Prezydent Donald Trump kolejny raz skrytykował politykę amerykańskiego banku centralnego, określając sam Fed jako „największe zagrożenie” dla gospodarki. Istotą sporu są koszty ekspansywnej polityki fiskalnej prowadzonej przez prezydenta.
„Według mnie Fed jest największym ryzykiem, ponieważ sądzę, że stopy procentowe podnoszone są zbyt szybko” – powiedział prezydent USA podczas wywiadu dla „The Wall Street Journal”. Pan Powell „zdaje się być szczęśliwy, podnosząc stopy procentowe” – dodał Donald Trump.
To nie pierwsza tak otwarta krytyka pod adresem Fedu. W ostatnich tygodniach prezydent Trump wielokrotnie narzekał na politykę prowadzoną przez Jereome’a Powella, którego sam w styczniu mianował na stanowisko szefa Rezerwy Federalnej. „Myślę (…), że Fed popełnia błąd. Zacieśnianie (polityki monetarnej – przyp. red.) jest zbyt mocne. Myślę, że Fed oszalał” – powiedział Trump dwa tygodnie temu.
"Fed jest moim największym zagrożeniem, ponieważ zbyt szybko podnosi stopy procentowe” – to wypowiedź amerykańskiego prezydenta sprzed tygodnia. Jak widać, rozpoczęta jeszcze latem krytyka posunięć Rezerwy Federalnej jest konsekwentna. W 2018 roku Fed trzy razy podniósł stopę funduszy federalnych, za każdym razem o 25 punktów bazowych. Ostatnia podwyżka miała miejsce 26 września, wynosząc przedział stopy funduszy federalnych do 2,00-2,25%.
Na ostatnim posiedzeniu Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) porzucił sformułowanie mówiące o tym, że polityka monetarna jest „akomodacyjna”. Przy stopach procentowych zbliżonych do oficjalnie raportowanej inflacji CPI można ją już nazwać neutralną. Rynek oczekuje, że w grudniu FOMC dokona kolejnej podwyżki ceny pieniądza. Dwie lub trzy podwyżki oczekiwane są na 2019 rok.

Tymczasem prezydent Donald Trump prowadzi mocno ekspansywną politykę fiskalną. Tegoroczna obniżka podatków przy braku cięć w wydatkach federalnych doprowadziła do znaczącego zwiększenia deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych. Zakończony we wrześniu rok fiskalny przyniósł zwiększenie długu publicznego o 1,27 bln dolarów.
Podnosząc stopy procentowe, Rezerwa Federalna zwiększa koszty obsługi długu publicznego. Dla kraju zadłużonego na 105% PKB każdy wzrost stóp procentowych jest bolesny i może zakończyć się recesją. W październiku Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) ostrzegło, że wkrótce rząd USA będzie płacił więcej za obsługę swoich długów, niż wydawał na obronę. To wyjaśnia wściekłość prezydenta Trumpa – kolejne podwyżki stóp w wykonaniu Fedu ograniczają mu pole manewru w polityce fiskalnej. To wręcz klasyczny konflikt pomiędzy bankiem centralnym a politykiem sprawującym władzę i ubiegającym się o reelekcję. W listopadzie w USA odbędą się cząstkowe wybory do Kongresu (ang. midterm election).
Z punktu widzenia powszechnie uznanych zasad prowadzenia polityki pieniężnej Fed zasadniczo nie ma obecnie wyboru. Przy najniższej od niemal 50 lat stopie bezrobocia, wzroście PKB przekraczającym 3% i inflacji CPI przekraczającej docelowy poziom 2% rocznie bank centralny w zasadzie musi podnieść stopy procentowe. Zwłaszcza że wciąż pozostają one na historycznie niskim poziomie.
W Stanach Zjednoczonych prezydent nie może odwołać prezesa Rezerwy Federalnej. Niezależność amerykańskiego banku centralnego jest też silnie zakorzeniona w politycznej praktyce. Do tej pory bezpośrednia krytyka Fedu przez urzędującego prezydenta zdarzała się niezmiernie rzadko. Co ciekawe, Donald Trump wywodzi się z obozu, który w ostatnich latach krytykował Fed za utrzymywanie zbyt niskich stóp procentowych przez zbyt długi czas. Od grudnia 2008 do grudnia 2015 roku stopa funduszy federalnych trzymana była na blisko zera. Ponadto Fed wpompował w system bankowy ponad trzy biliony dolarów, w ramach kolejnych fal „ilościowego poluzowania” (QE). Dopiero od 2017 roku Fed bardzo powoli usiłuje wrócić do stanu normalnego – czyli gdy stopy procentowe banku centralnego są wyższe od inflacji cenowej, co przed 2008 roku uznawano za kanon.
Podczas kampanii wyborczej Donald Trump krytykował Rezerwę Federalną za to, że jest upolityczniona i że poprzez utrzymywanie niskich stóp procentowych sprzyja administracji Baracka Obamy. Trump zwracał też uwagę, że Ameryka jest narodem dłużników i że 20 bilionów dolarów długu publicznego to za dużo. Po wyborach republikanin drastycznie zmienił poglądy. „Muszę być z wami szczery – naprawdę lubię politykę niskich stóp procentowych” - powiedział Trump już jako prezydent. A jego polityka fiskalna sprawiła, że dług Stanów Zjednoczonych po upływie połowy kadencji sięga już 21,67 bln USD. Trudno o lepszy przykład na prawdziwość powiedzenia, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.































































