Czwartek był dniem odpoczynku dla inwestorów z Nowego Jorku. Po środowych emocjach zafundowanych przez Rezerwę Federalną, „dzień po” był tradycyjną sesją refleksji i odpoczynku. Dane makro jak to ostatnio – zawiodły.



Po wybuchu optymizmu wywołanym środowym komunikatem z Rezerwy Federalnej czwartkowa sesja przyniosła lekkie spadki. S&P500 stracił pół procent, a Dow Jones oddał 0,65%. Obronił się jedynie Nasdaq, który zyskał 0,18%. Wszystkie trzy główne nowojorskie indeksy pozostają tylko nieznacznie poniżej swych absolutnych maksimów.
Uspokoiła się także sytuacja na rynku walutowym, gdzie kurs EUR/USD po skoku z 1,06 na 1,1047 powrócił do 1,065 – czyli do punktu wyjścia sprzed komunikatu FOMC. Najwyraźniej rynek doszedł do wniosku, że nawet wątpliwa perspektywa marnych podwyżek stóp procentowych w USA jest lepsza od potężnego dodruku euro w wykonaniu EBC.
W ten sposób średnioterminowa sytuacja na rynkach nie uległa zmianie. Bardzo mocny dolar obniżający zyski amerykańskich korporacji (działają globalnie, ale wyniki raportują w USD) nadal nie szkodzi nowojorskim indeksom.
Tak samo jak kolejne słabsze od oczekiwań dane z gospodarki Stanów Zjednoczonych. W czwartek rozczarował indeks Fed z Filadelfii mierzący koniunkturę w tamtejszym okręgu przemysłowym. Wskaźnik ten obniżył się w marcu do 5,0 pkt. wobec 5,2 pkt. w lutym i prognozach ekonomistów rzędu 7,1 pkt. Nie jest to odczyt tragicznie zły (wciąż sygnalizuje wzrost aktywności), ale to już kolejna publikacja z USA, która nie sprostała oczekiwaniom.
Krzysztof Kolany






























































