Nie ustępuje presja na dalsze osłabienie złotego. Kurs euro przyczaił się po nieudanym ataku na poziom 4,35 zł. Coraz większym obciążeniem dla naszej waluty jest postawa Rady Polityki Pieniężnej w obliczu coraz wyższej inflacji cenowej.


Pod koniec poniedziałkowego handlu kurs euro dotarł do poziomu 4,35 zł i błyskawicznie zawrócił i wycofał się w rejon 4,34 zł. Ale we wtorek od rana złoty znów słabł, a euro drożało. O 9:17 wspólnotowa waluta kosztowała 4,3456 zł i była o pół grosza droższa niż na zakończeniu poniedziałkowych notowań.
I w zasadzie trudno się temu dziwić, skoro sytuacja globalna wygląda tak, jak wygląda. Cena ropy naftowej porusza się w przedziale 105-110 USD za baryłkę, a notowania oleju napędowego w Londynie utrzymują się w bliskim zasięgu kwietniowego rekordu wszech czasów. To nieuchronnie podbije statystyki inflacyjne, w Polsce prawdopodobnie powyżej 4%.
Banki centralne na świecie już dość pospiesznie podnoszą stopy procentowe. W ubiegłym tygodniu uczynił tak Europejski Bank Centralny, jutro może to zrobić Rezerwa Federalna, a w piątek oczekiwana jest podwyżka w Banku Japonii. Tymczasem większość polskiej Rady Polityki Pieniężnej o podwyżkach stóp procentowych nie chce nawet słyszeć, zapowiadając co najwyżej brak dalszych obniżek.
- Presję na złotego wywołał globalny tryb risk-off związany z eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie, wzrostem cen ropy po zamknięciu saudyjskiego rurociągu East–West oraz odpływem kapitału z walut EM do dolara. USD wspierały także rosnące oczekiwania na środową podwyżkę stóp Fed – jej prawdopodobieństwo według CME FedWatch wynosi ponad 90% - napisali w porannym raporcie analitycy PKO BP.

Zwrócili tez uwagę na powiększający się deficyt na rachunku bieżącym Polski, który w lipcu ponownie przekroczył 2 mld euro. Tak to już jest, gdy kraj musi importować coraz droższe surowce energetyczne. W tym nawet węgla, którego w kraju mamy pod dostatkiem, ale zarządzane przez polityków kopalnie nie są w stanie wydobywać go efektywnie i opanować galopujących kosztów.
Do napięć inflacyjnych, ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej doszło jeszcze globalne umocnienie dolara, które zwykle nie sprzyja walutom z rynków wschodzących. W rezultacie dolar na krajowym rynku kosztował już 3,7668 zł i był o blisko grosz droższy niż dzień wcześniej. Kurs USD/PLN zmierza w kierunku linii 3,81 zł, na której zatrzymał się w lipcu.
Drożeje także frank szwajcarski, którego notowania jeszcze w piątek wyznaczyły 8-miesięczne minimum. We wtorek rano helwecka waluta była wyceniana na 4,6077 z ł – o grosz powyżej kursu odniesienia. Notowania funta szterlinga dotarły do poziomu 5,0747 zł.
KK


























































