Liczba zatrudnionych
w sektorach pozarolniczych w Stanach Zjednoczonych zwiększyła się we wrześniu tylko
o 134 tysiące – poinformowało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS). Za to stopa bezrobocia obniżyła się do najniższego poziomu od grudnia 1969 roku.


Ekonomiści spodziewali się wzrostu zatrudnienia (non-farm payrolls) o 180 tysięcy. Za to po rewizji (z 201 tys.) dane za sierpień pokazały wzrost aż o 270 tys., co w znacznym stopniu łagodzi negatywną wymowę raportu BLS. Należy też wziąć pod uwagę, że we wrześniu we wschodnie wybrzeże Ameryki uderzył huragan Florence, co zapewne miało przełożenie na ogólnokrajowe statystyki zatrudnienia i bezrobocia.
Dane BLS potwierdzają, że z powodu złej pogody we wrześniu 299 tysięcy ludzi pozostało w domu. To o 200 tysięcy więcej niż średnia dla tego miesiąca. Ponadto blisko 1,5 mln zmuszona była pracować w niepełnych godzinach.
Stopa bezrobocia w USA obniżyła się do 3,7 proc., podczas gdy rynkowy konsensus zakładał jej spadek do 3,8 proc. To najniższy wynik od niemal 49 lat!
Zresztą wnioski z badania ankietowego (przy pomocy którego kalkulowana jest stopa bezrobocia) jawią się jako bardziej optymistyczne od danych urzędowych. Badanie aktywności zawodowej ludności pokazało we wrześniu przyrost zatrudnienia aż o 450 tysięcy przy spadku liczby bezrobotnych o 270 tys. Populacja biernych zawodowo zwiększyła się o 74 tys., do 96,36 mln.

Niemniej jednak wskaźnik aktywności zawodowej definiowany jako liczba pracujących i bezrobotnych względem całej populacji w wieku produkcyjnym pozostał na stosunkowo niskim poziomie 62,7 proc. Zatem najniższa od niemal pół wieku stopa bezrobocia nie mówi nam wszystkiego o stanie amerykańskiego rynku pracy. Rynku, na którym z jednej strony brakuje wolnych pracowników, ale równocześnie ponad sto milionów Amerykanów w wieku produkcyjnym nie ma płatnego zajęcia.
Być może ta ostatnia liczba tłumaczy, dlaczego wciąż nie widać presji na wzrost wynagrodzeń. We wrześniu przeciętna stawka godzinowa w USA wzrosła o 0,3 proc. mdm i była tylko o 2,8 proc. wyższa niż przed rokiem. Oznacza to, że wzrost przeciętnego wynagrodzenia nie przekracza oficjalnie raportowanej inflacji CPI. W ujęciu realnym jest on więc bliski zera
Krzysztof Kolany



























































