Polska waluta dość spokojnie zareagowała na eskalację napięcia na wschodniej Ukrainie. Kurs euro wzrósł do 4,55 zł, ale cofnął się wraz z uspokojeniem sytuacji na światowych rynkach finansowych.


Uznanie przez Moskwę „niepodległości” części wschodniej Ukrainy i wkroczenie rosyjskich wojsk do Donbasu podniosło napięcie geopolityczne przynajmniej o jeden stopień. Trudno jednak mówić o rozpoczęciu regularnej wojny czy o zbrojnym naruszeniu faktycznych granic Ukrainy. Nie wydaje się też, aby Zachód z tego powodu miał nałożyć poważniejsze sankcje gospodarcze na Rosję.
Stąd też początkowo mocna reakcja rynków finansowych szybko zmieniła się wręcz w oddech ulgi. Początkowe spadki na europejskich giełdach już po godzinie zostały praktycznie wymazane. Nastąpił także odwrót od „bezpiecznych przystani”, czyli złota i franka szwajcarskiego. To stan na godzinę 10:20. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna i szybko może ulec zmianie.
Poranne straty odrobił także polski złoty. O 10:27 kurs euro wynosił 4,5379 zł po tym, jak jeszcze nad ranem sięgał 4,5550 zł. Od początku kryzysu ukraińskiego nasza waluta wykazuje względną odporność na zawirowania w geopolityce mimo, że potencjalna wojna może się rozegrać tuż za granicami Polski.

Bardzo spokojnie a ukraiński kryzys reagował też kurs dolara amerykańskiego. Para EUR/USD od trzech tygodni porusza się w dość przedziale 1,12-1,15, co na polskim rynku skutkuje notowaniami dolara fluktuującymi wokół poziomu 4 zł. We wtorek rano „zielony” kosztował 4,0054 zł, a więc o ponad grosz mniej niż dzień wcześniej.
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,3643 zł, a więc o dwa grosze niżej niż w poniedziałek wieczorem. O poranku kurs helweckiej waluty sięgał w porywach 4,40 zł i był najwyższy od trzech tygodni.
Notowania funta brytyjskiego obniżyły się o jeden grosz, do 5,4414 zł, choć jeszcze nad ranem przekraczały 5,47 zł.
KK































































