W takiej sytuacji znalazła się pani Alina Brzezińska, która walczy o zasiłek rodzinny na dwóch samotnie wychowywanych synów. Nie otrzymuje teraz żadnych pieniędzy, gdyż zasiłek przysługuje jej dopiero po zakończeniu sprawy rozwodowej. Ta może ciągnąć się latami, bo Brzezińscy kłócą się kto jest winny rozwodu.
Dopiero jednak po formalnym orzeczeniu rozwodu pani Brzezińska będzie mogła starać się o zasiłek, póki co dochody, wliczając w to zarobki męża, na jednego członka rodziny przekraczają ustawowe 504 zł powyżej, którego zasiłek się nie należy.
Problem w tym, że dochody te są tylko na papierze, bo rzeczywistość wygląda znacznie gorzej. Kobieta utrzymuje się z tysiąca złotych alimentów miesięcznie, ale połowę kwoty kosztują ją leki dla chorego na płuca syna.
Urzędnicy są bezradni. "Nawet gdybyśmy chcieli wypłacić zasiłek, nie możemy. Zgodnie z zapisem w ustawie o świadczeniach społecznych ci państwo są ciągle rodziną" - mówi Regina Politowicz, dyrektor wydziału świadczeń społecznych Urzędu Miasta Bydgoszczy.
Takich przypadków jak pani Aliny jest w naszym kraju sporo, przynajmniej kilkaset. Urzędnicy przyznają, że odprawiają takie panie z kwitkiem.
Cezary Miżejewski, wiceminister opieki społecznej twierdzi, że ministerstwo poinstruowało urzędników, by w takim sytuacjach działać na korzyść obywateli. „Uważamy nasze wyjaśnienia za wiążące” – dodał Miżejewski
Tymczasem urzędnicy bronią się „Wydawanie pieniędzy publicznych niezgodnie z prawem grozi poważnymi konsekwencjami. Nikt nie zaryzykuje. Dalej będziemy postępować zgodnie z ustawą” - odpowiada Wojciech Rychlik z wydziału świadczeń rodzinnych łódzkiego urzędu miasta.
J.B.
































































