Ograniczenie prowizji dla agentów ze sprzedaży polis OC, wkład własny ubezpieczających i zmniejszenie liczby osób mających prawo ubiegać się o zadośćuczynienia z ubezpieczeń komunikacyjnych to nowe pomysły na zatrzymanie wzrostu stawek za ubezpieczenia OC.
Posłom nie brakowało pomysłów na zahamowanie podwyżek na rynku polis komunikacyjnych podczas omawiania projektu opracowywanego w ramach sejmowego zespołu ds. wspierania przedsiębiorczości i patriotyzmu gospodarczego – pisał w zeszłym tygodniu "Puls Biznesu". Od miesięcy mówiono o konieczności uregulowania kwestii zadośćuczynień za szkody osobowe, ale podczas ostatniego posiedzenia przedstawiono kilka nowych pomysłów na uleczenie rynku.
Wojny o zadośćuczynienia ciąg dalszy
Debaty nad przyczyną i metodami walki z obecną sytuacją na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, w której straty sektora kolejny rok z rzędu opiewają na 1 mld zł, a kierowcy muszą dopłacać nawet drugie tyle do składki ubezpieczeniowej, zdają się nie mieć końca. Wzajemne odbijanie piłeczki pomiędzy Polską Izbą Ubezpieczeń i Komisją Nadzoru Finansowego tylko podkręcało atmosferę, a w listopadzie sprawą zajął się powołany do tego zespół sejmowy.
Zobacz także
PIU od początku całą winę zrzucała na nieuregulowaną kwestię zadośćuczynień. – Do zahamowania wzrostu cen OC nie jest potrzebna interwencja państwa w sensie działań niestandardowych. Jest natomiast konieczna przemyślana interwencja legislacyjna w postaci regulacji zadośćuczynień – tłumaczył w listopadowej rozmowie z Bankier.pl Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU. Orzecznictwo Sądu Najwyższego spowodowało, że do takich świadczeń uzyskało dostęp szersze grono osób z rodziny poszkodowanych w wypadkach i co więcej, mogli się o nie ubiegać nawet po kilkunastu latach od wystąpienia szkody. To mocno zachwiało stabilnością segmentu ubezpieczeń komunikacyjnych, bo ubezpieczycielom coraz trudniej było oszacować wypłaty w przyszłości. Prądzyński przytaczał przy okazji przypadki, w których kwoty zadośćuczynień wahały się od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. zł, bo sądy nie miały żadnych wytycznych co do ustalania tych kwot.
|
Propozycje do projektu nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowym, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych w celu ograniczenia wzrostu cen ubezpieczeń OC pojazdów mechanicznych |
|---|
|
Na początku marca br. KNF obaliła ten argument, analizując kwoty zasądzanych zadośćuczynień – pisał "Dziennik Gazeta Prawna". Podczas prac nad projektem nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych temat jednak wrócił, a w ramach dyskusji zaproponowano m.in. ograniczenie liczby osób mających prawo do wypłaty takich świadczeń.

Mniejsze grono osób z prawem do domagania się zadośćuczynienia
W projekcie opracowanym przez warszawski think-tank Warsaw Enterprise Institute zakłada się spełnienie głównego hasła PIU – wprowadzenia do ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych szczegółowego sposobu obliczania wysokości zadośćuczynienia ze świadczeń wynikających z powstania szkód osobowych. Zdaniem szefa WEI - Tomasza Wróblewskiego - powinny być nadane sztywne wagi pozwalające precyzyjniej przewidywać kwoty wypłat w przyszłości. Dodatkowo wskazywano na konieczność drastycznego ograniczenia prawa do tych zadośćuczynień – domagać się ich mogłyby według projektu tylko mieszkający ze sobą małżonkowie, nieletnie dzieci i rodzice zmarłych w wypadkach komunikacyjnych dzieci. Ten ostatni pomysł spotkał się ze sporym sprzeciwem Rzecznika Finansowego, Federacji Konsumentów i kancelarii odszkodowawczych.
Rzecznik Finansowy określa taki pomysł jako daleko idące uderzenie w interesy poszkodowanych. Wskazywano m.in. na nieuwzględnienie innych relacji rodzinnych, które powinny się w tym katalogu znaleźć – według pomysłu WEI z prawa do zadośćuczynienia wykluczeni byłyby np. dorosłe dzieci, dziadkowie wychowujący dzieci czy osoby pozostające w związkach partnerskich.
Mniejsze prowizje dla agentów ubezpieczeniowych?
To jednak nie wszystkie opcje, które analizowano podczas spotkania zespołu sejmowego. Wśród pomysłów pojawiła się także kwestia ograniczenia prowizji dla agentów ubezpieczeniowych. Poseł Adam Abramowicz stwierdził, że wszyscy zaangażowani na tym rynku powinni solidarnie ponieść koszty działań zmierzających ku poprawie sytuacji.
Chodzi przede wszystkim o odejście od sztywnej prowizji pobieranej przez pośredników na rzecz prowizji ruchomej, co pozwoliłoby na większe zróżnicowanie cen polis OC. Według Abramowicza prowizja powinna być uzależniona od regionu, w którym działa pośrednik i negocjowalna w rozmowach z klientem.
Kierowca pokrywałby wyrządzoną szkodę częściowo z własnej kieszeni
Poseł Prawa i Sprawiedliwości za niezbędne uważa także udostępnienie ubezpieczycielom danych o kierowcach dostępnych w bazie CEPiK, które pozwolą bardziej szczegółowo dobierać ofertę i składkę ubezpieczenia OC do klienta.
Wśród pomysłów na obniżenie składek OC dla klientów wspomniano także o wkładzie własnym kierowcy w wypłatę odszkodowania dla poszkodowanego. Franszyza miałaby charakter integralny i dobrowolny – kierowca sam mógłby decydować się na udział w pokryciu wartości wyrządzonej szkody w wysokości 1000 zł w celu obniżenia kwoty składki ubezpieczenia o ok. 10 proc.
Rekomendację do opracowanych zmian musi jeszcze wydać rząd podczas obrad sejmowych. Nie wiadomo jeszcze, jak partia rządząca opowie się za tak liczną listą instrumentów mających na celu obniżenie lub przynajmniej zahamowanie wzrostu stawek OC. Do tej pory premier Beata Szydło nie wypowiadała się jednoznacznie o ingerencji rządu w tę sprawę – tym razem rząd będzie musiał się opowiedzieć za lub przeciw.





























































