Na rynki finansowe powrócił strach przed jednym z głównych zagrożeń gospodarczych – inflacją. Inwestorzy z obawą obserwują marsz cen ropy w kierunku 100 USD za baryłkę. Dodatkowych napięć dostarczają spółki technologiczne, z których w pośpiechu wycofują kapitał najwięksi gracze na amerykańskiej giełdzie.


Goldman Sachs: Ropa po 120 dolarów możliwa, chociaż główny scenariusz jest inny
W tym tygodniu ceny ropy Brent osiągnęły najwyższy poziom od końca maja w związku z trwającą eskalacją napięć na linii USA-Iran. Rajd cen surowca odzwierciedla już nie tylko obawy o przerwanie kruchych łańcuchów dostaw przez Cieśninę Ormuz. Nowe zagrożenie wywołały ataki jemeńskich Huti na Morzu Czerwonym.
Ten ostatni czynnik skłonił ekspertów do postawienia prognoz cen ropy Brent na poziomie powyżej 110 USD. Jednak nawet bez ataków na Morzu Czerwonym ropa mogłaby podrożeć do 120 USD w czwartym kwartale tego roku, jeśli zakłócenia w transporcie będą się przedłużać.
– Eskalacja na Bliskim Wschodzie i spadek przepływów ropy z Zatoki Perskiej do poziomu poniżej 45 proc. wartości przedwojennych ponownie windują ceny w górę – ostrzegają stratedzy Goldman Sachs.
Cena 120 USD za baryłkę ropy nie jest jednak na razie głównym scenariuszem banku. Bazowe prognozy zakładają, że pod koniec roku wyniesie ona 80 USD, a w przyszłym 75 USD, co opiera się na założeniu, że napięcia geopolityczne opadną. Analitycy przyznają jednak, że ryzyko dla tych przewidywań wyraźnie wzrosło.

Szef JPMorgan: Ryzyko jest większe, niż się innym wydaje
Inwestorzy zbytnio lekceważą zagrożenia dla globalnej gospodarki. Lista czynników ryzyka geopolitycznego i finansowego się wydłuża, a rynki nie w pełni je wyceniają.
– Myślę, że ryzyko jest prawdopodobnie większe, niż się innym wydaje – powiedział Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, w wywiadzie dla CNBC, wskazując na wojny toczone w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, napięcia między USA a Chinami, rosnące wydatki na zbrojenia oraz deficyty rządowe.
Szef największego amerykańskiego banku przyznaje, że trudno ocenić, które z tych zagrożeń są już uwzględnione w cenach aktywów, a które nie.
– Być może część jest wliczona w ceny, ale to, co nie jest, faktycznie się wydarza – mówi Jamie Dimon.
Dimon jest szczególnie zaniepokojony stanem amerykańskich finansów publicznych. Twierdzi, że ciągłe deficyty budżetowe USA ostatecznie doprowadzą do dnia zapłaty i mogą skutkować wyższymi stopami procentowymi. Z tego powodu osobiście nie inwestowałby w długoterminowe amerykańskie obligacje skarbowe. Ponadto przy obecnych wycenach nie kupowałby również akcji, mając na myśli przede wszystkim szeroki indeks rynkowy. Rozważyłby jedynie zakup pojedynczych walorów, o ile stanowiłyby one wyjątkową okazję inwestycyjną.
Goldman Sachs: Zaczynają pojawiać się pierwsze oznaki kapitulacji
W centrum uwagi znów znalazły się spostrzeżenia ekspertów z Goldman Sachs. Specjaliści banku śledzący handel i przepływy kapitału wyliczyli, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy fundusze hedgingowe wyprzedawały akcje amerykańskich spółek technologicznych w rekordowym tempie. W sześciu z ostatnich ośmiu tygodni podmioty te pozbywały się większej liczby walorów, niż kupowały.
– Biorąc pod uwagę utrzymującą się dużą zmienność i gwałtowną wyprzedaż w sektorach półprzewodników, pamięci i infrastruktury sztucznej inteligencji, intensywność i skala sprzedaży od początku czerwca wskazuje na znaczną redukcję pozycji przez inwestorów, a już teraz zaczynają pojawiać się pierwsze oznaki kapitulacji – wnioskują stratedzy Goldman Sachs.
Ponieważ uczestnicy rynku coraz bardziej sceptycznie oceniają wyceny w branży sztucznej inteligencji, w ostatnim czasie najsilniej wyprzedawano akcje producentów sprzętu, nośników danych i firm świadczących usługi IT. Specjaliści banku zauważają przy tym, że bolesne wahania popularnych spółek z segmentu AI skłaniają inwestorów do poszukiwania okazji w innych sektorach.
S3 Partners: Szortowanie akcji przybrało na sile
Równolegle do exodusu funduszy z amerykańskiego sektora technologicznego na giełdy w USA coraz silniej napierają gracze grający na krótko. Pożyczają oni akcje i sprzedają je na rynku, licząc na późniejsze odkupienie po niższej cenie i zysk na spadkach. Dotyczy to nie tylko branży technologicznej.
Udział szortowanych akcji w wolnym obrocie wśród spółek z indeksu S&P 500 wynosi obecnie 3,79 proc. Jest to najwyższy poziom od 2010 roku, czyli od momentu rozpoczęcia gromadzenia tych danych przez firmę analityczną S3 Partners. Z kolei w przypadku szerokiego wskaźnika Russell 3000 odsetek ten sięgnął rekordowych 6,3 proc.
Nasilona gra na spadki odzwierciedla niepokój o dalsze perspektywy amerykańskiego parkietu po kilku miesiącach dynamicznych zwyżek. Od wojennych dołków w marcu indeks S&P 500 odbił o około 17 proc.
– Szortowanie akcji przybrało na sile, powiększyła się również lista podmiotów branych na celownik – wskazuje Ihor Dusaniwsky, analityk S3 Partners.
Citigroup: Wspaniała Siódemka jako konstrukt umarła
Popularny jeszcze do niedawna termin określający Wspaniałą Siódemkę przestał być aktualny w kontekście amerykańskich inwestycji w sztuczną inteligencję. Analitycy Citigroup rekomendują spojrzenie na szerszy wachlarz akcji, obejmujący największe spółki technologiczne oraz kluczowe firmy budujące infrastrukturę dla AI.
– Wspaniała Siódemka, jako konstrukt służący do oceny dynamiki dużych spółek wzrostowych, umarła – twierdzą stratedzy Citigroup.
Potwierdzają to zmiany cen. Koszyk akcji firm z tej grupy, który w ubiegłych latach windował indeks S&P 500 na historyczne szczyty, w tym roku radzi sobie gorzej. Najmocniej zyskują bowiem podmioty będące beneficjentami olbrzymich wydatków sektora technologicznego na moce obliczeniowe. Od początku roku Wspaniała Siódemka straciła na wartości niemal 4 proc., podczas gdy S&P 500 zyskał ponad 8 proc.
Grupa traci rację bytu również przez rozpadające się korelacje między wchodzącymi w jej skład akcjami. Przypomnijmy, że grupę tworzą: Alphabet, Amazon, Apple, Meta Platforms, Microsoft, Nvidia i Tesla. Przykładowo, kiedy notowania Microsoftu i Meta Platforms spadały w obawie o gigantyczne wydatki tych firm na rozwój technologii, kurs Apple wzrósł w tym roku o niemal jedną piątą dzięki decyzji o wycofaniu się z wyścigu o budowę centrów danych.
– Kiedy ostatnio myśleliście o spółkach FAANG? Nadszedł czas, by dokładnie tak samo odwrócić uwagę od Wspaniałej Siódemki – podsumowują analitycy Citigroup.
JPMorgan: W Europie poprawa była największa
Na światowych giełdach rozpoczyna się sezon publikacji wyników finansowych za drugi kwartał. Prognozy zysków europejskich firm są obecnie podnoszone w najszybszym tempie na świecie. Choć rewizje w górę widać również w USA i Japonii, to na Starym Kontynencie wskaźniki te poprawiają się zdecydowanie najmocniej. To rzadkie zjawisko w Europie, gdzie przez ostatnie dwa lata oczekiwania co do zysków były regularnie obniżane.
– Głębsze spojrzenie na zmiany prognoz zysku na akcję pokazuje, że w minionym kwartale to w Europie poprawa była największa – zauważają analitycy JPMorgan.
Szacuje się, że w drugim kwartale zyski firm z Europy wzrosły o 12 proc. w ujęciu rocznym, co stanowi najszybsze tempo od ponad trzech lat. I choć dynamika ta jest wciąż o połowę niższa niż w USA, to właśnie Europa przoduje pod względem rewizji prognoz. Oczekuje się, że w kolejnych kwartałach wzrost ten jeszcze przyspieszy. Analitycy szwajcarskiego banku UBS prognozują, że w tym i przyszłym roku zyski europejskich spółek wzrosną o około 25 proc.
Podejście rynków finansowych do perspektyw europejskich firm znacznie poprawiło się w maju po osiągnięciu zawieszenia broni między USA a Iranem i spadku cen ropy. Najsilniej korygowane w górę są prognozy dla sektora technologicznego, usług komunalnych, finansów oraz przemysłu.
Strateg banku HSBC: Nadejdzie czas, by nieco zdjąć nogę z gazu
Kiedy jednak dobiegnie końca sezon publikacji wyników za drugi kwartał, inwestorzy powinni pomyśleć o redukcji ryzyka w związku ze zbliżającymi się listopadowymi wyborami połówkowymi w USA.
Zbyt duży optymizm i wysoki udział akcji w portfelach inwestycyjnych zbiegają się w czasie z wygasaniem efektów stymulacji fiskalnej. Dane z kart kredytowych zwiastują już spowolnienie wydatków konsumenckich w Stanach Zjednoczonych. W połączeniu z przedwyborczą niepewnością może to wywołać rynkową przecenę. Zwraca się uwagę, że rynkowe efekty wielkiej ustawy budżetowej Donalda Trumpa – porównywalne ze stymulacją z 2009 roku – skumulowane zostały w pierwszej połowie tego roku, a w drugim półroczu płynące z niej korzyści będą już znikome.
– Uważam, że przed wyborami połówkowymi, na około miesiąc lub półtora po sezonie wyników, nadejdzie czas, by nieco zdjąć nogę z gazu – powiedział Max Kettner, strateg banku HSBC, w wywiadzie dla telewizji Bloomberg.
Ekspert nie spodziewa się nadejścia bessy, jednak uważa, że wymienione okoliczności mogą wywołać korektę rzędu 5-10 proc. w okolicach września i października.
– Wtedy, po wyborach połówkowych, prawdopodobnie znów nadejdzie dobry czas na kupowanie – dodaje Max Kettner.


























































