Marzec był drugim z rzędu miesiącem solidnego ożywienia w polskim handlu detalicznym. Konsumenci raźniej ruszyli na zakupy, lecz mimo to wyniki sprzedaży okazały się niższe od oczekiwań większości ekonomistów. Warto odnotować, że według GUS ceny w sklepach były średnio niższe niż rok temu.


Sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych w marcu 2024 była o 6,0% wyższa niż przed rokiem – poinformował Główny Urząd Statystyczny. To wyrównanie najwyższego realnego wzrostu sprzedaży od maja 2022 roku oraz taki sam jak w lutym, gdy obroty sieci handlowych zwiększyły się o 6,1% rdr.
Mimo wszystko wyniki marcowej sprzedaży detalicznej nieco rozczarowały. Większość ekonomistów prognozowała przyspieszenie dynamiki sprzedaży detalicznej, która w ujęciu realnym miała wzrosnąć o 6,7%. Niemniej jednak to i tak niezły wynik w porównaniu do bardzo słabych danych o produkcji przemysłowej i budowlanej opublikowanych dzień wcześniej.
Od kilku miesięcy niemała część ekonomistów spodziewa się wystąpienia w Polsce boomu konsumpcyjnego. Ma być on napędzany rekordowo wysokim realnym wzrostem płac w sektorze przedsiębiorstw (blisko 10% rocznie po odjęciu inflacji), hojnym podwyżkom wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz wyższym zasiłkom socjalnym (800+, n-te emerytury, etc.). Póki co w danych o sprzedaży detalicznej takiego boomu nie widać.
Aczkolwiek widać zdecydowane ożywienie względem 2023 roku, który stał pod znakiem „recesji konsumenckiej” w Polsce, objawiający się bardzo rzadko spotykanym w ostatnich dekadach realnym spadkiem obrotów sieci handlowych. W całym poprzednim roku sprzedaż liczona w cenach stały zaliczyła tylko dwa miesiące na plusie. Teraz konsumpcyjna machina rozpędza się dość powoli.

🇵🇱 Sprzedaż detaliczna w marcu też poniżej konsensusu, a skala rozczarowania znacznie mniejsza niż w przypadku produkcji. Perspektywy konsumpcji to specjalnie jednak nie zmienia, co widać na poniższym wykresie. Wzrost realnych dochodów da o sobie znać. pic.twitter.com/D3X7SqqyYJ
— mBank Research (@mbank_research) April 23, 2024
Jeszcze dane za styczeń (+3,0%) nie sygnalizowały konsumpcyjnego boomu. Rozczarowywały również wyniki za wcześniejsze dwa miesiące, gdy notowaliśmy już realnie dodatni wzrost funduszu płac w polskiej gospodarce. A mimo to sprzedaż w listopadzie była niższa niż rok temu. Jeszcze głębszy regres w ujęciu rocznym – i to zamiast oczekiwanego wzrostu – odnotowano w grudniu. Dopiero w lutym zobaczyliśmy pierwsze ślady konsumpcyjnego ożywienia.
Sprzedaż detaliczna wzrosła w marcu o 6,1%r/r (ING: 10,0%; konsensus: 6,7%). Wzrost realnych płac o blisko 10%r/r i Święta Wielkanocne nie wygenerowały boomu zakupowego. Realizuje się scenariusz odbudowy konsumpcji prywatnej, ale w umiarkowanym tempie. Polacy wolno odchodzą od… pic.twitter.com/DT3MfsxDQT
— ING Economics Poland (@ING_EconomicsPL) April 23, 2024
W marcu było ono kontynuowane w umiarkowanym tempie. Przy czym trzeba wziąć poprawkę na efekty sezonowe. Po pierwsze, tegoroczny marzec liczył sobie o dwa dni robocze mniej niż zeszłoroczny. Co prawda to nie ma aż takiego wpływu jak w przypadku przemysłu czy budownictwa, ale jednak trochę rzutuje na wyniki sprzedaży. I po drugie, w 2024 roku wielkanocne zakupy wypadły w marcu, a rok temu już w kwietniu. Zatem zeszłoroczna baza porównawcza w marcu była niższa, ale za to w kwietniu będzie zdecydowanie wyższa.
W strukturze sprzedaży detalicznej wyróżnia się silny wzrost sprzedaży samochodów. W tej branży (liczonej wraz z motocyklami i częściami zamiennymi) odnotowano realny (czyli po uwzględnieniu zmian cen) przyrost obrotów aż o 13,5% rdr. Dobrze sprzedawały się też paliwa (+11,2% rdr) oraz „pozostałe” kategorie (+19,4%). Ze względu na przesunięcie Świąt Wielkanocnych odnotowano wzrost sprzedaży artykułów spożywczych o 6,6% rdr. Nadal malała za to sprzedaż mebli, rtv i agd, gdzie odnotowano regres o 8,5% rdr. Zaskakująco słabo radzili sobie sprzedawcy odzieży i obuwia, gdzie obroty w ujęciu realnym były według GUS aż o 15,2% niższe niż przed rokiem.
Koniec inflacji w sklepach
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik. Przez poprzednie 2-3 lata informowaliśmy Państwa o bezprecedensowym rozjeździe pomiędzy wynikami sprzedaży liczonymi w cenach stałych a cenach bieżących. Wynikał on z niewidzianej od przeszło ćwierć wieku inflacji, która podnosiła nominalne wyniki sprzedaży przy równoczesnej presji na wyniki w ujęciu realnym. W 2024 roku ta różnica prawie zanikła. Według GUS sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła o 6,0%, a w cenach stałych o 6,1%. Oznacza to, że deflator sprzedaży detalicznej był minimalnie ujemny i wyniósł ok. -0,095%.
Nie jest to wielką sensacją, obserwując ewolucję tego wskaźnika w ostatnich miesiącach. Już w marcu deflator sprzedaży detalicznej był bliski zera i wyniósł 0,57%. Dla porównania, w styczniu było to 1,55%, w grudniu 2,87%, w listopadzie 2,91%, a w październiku 1,95%. Rekordowe tempo wzrostu cen w sklepach GUS odnotował w październiku 2022 roku – wyniosło ono 17,48%.



























































