Podpisana w ubiegłym tygodniu umowa handlowa między Unią Europejską a państwami bloku Mercosur wciąż nie jest wolna od kontrowersji, szczególnie pod kątem konsekwencji dla handlu i konkurencyjności polskiego rolnictwa. Jednak wiele wskazuje na to, że wpłynie ona także na rynek pracy. Zapytaliśmy ekspertów, co w związku z tym może się zmienić dla polskich pracowników.


Blisko tydzień temu, 17 stycznia 2026 roku, podpisano umowę handlową między Unią Europejską a krajami Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem). To jedno z największych porozumień o wolnym handlu na świecie, które zakłada stopniowe znoszenie ceł i innych barier handlowych, ułatwiając wymianę towarów między Europą a Ameryką Południową. Dla UE oznacza to dostęp do rynku liczącego około 270 milionów konsumentów, a dla państw z Ameryki Południowej - szansę na szerszy eksport, zwłaszcza produktów rolno-spożywczych, na bogaty rynek europejski. Tymczasem nie wszyscy są zadowoleni z takiego obrotu spraw. Polska była wśród krajów sceptycznych, wskazując na zagrożenia dla rodzimego rolnictwa.
Rolnicy przeciwni umowie z Mercosur
Według Wiktora Szmulewicza, prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych, umowa z Mercosur budzi zdecydowany sprzeciw polskich rolników ze względu na realne zagrożenia dla konkurencyjności europejskiego rolnictwa, standardów produkcji żywności oraz ochrony konsumentów.
– Jej wejście w życie w obecnym kształcie prowadzi do długofalowych i trudnych do odwrócenia skutków gospodarczych i społecznych. Uderza ona w europejskich rolników, którzy nie są w stanie konkurować z importem produkowanym poza unijnymi normami – mówi Bankier.pl Wiktor Szmulewicz. – Warunki produkcji w krajach Mercosur są zupełnie inne niż w Europie. Po pierwsze klimat, który umożliwia uprawę przez cały rok i zbiory plonów 3 razy w roku. Na konkurencyjność wpływa też tamtejsza struktura własnościowa, czyli ogromne przedsiębiorstwa rolne. Polskie rolnictwo nie ma szans konkurować z tak odmiennym systemem produkującym na skalę przemysłową.
Możliwa redukcja zatrudnienia
Zdaniem prezesa KRIR, w wyniku zderzenia z napływem tańszych towarów rolnych upadną przede wszystkim gospodarstwa, które dotychczas stawiały na rozwój i zaciągały na ten cel kredyty.
– W konsekwencji w trudnej sytuacji znajdą się zakłady przetwórstwa rolnego powiązane z polskim rolnictwem. Może nastąpić redukcja zatrudnienia i upadki wielu firm – uważa Wiktor Szmulewicz. – Z pewnością rolnicy po bankructwie gospodarstw będą zmuszeni do szukania środków do życia w innych sektorach gospodarki lub wyjazdu za granicę. Będzie to tragedia dla wielu rodzin.
Czy umowa z Mercosur zagrozi polskiemu rynkowi pracy?
Z kolei jak twierdzi Izabela Samulska - Ugorska, Business Development Manager w Smart Solutions HR, w debacie o Mercosur bardzo często mówi się o bilansie handlowym, konkurencyjności cenowej czy wpływie na PKB, a zdecydowanie zbyt rzadko o ludziach.
– Umowa ta to nie tylko kwestia handlu, ale także realny wpływ na rynek pracy, szczególnie na obszarach wiejskich – uważa Izabela Samulska-Ugorska. – W polskim rolnictwie i sektorach powiązanych, takich jak przetwórstwo, transport czy usługi, zatrudnione są setki tysięcy osób. Napływ tańszych produktów rolnych z krajów Mercosur może obniżyć opłacalność produkcji w Polsce, co w praktyce oznacza ograniczenie inwestycji w lokalne zakłady przetwórcze oraz presję na redukcję zatrudnienia w mniejszych i średnich gospodarstwach.
Konieczna będzie migracja zarobkowa?
Zdaniem ekspertki Smart Solutions HR, konsekwencje umowy UE–Mercosur dla rynku pracy w Polsce będą długofalowe, ale mogą okazać się trwałe i strukturalne. Według niej najsilniej odczują je regiony o dużym udziale rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego w lokalnym zatrudnieniu.
– Rolnictwo w Polsce pełni funkcję znacznie szerszą niż tylko produkcyjną - jest ważnym stabilizatorem rynku pracy na obszarach wiejskich i w małych miejscowościach – uważa Izabela Samulska - Ugorska. – Ubytek miejsc pracy w gospodarstwach i zakładach przetwórczych oznacza mniejsze zapotrzebowanie na pracowników sezonowych i stałych, spadek popytu na usługi transportowe, magazynowe i serwisowe, a także osłabienie lokalnych rynków pracy, które już dziś charakteryzują się ograniczoną liczbą alternatywnych ofert zatrudnienia. W praktyce może to przełożyć się na przyspieszenie migracji zarobkowej – zarówno do dużych miast, jak i za granicę, a także dalsze wyludnianie się wsi.
Przez zmiany rynkowe ucierpieć mogą setki tysięcy osób utrzymujących się z produkcji wołowiny, drobiu, trzody, upraw zbóż czy buraków. Szczególnie narażone mogą być osoby o niższych kwalifikacjach, pracujące fizycznie w rolnictwie i przetwórstwie.
Jedni tracą, inni zyskują
Według Izabeli Samulskiej - Ugorskiej długoterminowo część utraconych miejsc w rolnictwie może zostać zrekompensowana nowymi miejscami pracy w sektorach korzystających z umowy.
– Skala tych potencjalnych korzyści dla rynku pracy jest niepewna i z pewnością nie zrównoważy w 100 proc. strat w rolnictwie, ale może łagodzić obawy związane z negatywnymi konsekwencjami – uważa ekspertka. – Liberalizacja handlu może wzmocnić branże, które już dziś są konkurencyjne eksportowo i mniej wrażliwe na presję cenową ze strony krajów Ameryki Południowej. Z perspektywy Polski są to przede wszystkim przemysł przetwórczy, sektor maszynowy, chemiczny, motoryzacyjny oraz logistyka i transport. Otwarcie rynków Mercosur stwarza nowe możliwości eksportowe dla producentów maszyn, urządzeń przemysłowych, komponentów, środków ochrony roślin czy nawozów. Wzrost wymiany handlowej oznacza również większe zapotrzebowanie na usługi transportowe, spedycyjne, portowe i magazynowe, co może przełożyć się na nowe miejsca pracy, głównie w dużych ośrodkach logistycznych i przemysłowych.
Zyska przemysł i logistyka
Natomiast Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service, ekspert rynku pracy, uważa, że umowa UE-Mercosur nie wywróci polskiego rynku pracy, ale będzie miała wpływ na kilka sektorów, co spowoduje stopniowe przesuwanie popytu na pracę tam, gdzie polskie firmy są konkurencyjne eksportowo.
– Dla rynku pracy to raczej proces adaptacji niż szok, który będzie rozłożony w czasie i zależny od tego, jak firmy wykorzystają nowe możliwości handlowe – mówi Bankier.pl Krzysztof Inglot. – Największe zmiany będą widoczne tam, gdzie handel międzynarodowy ma realne znaczenie. Po stronie potencjalnych beneficjentów są przemysł, produkcja, motoryzacja, maszyny, chemia oraz usługi okołoprzemysłowe i logistyczne. Z drugiej strony presję mogą odczuć rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze, zwłaszcza w regionach, gdzie zatrudnienie jest mniej zdywersyfikowane. To nie musi oznaczać redukcji etatów z dnia na dzień, ale większą potrzebę restrukturyzacji i zmiany profilu działalności.
Problemem jest niedopasowanie kometencji
Zdaniem przedstawiciela Personnel Service, polski rynek pracy jest dziś znacznie bardziej elastyczny niż dekadę temu, ale wciąż nie w pełni gotowy na szybkie przesunięcia sektorowe.
– Problemem nie jest brak pracy, tylko niedopasowanie kompetencji. Mamy doświadczenie w absorbowaniu zmian – migracje, automatyzacja, zmiany demograficzne już nas tego nauczyły, ale bez inwestycji w przekwalifikowanie i mobilność pracowników ten proces będzie wolniejszy i bardziej bolesny lokalnie – uważa Krzysztof Inglot.
Według niego, w sektorach, które skorzystają na ekspansji eksportowej, może się zwiększyć presja na wzrost płac.
– Firmy konkurujące globalnie muszą walczyć o kompetencje, a to zwykle oznacza lepsze wynagrodzenia i warunki pracy. Jednocześnie rośnie znaczenie stabilności, benefitów i długofalowych relacji z pracownikami, bo rotacja w branżach eksportowych jest kosztowna. Krótko mówiąc: tam, gdzie będzie wzrost, pracownik będzie w coraz lepszej pozycji negocjacyjnej – dodaje ekspert.
Możliwe wyludnienie wsi
Tymczasem zdaniem Wiktora Szmulewicza, choć w budżecie UE na lata 2028-2034 są zaplanowane środki w wysokości 6,3 mld euro przeznaczone na łagodzenie skutków wszystkich skutków ubocznych we wszystkich krajach członkowskich, to jest to kwota niewspółmierna do skali zagrożenia.
– Programy przekwalifikowania lub wsparcia lokalnych przedsiębiorstw, nawet jeśli powstaną to nie będą w stanie przywrócić równowagi ekonomicznej polskich i europejskich wsi. Może nastąpić wyludnienie wsi co będzie miało konsekwencje dla samorządów lokalnych i dla całego państwa – podsumowuje prezes KRIR.


























































