REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kosmiczny debiut Liftero na NewConnect. Wzrost o 43 procent na otwarciu

Michał Kubicki2026-06-30 11:05, akt.2026-06-30 15:49redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-06-30 11:05
aktualizacja
2026-06-30 15:49
Dodaj Bankier.pl w Google

Polski producent kosmicznych systemów napędowych, Liftero, zadbebiutował na rynku NewConnect. Podczas zakończonej miesiąc temu 30. Konferencji Wall Street w Karpaczu przedstawiciele spółka przedstawili założenia komercjalizacji swojej technologii. Czy te plany przełożą się na długoterminową wartość dla akcjonariuszy?

Kosmiczny debiut Liftero na NewConnect. Wzrost o 43 procent na otwarciu
Kosmiczny debiut Liftero na NewConnect. Wzrost o 43 procent na otwarciu
fot. tostphoto / / Shutterstock

Współczesna globalna gospodarka – od komunikacji, przez bankowość, aż po obronność i analizę danych online – jest bezwzględnie uzależniona od danych satelitarnych. Skala tego zjawiska stale rośnie. Szacuje się, że do końca obecnej dekady na orbitę zostanie wyniesionych nawet 70 000 satelitów - mówił podczas prezentacji inwestorskiej w Karpaczu Przemysław Drożdż, współzałóżyciel i COO Liftero.

Udany debiut Liftero na NewConnect

We wtorek 30 czerwca spółka zadebiutowała na giełdzie NewConnect w Warszawie. Kurs na otwarciu wyniósł 50 zł, co oznaczało wzrost o 42,8% względem kursu odniesienia, którym była cena przeprowadzonego niedawno IPO. Przypomnijmy w ramach zakończonej oferty publicznej Liftero pozyskało 17,5 mln zł brutto, emitując akcje serii C po cenie 35 zł. Popyt w transzy dla inwestorów indywidualnych około 20-krotnie przewyższył liczbę oferowanych walorów, co przełożyło się na stopę redukcji zapisów na poziomie 95 proc.

Spółka jest trzecim podmiotem z branży space-tech na krajowym rynku kapitałowym, obok Creotech Instruments i Scanway, które również swoją przyodę z giełdą zaczynały na NewConnect, a obecnie notowane są na rynku głównym. Docelowym kierunkiem Liftero także ma być rynek główny GPW. CEO Tomasz Palacz wskazywał, że dzięki debiutowi Liftero staje się jedyną w Europie notowaną spółką typu pure-play space propulsion, (firma która skupia swoją działalność na jednym, konkretnym segmencie rynku) koncentrującą się na systemach napędowych dla satelitów.

Branża, w której działa Liftero

Podczas wystąpienia w Karpaczu Przemysław Drożdż, COO Liftero, przekonywał, że do końca obecnej dekady na orbitę może trafić kilkadziesiąt tysięcy satelitów (wspomniane 70 tys.). Drożdż argumentował, że popyt na systemy napędowe stymulują takie czynniki jak:

Wakacje na giełdzie
  • Wysyp megakonstelacji: Planowane są dziesiątki nowych konstelacji, z których każda ma liczyć po ponad 100 satelitów’
  • Ryzyko kolizji i "kosmiczne śmieci": obecnie, aby uniknąć kolizji na orbicie, giganci tacy jak SpaceX wykonują około 800 manewrów unikowych dziennie, co generuje ogromne obciążenie operacyjne;
  • Zwiększone nakłady na obronność: sytuacja geopolityczna, w tym wojna w Ukrainie, napędza wydatki na technologie wojskowe w kosmosie;
  • Regulacje: prawo wymusza na operatorach posiadanie systemów pozwalających na bezpieczną deorbitację satelity po zakończeniu misji;
  • Eksploracja głębokiego kosmosu: rosnące ambicje, takie jak misje księżycowe, wymagają niezawodnego transportu.

Komercyjny fundament spółki stanowi chemiczny napęd BOOSTER wykorzystujący nietoksyczne paliwo. Zarząd podkreśla, że technologia posiada już tzw. flight heritage – system przeszedł pomyślne testy w warunkach kosmicznych po wystrzelenie na pokładzie rakiety Falcon 9 w marcu 2025 roku. System napędowy BOOSTER znalazł się w kosmosie również w ramach misji demonstracyjnej RED5 oraz w misji komercyjnej klienta z Indii, osiągając poziom TRL9 (najwyższy poziom gotowości technologicznej – technologia sprawdzona w rzeczywistej eksploatacji). Obecnie wartość lejka ofertowego spółki na rynkach europejskim, amerykańskim i azjatyckim szacowana jest na około 115 mln euro

Wizja Liftero

Wizją Liftero jest stworzenie „warstwy transportowej” dla całej gospodarki kosmicznej poprzez masową produkcję systemów napędowych dla tysięcy satelitów. Spółka identyfikuje i rozwiązuje kluczowe "wąskie gardła" branży.

U konkurencji na system napędowy czeka się miesiącami (często powyżej sześciu). Liftero optymalizuje procesy tak, aby dostarczać sprzęt znacznie szybciej, korzystając z komponentów łatwiej dostępnych materiałowo. Napędy Liftero generują wielokrotnie wyższy ciąg, co pozwala na wykonanie manewru w zaledwie kilka godzin lub dni, podczas gdy w przypadku innych rozwiązań trwa to tygodnie.

Rozwiązanie spółki ma zdecydowanie niższe zapotrzebowanie na energię elektryczną, jest do 25% bardziej wydajne od innych napędów chemicznych i nie ma ograniczeń operacyjnych (np. system się nie przegrzewa i może pracować bez przerw tak długo, jak to potrzebne), wynikało z prezentacji w Karpaczu.

„Nasze napędy działają w kosmosie”. Inwestorzy rzucili się na akcje

O zakończonej niedawno ofercie publicznej, w której redukcja wśród inwestorów detalicznych wyniosła aż 95 proc., rozmawiamy z Przemysławem Drożdżem, współzałożycielem Liftero.

Analiza danych finansowych Liftero idealnie odzwierciedla profil wczesnego etapu rozwoju startupu technologicznego działającego w kapitałochłonnej branży kosmicznej. W 2024 roku przychody były symboliczne (34 tys. zł), by w 2025 roku wystrzelić do 1,63 mln zł (efekt pierwszych kamieni milowych lub dotacji). Przychody za IQ 2026 wyniosły 117 tys. zł. Spółka odnotowała stratę netto na poziomie -981 tys. zł w 2024 roku oraz -1,28 mln zł w 2025 roku. Z kolei tylko w I kwartale 2026 roku strata wyniosła aż -993 tys. zł (prawie tyle, co w całym 2024 roku). Dla startupu kosmicznego to naturalny trend, który może świadczyć o intensyfikacji prac nad komercjalizacją, zwiększaniu zatrudnienia oraz kosztach przygotowania do produkcji seryjnej po udanych testach orbitalnych w 2025 roku.

Sprawozdanie to klasyczny obraz spółki przed  komercjalizacją – wysokie nakłady na R&D i budowę struktur „palą” gotówkę szybciej niż płyną pierwsze przychody. Finansowy fundament spółki ulegnie jednak diametralnej zmianie w raportach za II kwartał 2026 roku, kiedy w bilansie i przepływach pojawi się zastrzyk 17,5 mln zł z udanej oferty publicznej. Pozyskane z emisji środki mają zostać przeznaczone na skalowanie zdolności produkcyjnych. Plan operacyjny Liftero zakłada zwiększenie zatrudnienia z 20 do około 40 osób do końca 2026 roku.

Liftero długoterminowo celuje w produkcję kilkudziesięciu systemów napędowych rocznie

Liftero, polski producent napędów kosmicznych, w perspektywie 18-24 miesięcy zamierza przeskalować produkcję do poziomu co najmniej kilkudziesięciu systemów napędowych rocznie, aby być gotowym na skalę konstelacyjną - poinformował PAP Biznes Tomasz Palacz, CEO Liftero. Spółka zadebiutowała we wtorek na NewConnect, kurs akcji na otwarciu w pierwszym dniu notowań wzrósł o 42,86 proc. do 50 zł.

"Odnośnie priorytetów na najbliższe miesiące - przede wszystkim weszliśmy w fazę bardzo intensywnej komercjalizacji - wręcz przytłoczyło nas zainteresowanie rynkowe. Klienci chcą dużo i chcą na już - chcą więcej od tego, co na ten moment jesteśmy w stanie realnie wyprodukować. Niestety obawiam się, że w krótkim terminie może być aż 'zbyt dobrze' i będziemy musieli rezygnować z niektórych tematów w krótkim terminie" - powiedział PAP Biznes Tomasz Palacz, CEO Liftero.

"Dlatego robimy wszystko - i to jest nasz główny cel - żeby po pierwsze rozbudować zespół, zarówno od strony sprzedażowej, jak i inżynieryjnej czy produkcyjnej. Po drugie musimy zwiększyć zdolności produkcyjne. Poczyniliśmy już pewne inwestycje na początku roku, jeszcze przed emisją, a teraz oczywiście przeznaczymy na to dodatkowe środki, które zebraliśmy od inwestorów w maju. Ale to wszystko trwa. Walczymy więc trochę z czasem, żeby nie musieć rezygnować z tych potencjalnych kontraktów" - dodał.

Podał, że obecnie spółka prowadzi kilka zaawansowanych dyskusji odnośnie kolejnych zamówień, w których klienci oczekują dostaw jeszcze w tym roku.

"Nasze moce produkcyjne mogą się więc szybko zapełnić, przez co nie będziemy w stanie przyjąć kolejnych zamówień z tak krótkim terminem dostawy. Mamy jednak nadzieję, że to zainteresowanie będzie tylko rosło, a my wraz z nim. Na tym się w tym momencie skupiamy - na rozbudowie organizacji, by móc działać w sposób w pełni efektywny, obsługując wysoki popyt na nasze rozwiązania w bieżącym roku i kolejnych okresach" - powiedział Tomasz Palacz.

"Odnośnie naszego pipeline‘u wartego ok. 105 milionów euro - nie mogę oczywiście zdradzać konkretnych nazw podmiotów, ale mogę jednak rozbić ten pipeline na szczegóły. Całość dzielimy na trzy segmenty. Pierwszy to kontrakty krótkoterminowe, z oczekiwaną decyzją do 6 miesięcy, opiewające na łącznie kilka milionów euro - i na nie realnie liczymy w najbliższym czasie" - dodał.

Wskazał, że drugi segment to projekty długoterminowe, od 12 do nawet 36 miesięcy.

"Tutaj musimy po prostu trzymać rękę na pulsie i pozostawać w bieżącym kontakcie z potencjalnym klientem. Często są to tematy instytucjonalne, które wymagają od nas większego dorobku w kosmosie (flight heritage), referencji lub dodatkowych testów. Wymaga to inwestycji z naszej strony, ale są to kontrakty bardzo lukratywne. Mowa tu na przykład o misjach księżycowych - nie jest tajemnicą, że Creotech Instruments realizuje platformę satelitarną do takiej misji we wczesnej fazie, a my jesteśmy rozważani jako potencjalny dostawca napędu wśród kilku innych firm. To właśnie znajduje się w koszyku długoterminowym" - powiedział.

Podał, że w pipeline Liftero ma obecnie także dwa projekty konstelacyjne, choć prowadzi też rozmowy z klientami, którzy najpierw chcą przetestować jeden lub dwa systemy, co później może przerodzić się w coś znacznie większego.

"To bardzo powszechny model biznesowy, który stanowi aż 70 proc. wartości naszego pipeline. Mówimy tu o zamówieniach na duże kilkadziesiąt lub małe kilkaset sztuk w kilkuletnim horyzoncie dostaw. Klienci deklarują, że chcą podjąć decyzje do końca roku. Będziemy o to walczyć, ale tak jak mówiłem - kluczowym czynnikiem będą nasze zdolności produkcyjne oraz wysyłanie kolejnych naszych systemów i silników na orbitę, co wzmacnia nasz flight heritage i buduje wiarygodność – dziś na orbicie działa jeden nasz system w ramach misji RED5, którą sfinansowaliśmy samodzielnie w ubiegłym roku" - powiedział.

"Budujemy zatem silne partnerstwa, aby wspólnie odpowiedzieć na to rosnące zapotrzebowanie. Ponieważ nikt wcześniej na rynku nie mierzył się z taką skalą, nie wiemy do końca, jak zachowają się klienci. Nie bazujemy jednak na założeniu, że od razu rozbijemy bank w tak krótkim terminie. Taki 'jackpot' byłby z jednej strony game changerem dla spółki, ale z drugiej - ogromnym wyzwaniem, znacznie przekraczającym to, z czym mierzymy się obecnie" - dodał.

Planem rozwojowym spółki jest tworzenie rozwiązań napędowych, które odpowiadają na zapotrzebowanie generowane przez tysiące satelitów wynoszonych rocznie na orbitę.

Model biznesowy spółki opiera się na autorskim systemie napędowym BOOSTER, wykorzystującym chemiczne, nietoksyczne materiały pędne, zaprojektowanym dla satelitów klasy 30–500 kg.

"Szacujemy, że gdybyśmy przestawili całą firmę wyłącznie na realizację kontraktów i odłożyli na bok R&D, bylibyśmy w stanie wyprodukować w skali roku do kilkunastu systemów napędowych, co przekłada się średnio na ok. 30-40 silników. Jest duża szansa, że w tym roku przekroczymy liczbę 20 dostarczonych silników" - powiedział Tomasz Palacz.

"W perspektywie 18, może 24 miesięcy - w zależności od tego, jak dobrze nam pójdzie - chcemy być gotowi na skalę konstelacyjną. Innymi słowy: chcemy produkować przynajmniej kilkadziesiąt systemów napędowych rocznie. Tego wymagają klienci przy wieloletnich kontraktach konstelacyjnych. Zamawiając systemy na dwa czy trzy lata w przód, klient musi do nas przyjechać i na własne oczy zobaczyć, że z tej linii produkcyjnej - w cudzysłowie - może zjechać kilkadziesiąt silników" - dodał.

Wskazał, że konstelacje, w które celuje spółka i których na rynku jest zdecydowanie najwięcej, liczą zazwyczaj od kilkudziesięciu do małych kilkuset sztuk.

"Warto podkreślić, że to rzecz bezprecedensowa w całym sektorze kosmicznym. Dotychczasowy model budowy satelitów opierał się na pojedynczych sztukach - to było rzemiosło. Napędy też produkowano pojedynczo, przez co projekty były droższe i trwały dłużej. Dzisiaj klienci przychodzą z zamówieniem na przykład na 250 sztuk i oczekują dostaw w ciągu dwóch, trzech lat. Czegoś takiego wcześniej nie było i tutaj upatrujemy naszą szansę" - powiedział.

"Mimo, że jesteśmy relatywnie młodym graczem, to sytuacja, w której trzeba wyprodukować taką masę sprzętu, jest całkiem nowa dla wszystkich na rynku. Stawiamy więc mocno na pokazywanie naszych zdolności produkcyjnych, krótkiego czasu dostawy i wykorzystanie tej ogromnej szansy" - dodał.

Prezes podał, że Liftero stara się korzystać szeroko z bazy przemysłowej, na przykład z sektora Automotive.

"Używamy technologii przystosowanych do skali masowej, co już teraz skutkuje krótkim czasem dostaw dla naszych klientów rzędu 6-9 miesięcy względem 12-36 miesięcy rynkowej średniej oraz możliwością łatwego wdrożenia tych metod produkcyjnych u nas. Także aż tak bardzo się nie martwimy o ewentualne braki w dostawach. Największym wyzwaniem pozostaje to, o czym wspomniałem na początku: jak bardzo szybko przeskalować organizację, by sprawnie funkcjonowała, i jednocześnie nadążyć za popytem" - powiedział Tomasz Palacz.

W maju 2026 r. Liftero zakończyło ofertę publiczną akcji serii C, w ramach której pozyskało 17,5 mln zł brutto na skalowanie działalności.

"Największa część środków z IPO trafi na rozbudowę działu sprzedaży oraz zwiększenie zdolności produkcyjnych. Część środków oczywiście przeznaczymy na dalszy rozwój i ulepszanie produktu. Mamy całe portfolio własnych komponentów i chcemy je rozbudowywać, żeby oferować klientom systemy napędowe o bardzo specyficznych wymaganiach" - powiedział.

"Przykładowo, klienci instytucjonalni potrzebują szerszego zakresu testów, które musimy dla nich przeprowadzić - i na to również, w znacznej mierze, przeznaczymy te pieniądze. Skalujemy się bardzo mocno z relatywnie małej, około 20-osobowej organizacji. Do końca roku może to być już ok. 40 osób" - dodał.

TFI PZU poinformowało w ubiegłym tygodniu o przekroczeniu progu 5 proc. w kapitale Liftero.

Anna Lalek (PAP Biznes)

Źródło:
Michał Kubicki
Michał Kubicki
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu Rynki Bankier.pl. Absolwent finansów i rachunkowości na UMCS w Lublinie. W czasie studiów zainteresował się giełdą i rynkami finansowymi, które to zainteresowania rozwinął na SGH w Warszawie na kierunku Bankowość Inwestycyjna. Na co dzień obserwuje notowania warszawskiej giełdy, by przekazać czytelnikom portalu najważniejsze informacje z parkietu oraz przybliżyć istotne wiadomości ze spółek. Telefon 728 927 242

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Newconnect

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki