W tę niedzielę Japonię czekają przedterminowe wybory parlamentarne, które mają na celu ugruntowanie przywódca premier Sanae Takaichi. Ale z rynkowego punktu widzenia Japończycy będą głosować nad osłabieniem jena i kontynuacją hossy na giełdzie w Tokio.


Sondaże wskazują na miażdżące zwycięstwo kierowanej przez Sanae Takaichi Partii Liberalno-Demokratycznej i wraz z mniejszymi koalicjantami dają szanse uzyskania nawet 300 mandatów w 465-osobowej izbie niższej parlamentu. Obecnie partia Takaichi dysponuje zaledwie 198 głosami, co nie daje jej większości (czyli 233 głosów). Ale dopiero przekroczenie poziomu 261 głosów uznaje się za bezpieczną i stabilność większość. Natomiast do przegłosowania ewentualnego weta liczby wyższej ekipa Sanae Takaichi potrzebowałaby aż 310 miejsc w izbie niższej (tzw. super-większość).
Przeczytaj także
Sanae Takaichi objęła tekę premiera w październiku 2025 roku. Jest pierwszą w historii kobietą na tym stanowisku i jak na standardy japońskie jest stosunkowo „młodym” politykiem – w marcu skończy 65 lat. Z rynkowo-gospodarczego punktu widzenia kluczowe są jednak jej poglądy na politykę ekonomiczną czwartej gospodarki świata. Takaichi proponuje mocno ekspansywną politykę fiskalną. Czyli chce zwiększyć wydatki rządowe, powiększając deficyt budżetowy (zresztą i tak już niemały, bo w 2025 roku szacowany na 3% PKB) oraz w konsekwencji zwiększyć monstrualny dług publiczny (wynoszący 237% PKB).
Sanae Takaichi jest tutaj kontynuatorką polityki zamordowanego w lipcu 2022 roku byłego premiera Shinzo Abe. Forsowana przez większość poprzedniej dekady „Abenomika” nie przyniosła jednak powrotu na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Pomogła jednak pobudzić inflację, która od blisko 4 lat trwale przekracza 2-procentowy cel Banku Japonii.
Rynkowe implikacje japońskich wyborów
Przy tak jednoznacznych sondażach zwycięstwo Takaichi i jej „turboabenomiki” wydaje się być całkowicie zdyskontowane przez rynki finansowe. A te przez poprzednie miesiące drastycznie przeceniały japońskie obligacje skarbowe oraz jena. Od wyboru Takaichi na stanowisko premiera kurs USD/JPY wzrósł z ok. 147 do niemal 160 jenów za jednego dolara osiągniętych w połowie stycznia. Dopiero skoordynowana interwencja walutowa Rezerwy Federalnej i Banku Japonii doprowadziła do zatrzymania trendu deprecjacji jena i zbiła notowania dolara w pobliże 152 jenów. W piątek po południu dolar w Japonii kosztował 157 jenów.

Jednakże z punktu widzenia globalnych rynków finansowych jeszcze ważniejsze jest to, co od miesięcy dzieje się na rynku „samurajów”. Wizja poluzowania i tak już mocno wątpliwej dyscypliny fiskalnej oraz zwiększenia deficytu przy tak gigantycznym długu publiczny doprowadziła do drastycznej przeceny japońskich obligacji skarbowych. W jej rezultacie rentowność papierów 10-letnich tylko przez poprzednie 12 miesięcy podniosła się z 1,25% do blisko 2,4% zarejestrowanych w styczniu (teraz to ok. 2,2%). Rentowność 30-letnich obligacji rządu Japonii sięga już niemal 5% i jest najwyższa od prawie 20 lat.
Najnowszą falę wyprzedaży jena i japońskich obligacji wywołała zapowiedź premier Takaichi o zawieszeniu 8-procentowego podatku od żywności. Ubytek w kasie państwa tylko z tego tytułu oszacowano na równowartość 30 mld USD w ciągu roku. To sporo nawet jak na wielkość japońskiej gospodarki (ok. 0,75% PKB).
Uzyskanie przez premier Takaichi pełni władzy w Japonii na dłuższą metę zapewne skutkowałoby dalszym osłabieniem jena w stosunku do dolara. Tym bardziej, że Pani premier zdążyła już wygłosić komentarz o rzekomych korzyściach płynących ze słabszej waluty. Nie wspomniała przy tym o proinflacyjnych skutkach deprecjacji jena. Oraz o tym, że w obliczu słabszej waluty i wyższej inflacji Bank Japonii zapewne musiałby zintensyfikować nad wyraz ślamazarne podwyżki stóp procentowych. W grudniu BoJ podniósł stopę procentową z 0,50% do 0,75%. Ten wciąż śmiesznie niski poziom jest jednak najwyższy od 30 lat.
W ślad za oczekiwaniami na wyższą inflację CPI i wyższe krótkoterminowe stopy procentowe idzie szybki wzrost ustalanych przez rynek stóp długoterminowych w postaci rentowności 10-letnich obligacji skarbowych. Przy długu publicznym sięgającym 237% PKB taki wzrost kosztów jego obsługi na dłuższą metę może być zabójczy dla państwa. W opiewającym na ok. 122,3 biliony jenów tegorocznym budżecie Japonii aż 31,3 bln jenów (czyli ponad jedna czwarta wydatków!) ma pójść na koszty obsługi długu publicznego.
Nawet jeśli połowa japońskiego długu jest w posiadaniu Banku Japonii (czyli teoretycznie można by go po prostu anulować), prawie cała druga połowa jest w rękach Japończyków, to jeszcze nie sprawia to, że jego zwiększanie jest wolne od ryzyka. Owszem, ryzyko niewypłacalności czy problemów z rolowaniem jest niskie, ale koszty odsetek będą rosły.
- Impuls fiskalny może wesprzeć rynek akcji, a w szczególności branże powiązane z wydatkami konsumenckimi oraz rządowymi – napisała Chara Chanana, główna strateg inwestycyjna Saxo Banku. Dotyczy to przede wszystkim banków, spółek konsumenckich, ale też eksporterów korzystających na osłabieniu krajowej waluty. Kosztem będzie jednak ryzyko dalszego osłabienia jena za sprawą wyższej inflacji.
Możliwe scenariusze po japońskich wyborach
Analitycy dostrzegają trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze. Pierwszy zakłada zdecydowane zwycięstwo obozu nowej premier, co oznaczałoby zdecydowane poluzowanie polityki fiskalnej ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla japońskich obligacji oraz jena. Drugi także zakłada wyborczy sukces premier Takaichi, ale z mniejszą od oczekiwanej przewagą. Taki wynik mógłby nawet na krótką metę umocnić jena i obniżyć rentowności „samurajów”.
Chyba najmniej prawdopodobny jest scenariusz trzeci zakładający mieszane rezultaty i konieczność budowania szerszej koalicji. Wtedy na skutek zwiększonej niepewności politycznej mogłoby dojść do spadków na giełdzie w Tokio, ale jen powinien pozytywnie przyjąć takie rozstrzygnięcie i umocnić się wobec dolara.
- Japońskie przedterminowe wybory w sensie politycznym są testem mandatu od wyborców, ale w sensie rynkowym są testem wiarygodności. Jeśli popyt na obligacje pozostanie stabilny, dominować może impuls fiskalny. Jeśli jednak długi koniec krzywej się zachwieje, to ograniczenia w wiarygodności wyznaczą granice całej reszcie, w tym jenowi, stopom procentowym i giełdzie – podsumowała Chara Chanana.





























































