Mieszkańcy luksusowego kompleksu apartamentowców w Huizhou – mieście zamieszkanym przez kilka milionów ludzi i zlokalizowanym nieopodal Hongkongu – mogą cieszyć się malowniczymi widokami na pobliską zatokę Daya oraz okoliczne pasma zielonych wzniesień. Dla części nowych lokatorów, takich jak Ruby Chen, największym atutem tej lokalizacji jest jednak fakt, że luksusowy wieżowiec świeci pustkami - czytamy w "Financial Times".


Ze względu na znikome zaludnienie, opłaty za najem są tam wyjątkowo niskie, a w okolicy nie uświadczy się miejskiego zgiełku charakteryzującego największe chińskie aglomeracje. Nauczycielka języka angielskiego pracująca w trybie zdalnym podkreśla, że olbrzymia liczba niewynajętych lokali daje jej pełną swobodę – w razie jakichkolwiek uciążliwości ze strony sąsiadów może bez problemu zmienić mieszkanie na inne.
Chen reprezentuje nowe pokolenie migrantów wewnątrz Chin, którzy postanowili wykorzystać pęknięcie gigantycznej bańki budowlanej – uznawanej za największy boom w historii sektora nieruchomości – jako okazję do przetestowania alternatywnego stylu życia, określanego lokalnie jako funkcjonowanie w "pustych miastach". Koszt miesięcznego najmu wynosi zaledwie 1300 juanów (około 721 złotych), co jest kwotą nieporównywalnie niższą w stosunku do stawek obowiązujących w kluczowych chińskich metropoliach.
Deweloper odpowiedzialny za budowę wspomnianego kompleksu musiał przejść procedurę restrukturyzacji długu, podobnie jak wielu jego konkurentów w branży. Spadek cen nieruchomości w Chinach trwa nieprzerwanie do dzisiaj i doprowadził już do wyparowania z rynku majątku szacowanego na blisko 100 bilionów juanów. O ile najważniejsze chińskie megamiasta – do których zaliczają się Szanghaj, Pekin, Kanton czy Shenzhen – wciąż przyciągają specjalistów prężnie rozwijającym się sektorem nowoczesnych technologii, o tyle prowincjonalne miasta trzeciej i czwartej kategorii zmagają się z potężnym, podwójnym kryzysem: gigantycznym przesyceniem rynku mieszkaniowego oraz postępującym kryzysem demograficznym.
Chiński sen o potędze utonął w milionach pustostanów
Skala zjawiska jest bezprecedensowa – w niektórych regionach przestrzeń miejska rozrosła się o powierzchnię odpowiadającą wielokrotności nowojorskiego Manhattanu. Choć Chiny dysponują ogromną populacją, to nawet tak duża liczba ludności nie jest w stanie zapełnić tak potężnej liczby nowych lokali. Przez wiele lat lokalni urzędnicy i działacze partyjni masowo wydawali pozwolenia na budowę w myśl zasady, że nowo powstałe dzielnice prędzej czy później przyciągną mieszkańców.

Po wprowadzeniu rządowych restrykcji w 2021 roku machina ta uległa gwałtownemu zatrzymaniu. Szacuje się, że wartość sprzedaży nowych lokali realizowanej przez czołowych deweloperów skurczyła się w ciągu kilku lat o ponad 70 procent. Według analiz rynkowych, w 2023 roku pula gotowych oraz będących w trakcie budowy mieszkań wynosiła około 70 milionów jednostek.
Prawdziwym problemem jest jednak tak zwana ukryta podaż, czyli blisko 100 milionów lokali sprzedanych w ubiegłych latach, które stoją całkowicie opuszczone jako inwestycje długoterminowe. To liczby wielokrotnie przewyższające roczny popyt, co oznacza, że mniejsze ośrodki miejskie mogą już nigdy nie zdołać w pełni zagospodarować wybudowanych osiedli.
oprac. WM





























































