze, będzie taniej wydrukować?

Brak kontaktu z książką zrobi z Polaków jeszcze większych wtórnych analfabetów. Część rodziców już zaczyna przejrzewać na oczy, że razem z rządzącą partią do władzy dostali się ideolodzy, którzy wcielają w życie swój program po trupach dzieci.
~Old_X
Dzieci niestety duuuużo kosztują.
A edukacja w szkole zależy od tego czy nauczycielom się chce.
Rodzice też muszą poświęcić czas i uwagę jak przebiega edukacja dziecka.
Podręcznik jest tylko pomocą dla ucznia.
@-mrwa. Nie zgadzam się że elektronika jest droga.
Większość dzieci ma już w domu komputer (np. po komunii).
Dzieci niestety duuuużo kosztują.
A edukacja w szkole zależy od tego czy nauczycielom się chce.
Rodzice też muszą poświęcić czas i uwagę jak przebiega edukacja dziecka.
Podręcznik jest tylko pomocą dla ucznia.
@-mrwa. Nie zgadzam się że elektronika jest droga.
Większość dzieci ma już w domu komputer (np. po komunii).
10" są teraz tablety. Dla ucznia nie musi być ful-wypas.
A internet może być darmowy np Aero2.
Gdyby były e-podręczniki kupiłbym moim wnukom takie tablety.
Zwłaszcza gdy czasem gdy biorę do ręki ich tornistry.

Drodzy nauczyciele. Trzeba będzie się dokształcić. Trudno.
Taki teraz świat wszyscy musimy się uczyć pernamentnie.
Uwierzcie że e-podręcznik będzie dla Was dużą pomocą i ułatwieniem w pracy.
Dzieciom wyprostują się kręgosłupy.
A prowizje będą od sprzedawców elektroniki i oprogramowania.
~michał
Panowie redaktorzy. Wg mnie pisząć w portalu finansowym powinniście wykazać się chociaż małą znajomością tematu. Prawie nic co napisaliście nie jest prawdą. Począwszy od skalowania wartość rynku. Wypada wiedzieć że jest coś takiego jak rynek podręczników używanych. W pozostałe zagadnienia takie jak: czym się różni pdf od elektronicznego Panowie redaktorzy. Wg mnie pisząć w portalu finansowym powinniście wykazać się chociaż małą znajomością tematu. Prawie nic co napisaliście nie jest prawdą. Począwszy od skalowania wartość rynku. Wypada wiedzieć że jest coś takiego jak rynek podręczników używanych. W pozostałe zagadnienia takie jak: czym się różni pdf od elektronicznego podręcznika, po co jest potrzebna konkurencja na tak ważnym rynku jak edukacja chyba nawet nie ma sensu wchodzić. Panowie z bankiera są za monopolem rządu. Wydaje się, że jest dużo innych dziedzin gdzie można zaoszczędzić gdyby rząd dawał za darmo, np. rynek paracetamolu, któy jest większy niż rynek podręczników w Polsce. Generalnie poziom dramat i wstyd dla portalu.
pozdrawiam
~Obserwator
Dopóki urzędnicy MEN będą brać pod stołem od wydawnictw, to długo jeszcze nic się nie zmieni.
~mrwa
1. nie z programem tylko podstawą programową
2. poza tym 2mld to obrót a nie zysk
3. elektronika też jest droga, łatwo sie psuje i wprowadzenie e - booka oznacza konieczność zakupu tableta lub notebooka. Małe 10 calowe już są wycofane z produkcji, cena tableta też jest całkiem spora, biorąc pod uwagę dzieci może się okazać,
1. nie z programem tylko podstawą programową
2. poza tym 2mld to obrót a nie zysk
3. elektronika też jest droga, łatwo sie psuje i wprowadzenie e - booka oznacza konieczność zakupu tableta lub notebooka. Małe 10 calowe już są wycofane z produkcji, cena tableta też jest całkiem spora, biorąc pod uwagę dzieci może się okazać, że będzie się nabijać duuuuuuuuuuużo większą kabzę producentom elektroniki.
I JAK ZAWSZE W DUPĘ DOSTANĄ LUDZIE.
powodzenia
~SimonM
2mld to chyba obrót nie zysk, więc jak zarabiają 2mld?
~Preczzpanstwemodnauk
Najwieksza glupota jest zeby panstwo sie wtracalo do edukacji i nie dosc ze programy narzuca to jeszcze swoj jedyny sluszny podrecznik wciskalo ludziom pieprzyc takimkraj kazdynma prawo uczyc sie z czego chce i jak mu sie podoba a nie ze mi tusk albo kaczynski beda mowic jaki mam uzywac podrecznik i czego sie uczyc...
~Psiak
Dziękuję za artykuł. Zabrakło mi w nim wzmianki chociażby wzmianki o projekcie Wolne Podręczniki (Fundacji Nowoczesna Polska).

Wolne oznacza, że są w Internecie i na papierze. Każdy może je pobrać, skopiować, powielić, wydrukować dla siebie albo dla całej klasy. Ale może też więcej: może je wzbogacać, włączyć się w prace nad
Dziękuję za artykuł. Zabrakło mi w nim wzmianki chociażby wzmianki o projekcie Wolne Podręczniki (Fundacji Nowoczesna Polska).

Wolne oznacza, że są w Internecie i na papierze. Każdy może je pobrać, skopiować, powielić, wydrukować dla siebie albo dla całej klasy. Ale może też więcej: może je wzbogacać, włączyć się w prace nad kolejnymi edycjami, może na ich podstawie budować własne wersje i materiały. Możliwości są nieograniczone dzięki wolnym licencjom

To jest coś korzystnego dla uczniów i rodziców a niekorzystne dla koruptującego oligopolu wydawnictw edukacyjnych.
~Grzechu comeback
"Część nauczycieli jest przeciwna wprowadzeniu jednolitych podręczników. Są różni uczniowie i są różne szkoły."
Kiedyś był jeden podręcznik na całą Polskę i nie było problemu. Wiecie dlaczego? Bo wtedy nauczyciel PRACOWAŁ a nie odtwarzał treść podręcznika! Program nauczania i wymagania są takie same na całą Polskę, a
"Część nauczycieli jest przeciwna wprowadzeniu jednolitych podręczników. Są różni uczniowie i są różne szkoły."
Kiedyś był jeden podręcznik na całą Polskę i nie było problemu. Wiecie dlaczego? Bo wtedy nauczyciel PRACOWAŁ a nie odtwarzał treść podręcznika! Program nauczania i wymagania są takie same na całą Polskę, a każdy podręcznik musi te wymagania spełniać! Efekt w dużej mierze zależy od nauczyciela i rodziców.
Podręcznik przechodził (kiedyś) na następny rocznik. Mniej drzew przerabiano na papier. Więcej kasy pozostawało w kieszeniach rodziców. Jakość edukacji (wtedy) była kolosalnie lepsza. Wiem co piszę, bo kształciłem się wtedy i kształcę, siebie i czasami innych, teraz.
Teraz nauczyciele pozazdrościli lekarzom i liczą na podobne programy lojalnościowe, wycieczki suveniry itd.
~edek
Znajoma w Poznaniu w Szkole muzycznej na Solnej 12 mówiła że by dzieci miały obiady to rodzice muszą wynająć od szkoły stołówkę za 500zł na miesiąc płacić tam za prąd i oświetlenie (tak jest w umowie z najemcą który to przerzuca na rodziców) ale to szkoła wybiera sobie firmę cateringową. Dzieciaki dostają marne żarcie i są głodne Znajoma w Poznaniu w Szkole muzycznej na Solnej 12 mówiła że by dzieci miały obiady to rodzice muszą wynająć od szkoły stołówkę za 500zł na miesiąc płacić tam za prąd i oświetlenie (tak jest w umowie z najemcą który to przerzuca na rodziców) ale to szkoła wybiera sobie firmę cateringową. Dzieciaki dostają marne żarcie i są głodne bo w tej stołówce duże porcje jedzą za pieniące rodziców tylko nauczyciele, sprzątaczki, dyrektor liceum i dyrektor podstawówki. A szef stołówki wygląda jak kryminalista co to wyszedł za kaucją.

Powiązane: Dzieci

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki