Pierwsza kobieta na czele rządu Japonii, Sanae Takaichi, notuje rekordowe poparcie wśród młodych, jednak eksperci przypuszczają, że fenomen „Sanakatsu” może nie przełożyć się na wynik partii rządzącej w zbliżających się wyborach do niższej izby parlamentu – poinformował w środę magazyn „Nikkei Asia”.


„Dotychczas polityka była zdominowana przez starszych mężczyzn. Fakt, że premierem jest teraz kobieta i ktoś o innym pochodzeniu niż to, do którego ludzie przywykli, sprawia wrażenie, że coś się zmienia” – oceniła Yuiko Fujita z Uniwersytetu Tokijskiego, cytowana przez „Nikkei Asia”.
Perkusja, selfie i etos pracy
Również singapurski dziennik „The Straits Times” zauważył, że Takaichi zerwała z wizerunkiem formalnej polityki i zakulisowych spotkań z elitami biznesu. 64-latka zaimponowała młodym etosem ciężkiej pracy w kraju, gdzie kariery polityczne często są dziedziczone, i nieformalnym stylem, w tym grą na perkusji czy pozowaniem do selfie z przywódcami innych państw. To przełożyło się nie tylko na wysoką popularność polityczki w mediach społecznościowych, ale i powstanie fenomenu „Sanakatsu”, w ramach którego młodzi masowo kupują te same przybory biurowe, których używa premierka.
90 proc. dla szefowej, 30 proc. dla partii
Analitycy ostrzegają jednak przed hurraoptymizmem. Choć poparcie dla samej Takaichi w grupie wiekowej 18-29 lat sięga w sondażach 84-90 proc., nie przekłada się to automatycznie na głosy dla jej Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD), którą popiera zaledwie około 30 proc. młodych. „Nikkei Asia” zwrócił uwagę, że kluczowa będzie frekwencja, która wśród japońskiej młodzieży jest zwykle niska. Podkreślił też, że w okręgach jednomandatowych młodzi wyborcy mogą nie chcieć poprzeć „starszego mężczyzny” z PLD.
Ryzykowny manewr z wyborami
Takaichi, która w październiku 2025 r. jako pierwsza kobieta w historii Japonii objęła przywództwo w PLD i stanęła na czele rządu, rozpisała przedterminowe wybory, zaplanowane na 8 lutego, dążąc do wykorzystania wysokiego poparcia społecznego. Premierka chce w ten sposób wzmocnić mandat swojego gabinetu i odzyskać stabilną większość w 465-osobowej Izbie Reprezentantów.

Krzysztof Pawliszak (PAP)
krp/ rtt/




























































